polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
GRAVE Endless Procession Of Souls

GRAVE
Endless Procession Of Souls

Dziesiąty, jubileuszowy album szwedzkiego combo urzeka na starcie oldskulową okładką. Czy zawartość muzyczna jest równie dobra? Czy na tyle dobra, aby powrócić do tej płyty za kilka miesięcy? Grave to klasyczny przypadek, zdiagnozowany od ćwierćwiecza jako przedstawiciel Svensk Dödsmetal. Co prawda ze wzlotami oraz upadkami, ale ciągle poniżej jakiegoś przyzwoitego poziomu nie schodzący. Ba, to współtwórca gatunku, z albumami, które weszły do kanonu tegoż („Into The Grave”, „You’ll Never See…”). Jednak, co ważne w tym momencie, płytami, które swoją premierę miały dobre dwie dekady temu. Jak dziś można podejść do muzyki zespołu, z którego klasycznego składu pozostał na posterunku jedynie Ola Lindgren, a pozostali muzycy zostali dokooptowani w ostatnich sześciu latach? Dużo pytań, jedna odpowiedź. „Endless Procession Of Souls” to udany album. Może nie od razu „mistrzostwo świata” i „album roku” w jednym, ale dobrze brzmiący (tym razem studio o wiele mówiącej nazwie Soulless) oraz miło nawiązujący do klasycznych produkcji zespołu. Tego chyba oczekuje się teraz od Grave. Zagrywek sprzed dwudziestu lat podanych na tacy współczesnej produkcji studyjnej. Taki też jest i najnowszy album kwartetu ze Skandynawii. Przykłady? Przede wszystkim dosadnie brzmiący „Passion Of The Weak” oraz świetnie rozpracowany pod kątem tempa „Epos”. Reszta trzyma równy, ale jednak średni poziom. Na deser zostają jeszcze trzy kowery, dostępne tylko na limitowanym wydaniu płyty. Grave wziął na warsztat utwory Voivod („Killing Technology”), Anthrax („Efilnikufesin”) i Celtic Frost („Mesmerized”). To bardziej ciekawostki, ale potraktowane przez zespół z należytym zaangażowaniem. Zaskakuje szczególnie „grobowa” wersja „Mesmerized"

[Marc!n Ratyński]

recenzje A Grave With No Name w popupmusic