polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ketha 2nd Sight

Ketha
2nd Sight

Zostałem zaskoczony, zupełnie zdezorientowany, bo przyznam szczerze, zapomniałem o tym zespole. „2nd Sight” przynosi ogromną dawkę muzyki treściwej, ułożonej, przemyślanej, spontanicznej i… tak pięknie nawiązującej do dokonań Kobonga i Neumy. I choć te wyświechtane porównania może nie robią już na nikim żadnego wrażenia, to umiejscowienie albumu Kethy w konkretnej, spójnej, i co najważniejsze, tak hołubionej stylistyce, jest rzeczą jak najbardziej na miejscu. Pomimo pewnego ukierunkowania na dźwięki „trudne”, druga płyta zespołu jest świeżym spojrzeniem na współczesne pokręcone gitarowe łamańce. Świetnie sprawdzają się cztery utwory-przerywniki, które cementują cały arsenał pomysłów z głównych sześciu kompozycji. Przekaz muzyczny został oparty na umiejętnie skrojonych partiach gitar, z uwypuklonym miejscami basem i nienaganną pracą perkusisty. Wokal Macieja Janasa pełni rolę kolejnego instrumentu, lekko schowany, ale pasujący do muzycznej formy. Ciężko wybrać najlepszy moment na płycie. Skłaniałbym się jednak ku przedostatniemu „Thcnd”, z mięsistą gitarową solówką Maćka Miechowicza i umiejętnym dozowaniem rytmiki. Słychać, że każdy element układanki na „2nd Sight” został starannie przemyślany, a wymagająca ogrania dźwiękowa materia nad wyraz bogato zaaranżowana. Tym samym muszę z niekłamaną radością przyznać, że „dwójka” Kethy jest jednym z najczęściej słuchanych oraz najlepszych wydawnictw pierwszych kilku miesięcy bieżącego roku.

[Marc!n Ratyński]