polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
WIEŻE FABRYK Cel i Światło

WIEŻE FABRYK
Cel i Światło

Pytanie bez odpowiedzi – kto dziś pisze pamiętniki? 

Kto zapisuje swoje myśli, odczucia czy wrażenia wychodząc z założenia, iż warto będzie po jakimś czasie do nich sięgnąć i skonfrontować z obecnym stanem ducha? 

Pewnie nikt, zresztą przyznaję, że ja także nie. 

Permanentny brak czasu, multum bodźców, nieznośna ulotność chwili zastępowanej za moment kolejną wartą zapamiętania chwilą, nie mniej doniosłą i ważną, wszystko gna na łeb na szyję, niczym sekcja rytmiczna łódzkich Wież Fabryk. 

Kiedy 6 lat temu pisałem dla PopUpa recenzje ich opublikowanego własnym sumptem bootlegu Koncert Aurora 2007 nie sądziłem nawet, że kiedykolwiek wydadzą coś oficjalnie. To był wówczas bardzo dobry, koncertowy zespół, który grał swoją niemodną, zimno-falową muzykę, bez żadnych szans na szersze zainteresowanie mediów. Ile takich zespołów zakończyło swoją działalność jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty (kolejne pytanie bez odpowiedzi)? 

Dziś ta recenzja jest dla mnie niczym wspominany pamiętnik. To naprawdę ja ją napisałem? Perspektywa czasu nadaje wszelkim osądom znamion subiektywności, odrywa od kontekstu, zaciera mniej istotne detale, które kiedyś urastały do spraw fundamentalnych. 

A zatem tak, dziś mogę przyznać, że pomyliłem się: muzycy nie skończyli na zmywaku w Londynie. Wciąż nagrywają, koncertują i mają w dupie swoją niemodność. A Koncert Aurora 2007 to nie był ich łabędzi śpiew – Cel i Światło to już drugi, po wydanym dwa lata temu Dymie, oficjalny materiał. 

Cała reszta pozostała jednak bez większych zmian, wciąż jest aktualna. I nadal mogę się pod tym wszystkim podpisać. Najważniejszy wniosek, tak jak i wtedy, zostawiam sobie jednak na koniec. 

Cel i światło anonsuje się jako album lepiej brzmiący od debiutu (prawda, świetna robota Michała Kupicza!), oraz materiał bardziej spójny (nieprawda). Tak, debiut zbierał tylko niektóre kąski z długiego i bogatego okresu działalności i był zwieńczeniem etapu fonograficznej pustki. Natomiast nowa płyta to efekt pomysłów powstałych tylko na przestrzeni dwóch ostatnich lat. Niestety ja żadnych muzycznych różnic (poza brzmieniem) pomiędzy tymi dwoma materiałami nie słyszę. Zespół Wieże Fabryk miał od samego początku swój jasno określony styl, którego kurczowo się trzyma. Przy takim podejściu niespełna 30 minut muzyki to na tyle krótka i zwarta torpeda, żeby się nią zbytnio nie znudzić. Odnoszę jednak wrażenie, że ocenianie nowej płyty jako lepszej i spójniejszej od debiutu to nadużycie, logiczne oczekiwanie kroku naprzód, życzeniowość obarczona brakiem dystansu, a nie fakty. Fakty są tylko takie, że ta muzyka, tak jak dawniej, potrafi porwać swą żywiołowością do opętańczego tańca Św. Wita, zaś lapidarne teksty w duchu Adamskiego (wiadomo, Siekiera) czy Mizernego (1984) składają się na zimno-falowy kanon, pełen zagadkowych słów-kluczy i metafor. Czyli jest zupełnie tak samo jak na debiucie. Identycznie jest z brakiem zróżnicowania pomiędzy poszczególnymi utworami. O ile jestem w stanie zrozumieć to, że AC/DC czy Black Sabbath grają wciąż ten sam utwór (w końcu sami wymyślili patent na swoje brzmienie i muzykę, ludzie to kupili, kasa się zgadza, słowem: jest świetnie), tak nie jestem w stanie zrozumieć tego, że Wieże Fabryk same narzuciły sobie tak ograniczoną formę ekspresji (bo ani nie wymyślili patentu na swoje granie, ani tym bardziej nie zarobią na nim szczególnie). Przecież nawet tak pomnikowe dla polskiej zimnej fali zespoły jak wspomniana przeze mnie Siekiera (np. „Na zewnątrz”) czy 1984 (np. „Biała Chorągiewka”) miały w dorobku utwory wolniejsze, nieoczywiste i aranżacyjnie pokomplikowane. I świadczyło to o ich sile, a nie słabości.

Tak właśnie smakuje łyżka dziegciu w beczce miodu zwanej Cel i światło. Płyty dobrej, lecz nie pozbawionej wad. Płyty, której warto posłuchać, ponieważ nowych, zimno-falowych dźwięków jest u nas jak na lekarstwo, ale też płyty, która nie wnosi nic nowego. Podniosłem jednak temu zespołowi poprzeczkę ciut wyżej. Tym razem przymykam na to oko, rozkoszując się zimnym, epigońskim światłem bijącym z tej muzyki. Jednakże przy trzeciej płycie kolejna powtórka z rozrywki będzie już niewybaczalna. Cel: zgasić to światło i po ciemku poszukać nowych, ciekawszych dróg. 

[Marcin Jaśkowiak]

recenzje WieŻe Fabryk w popupmusic