polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Tom Trio Tom Trio

Tom Trio
Tom Trio

W październiku ubiegłego roku w warszawskim Pardon To Tu jednym z uczestników improwizowanego spotkania z udziałem m.in. Macieja Trifonidisa i Andrew Drury'ego był trębacz Tomasz Dąbrowski. I choć miał już wcześniej na swoim koncie udział w nagraniu kilku płyt (głównie w Danii, gdzie na co dzień - w Odense -studiuje) i dość regularnie grywał w ojczyźnie, podejrzewam, że dla większości tam zebranych był muzykiem jeszcze mało znanym. Koncert specjalnym przełomem dla Dąbrowskiego nie był, ale już niedługo po nim nastąpiła jego niemała koncertowa aktywność w różnych projektach, choćby duetach z Tyshawn'em Sorey'em czy Jackiem Mazurkiewiczem, zespole Tomasza Licaka i, ostatnio, polsko-duńskim trio z Karolem Domańskim i Kennethem Knudsenem. Co więcej - początek tego roku zaowocował trzema sesjami nagraniowymi w Stanach Zjednoczonych. Na ich rezultaty przyjdzie jeszcze poczekać, tymczasem ukazała się nagrana w ubiegłym roku w Danii i wydana pod szyldem Tom Trio płyta stanowiąca jego prawdziwy debiut, dodajmy od razu, że w pełni autorski, bo wszystkie jedenaście kompozycji wyszły właśnie spod ręki Dąbrowskiego.

Otrzymujemy płytę o frapującej treści, zagraną, jak na młody wiek Dąbrowskiego, z wielką dojrzałością i inteligencją, a pochwały należą się tym większe, że obcujemy z wymagającą formułą trio, w której wszystko jest "na wierzchu". Widać przy tym, jak bogata w nieszablonowe rozwiązania, nieprzewidywalnie prowadzoną, wolną od schematów i pełną zawiłości narrację i znakomicie wykreowaną przestrzeń jest ta muzyka. W przeciągu tych jedenastu kompozycji - od dość spokojnego, wyważonego otwarcia w "7 days to go" po efektowne zamknięcie w postaci ekspresyjnego "Unison" - dzieje się wiele, a zestawienie nieco oszczędnych, skupionych motywów z tymi nieokiełznanymi jeszcze bardziej uwypukla świetną dramaturgię całości. Dąbrowski prowadzi narrację brzmieniem pewnym, odważnym i mocnym, często zmieniając tempo i operując różnymi odcieniami, wszystko bez zbędnych efektów czy technicznych eksperymentów. Gra tyle, ile trzeba i choć może czuć w tym niekiedy pewne opanowanie czy samokontrolę, trudno jednak mówić o zachowawczości, to raczej wyraz świadomej, autentycznej, poukładanej wizji autora; ważne też, że ta przemyślana wizja niczego ze swojej naturalności i intensywności nagraniu nie odbiera. W osobach doświadczonych Andersa Mogensena (perkusja) i Nilsa Davidsena (kontrabas) znalazł Dąbrowski odpowiednich partnerów do realizacji swojej wizji - elastycznych, z czujnością wsłuchujących się w podejmowane przez lidera wątki i trafnie ukazujących - nierzadko z pierwszego planu - wolty jego opowieści. Raz uderzających z impetem rockowej sekcji, kiedy indziej zanurzonych we free-jazzowych spięciach, oszczędnych i dbających o detale. I błędem będzie nie docenić tego, jak wiele wnoszą w końcowy efekt nagrania.

Album ten z całą pewnością stawia Dąbrowskiego w gronie najciekawszych młodych muzyków sceny improwizowanej i pozwala z ufnością patrzeć na potencjał jego kolejnych projektów. Otwarcie jest bardzo dobre.

[Marcin Marchwiński]

recenzje 3d: Dąbrowski / Davis / Drury w popupmusic