polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ATOM TM Winterreise

ATOM TM
Winterreise

Dawno tego pana w takim wydaniu nie słyszałem. Ostatnio jakby mniej płyt wydaje, nie tak jak w połowie lat 00. jakieś 30 rocznie pod milionem oficjalnych i nieoficjalnych pseudonimów, z których moim ulubionym był zawsze Senor Coconut, a jak jeszcze wskakiwał na scenę ze swoim Cojunto, to robiło się naprawdę gorąco. I jak inteligentnie! Ale tym razem otrzymujemy coś, co absolutnie nie ma nic wspólnego z tropikiem, jakimkolwiek. Album jest dedykowany zimie! I nie jest ani trochę taneczny w prostym rozumieniu tego określenia. Są to zamrożone faktury, tekstury i dźwiękowe pejzaże nagrane jako soundtrack do wystawy fotografii Atoma aka Uwe Schmidta (czyli nie dość, że nadaktywny w muzyce, to i za wizję się zabrał).

Już na tych łamach pisałem, że boję się zimowych płyt, bo na starość chcę zamieszkać w tropikach. Ale także dałem znać, że mnie takie płyty absurdalnie zaczęły intrygować.
I tutaj ujęcie tematu jest jeszcze inne niż w sztandarowych ostatnio dla tego wątku „50 Words for Snow“ czy „Girl with Dragon Tattoo“. W tekście promo pisze się, że tutaj między drobinami dźwięku należy szukać schedy po niemieckim romantyzmie sprzed iluś tam wieków. Ale ja bym cofnął się jeszcze dalej i na najlepszy moim zdaniem punkt odniesienia wskazał obraz „Myśliwi na śniegu (Zima)“ Pietera Bruegela z 1565 roku, a był to malarz niderlandzki i o romantyzmie nic nie słyszał. I jest to moim skromnym zdaniem prawdopodobnie najbardziej ikoniczne przedstawienie zimy w historii sztuki, ten obraz.
To co Atom nam na płycie prezentuje, jest jakby wyjęte gdzieś z dalekiego planu na tym właśnie malowidle, daleki, zamrożony wiatr od gór, z rzadka rozbijany przez prawie nieruchomo lecącego, czarnego kruka. Atmosfera to medytacyjna i naprawdę chłodna, ale to taki rodzaj zatrzymania, powstrzymania, kiedy nie chcemy wypuścić z ust oddechowej pary, żeby nam było przez moment cieplej. Powstaje napięcie. Lód potrafi się załamać, łyżwiarz skręcić nogę, a skoczek narciarski jeszcze się nie przebił nawet przez horyzont.
Co ciekawe, zawartość tego mroźnego wiatru spotęgowana matowymi pogłosami wybiega poza ramy obrazu, chcemy wiedzieć skąd idą myśliwi i co ich spotka za siódmą górą. A łyżwiarze tak długo jeżdżą po szarym lodzie, że w końcu nadchodzi wiosna.

Elektronika w służbie humanizmu? Tak.

[Wojciech Kucharczyk]