polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Bubble Pie Bathroom Stories

Bubble Pie
Bathroom Stories

Na swoim pierwszym długogrającym wydawnictwie Bubble Pie udowadniają – w opozycji do wielu debiutujących polskich zespołów z ostatnich miesięcy – że wcale nie musi być „eksperymentalnie” żeby brzmiało fajnie. Krakowskie trio stoi w zasadzie na drugim końcu tej „mody” - bo tak pozwolę sobie to zjawisko nazwać – i tworzy melodyjne piosenki, które momentalnie wpadają w ucho. Te trzy kwadranse muzyki to zestaw świetnych kawałków, które ujmują swoją przebojowością. Zestaw instrumentów ogranicza się przeważnie do minimum perkusja-gitara-bas, a ich wykorzystanie unaocznia, że Bubble Pie mają zmysł do chwytliwych melodii przy minimalnym nakładzie środków. A to pojawia się charcząca gitara, a to nienarzucające się, noise'owe zgrzyty, a to zawadiackie, swobodne gitarowe riffy czy wysuwająca się na pierwszy plan linia basu.

Na ogół utwory mają spokojny, snujący charakter, ale trio potrafi uderzyć mocniej jak w rewelacyjnym, otwierającym płytę „Squeeze”, „Scratch My Head” czy „Bubble Pie” - zbieżność z nazwą zespołu nie jest przypadkowa. Do tego dochodzą bardzo kojące wokale Maćka Kozłowskiego, czasem śpiewane przez megafon, kiedy indziej pomysłowo wzbogacane o pogłos lub wzmocnione o dodatkowe linie wokalne, co dodaje piosenkom niespotykanego uroku. Swoje robi też ich treść, nietrudna do rozszyfrowania już po pierwszym przesłuchaniu (mój faworyt to pełen wyliczeń „Kennedy”).

Nie pamiętam kiedy po przesluchaniu krążka, tak szybko nuciłem znajdujące się na nim kawałki. A po takich utworach jak „Away” czy „Mind the Gap” przychodzi to niemal bezwiednie – fajnie jakby jakaś radiowa rozgłośnia je podchwyciła, bo w „Bathroom Stories” tkwi niezwykły potencjał. A jeśli nawet nie usłyszymy ich w odbiornikach, nie ma w tym straty – te jedenaście utworów broni się same. Już wiem, że to pierwszy z kandydatów do najciekawszych debiutów w tym roku.

[Jakub Knera]