polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
GRAVE As Rapture Comes

GRAVE
As Rapture Comes

Początek szwedzkiej fali death metalu zapoczątkowany m.in. debiutem Grave z 1991 roku ("Into The Grave") był niczym słowne utarczki na wizji Gembarowskiego z Krzaklewskim pewnego pięknego popołudnia. To był cios! Ten pierwszy, w postthrashową europejską scenę, ten drugi w ówczesne kierownictwo telewizji, za przeproszeniem, publicznej. Obok Nihilst, Entombed, Unleashed i Dismember, to właśnie Grave budował potęgę skandynawskiego brzmienia rodem ze studia Sunlight. Po czwartym krążku ("Hating Life" z 1996) było już jasne, że muzycy wypalili się, a ich koncept na deathmetalowy walec, stał się gwoździem do własnej trumny. I choć po reaktywacji w 2002 roku Grave nie był, i pewnie nie będzie, w stanie odbudować swej popularności z początków kariery, to po nagraniu "As Rapture Comes" może wreszcie poczuć zadowolenie. Poprzednie dwie płyty były nijakie, nieudolnie odcinały kupony od klasyków z wczesnych lat 90. Wreszcie siódmy studyjny wypiek Szwedów może zainteresować starych fanów. Czasem mam wrażenie, że za dużo tu jednolitości, a za mało wyrazistości. I choć całość miksował znany choćby z Hypocrisy i Pain, Peter Tagtgren, to myślę, iż zabrakło trochę pomysłu na brzmienie. Zwolnienia robią naprawdę duże wrażenie (końcówka "Living The Dead Behind", "As Rapture Comes"), a cover Alice In Chains "Them Bones" jest doskonałym urozmaiceniem. Grave zaadoptował kompozycję Amerykanów na swój styl, pełen zwierzęcego nieokiełznania. Przyznam, że wyszło świetnie. Szwedzi nagrali bez wątpienia swój najlepszy album od powrotu na scenę, ale do trzech pierwszych, klasycznych pozycji w dyskografii jeszcze im dość daleko. Pozostaje tylko pytanie, czy jeszcze mają chęć wracać do tych odległych czasów, czy też obecne, trochę inne spojrzenie na deathmetalową materię jest ich priorytetem? "As Rapture Comes" to raczej podróż tylko dla wiernych sympatyków "grobowej" stylistyki.

[Marc!n Ratyński]

recenzje A Grave With No Name w popupmusic