polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
IVAR GRYDELAND / BALLROGG Bathymetric Modes / Cabin Music

IVAR GRYDELAND / BALLROGG
Bathymetric Modes / Cabin Music

Norweski gitarzysta Ivar Grydeland występował już parę razy w Polsce, ale zawsze z Hanne Hukkelberg, w jej zespole grając tylko na gitarze elektrycznej. Na własną rękę gra on jednak muzykę w dużej mierze improwizowaną, wykorzystując szereg instrumentów akustycznych, w tym banjo i mandolinę, a także gitarę stalową aka pedal steel. Jego twórczość cechuje ustrukturyzowanie, hipnotyczność i postawienie raczej na puls i faktury niż na melodie, które pojawiają się tak jakby przy okazji, na marginesie. Kapitalnie słychać to w muzyce elektryczno-akustycznego tria Huntsville, których płyta For Flowers, Cars & Merry Wars była moim zdaniem jednym z najlepszych albumów roku 2011.

Bathymetric Modes to pierwszy solowy album Grydelanda, na którym oprócz wspomnianych instrumentów szarpanych pojawia się również ukulele, cytra, syntezator i tenori-on, w dwóch utworach także instrumenty dęte, a w jednym perkusyjne. Nieco ponad 30-minutowy album płynnie przebiega po koncepcyjnym łuku, tworząc spójną narrację, w której pewne motywy i odgłosy powracają, przeobrażając poszczególne utwory w klocki większej kompozycji. Rozpoczyna się ona od matowych brzmień instrumentów akustycznych, stopniowo otwierając na te elektryczne, które wychodzą na pierwszy plan w najdłuższym na płycie, bardzo reichowskim „Bounce”. W wywiadzie, który publikujemy w tym numerze, Grydeland wspomina, że tenori-on było dla niego ważnym narzędziem przy pracy nad Bathymetric Modes. Nie jestem fanem tego gadżetu, który czasem pozwala muzykom tworzyć wrażenie, że „grają”, choć tak naprawdę ta zabawka gra za nich (vide np. koncerty Battles jako trio), ale tutaj nawet się on sprawdza, tworząc połyskliwe, repetytywne konteksty dla gry Grydelanda. Jego trawestacje americany luźno odwołują się do Billa Frissella czy Nelsa Cline, lecz to tylko element jego oryginalnego, obrazowego pejzażu. Przyjemna, przystępna, ale wyważona i niebanalna płyta.

We wspomnianym wywiadzie Grydeland mówi o Ballrogg, że jest tylko członkiem zespołu wcześniej istniejącego jako duet, starającym się po swojemu wnieść wkład do tej muzyki. Brak perkusji w tej formacji sprawia jednak, że interakcje zloopowanych fraz banjo i akustycznej gitary z kontrabasem Rogera Arntzena tworzą fundament kompozycji. Maźnięcia pedal steel przeplatają się z niespiesznymi mini melodiami saksofonu bądź klarnetu Klausa Holm, budując koloryt płyty. Tak więc rola Grydelanda na Cabin Music jest kluczowa. Skoro nie ma tu rytmu, to puls lub dron ugruntowują grę instrumentalistów, którzy czerpiąc z jazzu, ale unikając solówek, tworzą szeroko zakreślony pejzaż. Wykorzystanie field-recordingu i radia osadza go gdzieś w pustoszałych, niezaludnionych, ale żywych obszarach. Na płytę składają się cztery dość długie kompozycje, oszczędne melodycznie, bardzo precyzyjne w brzmieniu i ulokowaniu poszczególnych instrumentów. Przekonujące w przeobrażeniach, wprowadzaniu na pierwszy i odsuwaniu na dalszy plan poszczególnych elementów akustycznych i elektrycznych, sugestywne w operowaniu delikatnie liryczną, nieco tajemniczą, dość mroźną i intrygującą atmosferą. Świetny album. Obie płyty ukazały nakładem Hubro, norweskiej wytwórni o przekonującej programowej i wizualnej linii.

[Piotr Lewandowski]