polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Frozen Bird wywiad

Frozen Bird
wywiad

Zespół Frozen Bird od trzech lat pojawiał się na sporadycznych koncertach zachwycając finezyjnymi piosenkami zaaranżowanymi na kameralny skład multiinstrumentalistów którego nie powstydziłby się Kurt Weill. W końcu lutego ukazał się debiutancki album grupy „Terry’s Tale”, co zespół zaznaczył doskonałym koncertem w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Chwilę później spotkaliśmy się ze spiritus movens przedsięwzięcia –Radkiem Dudą – oraz wokalistką Lulą

Jakie odczucia przepełniają Was po premierowym koncercie w Teatrze Rozmaitości? Ulga i radość, czy może świadomość kolejnych wyzwań, ustawienia „normalnych” koncertów w klubach, itd. Które z tych rzeczy przeważają?

[Lula] Poruszyłeś wiele kwestii … Myślę, że teraz przede wszystkim wyciągamy wnioski z premiery, która odbyła się we wspaniałym miejscu, ale w którym trzeba było dużo zrobić, jeśli chodzi o nagłośnienie i różne praktyczne kwestie. Teraz to przetrawiamy. Będziemy się starać nie powtórzyć błędów, które popełniliśmy, żeby w przyszłości było jeszcze lepiej i żeby zachować to, co teraz było dobre.

[Radek] Teraz chcemy unikać grania w bardzo małych klubach, bo to jest dla nas trudne logistycznie. Mamy dużo sprzętu, potrzebujemy przestrzeni, żeby zbudować atmosferę. Fajnie gra się w takich miejscach jak Chłodna 25 i na pewno jeszcze kiedyś tam zagramy, bo to jedno z moich ulubionych miejsc do grania koncertów, ale teraz myślimy o innych przestrzeniach. Nie przypadkowo wybraliśmy TR na premierę, chociaż było bardzo ciężko pod względem akustycznym. Pierwszy raz graliśmy w takiej przestrzeni, ale teraz będziemy się starać szukać miejsc pokrewnych. Po koncercie już ochłonęliśmy, ale jest jeszcze przed nami mnóstwo pracy.

Niektóre z tych piosenek pamiętam z 2009 roku, kiedy odbyły się pierwsze koncerty Frozen Bird. Czy dobrze Wam się gra materiał, który powstawał prawie trzy lata?

[Radek] To jest nieważne ile powstawał, starsze kompozycje i tak nabrały nowej mocy poprzez zestawienie z nowymi. Choć podziwiam Rolling Stonesów, że grają 50 lat Satisfaction na scenie, ja nie chciałbym tego robić. Od 2009 naprawdę wydarzyło się dużo dobrych rzeczy dla projektu, jak chociażby nasza współpraca z Lulą.

[Lula] Zwłaszcza, że większość z tych utworów, jeśli nie wszystkie, jest bardzo naładowanych emocjonalnie. Nie da się grać emocji, one nigdy nie mogą być udawane, jeśli chce się osiągnąć efekt, na którym nam zależy. Trochę koncertów razem zagraliśmy, a jednak cały czas uzyskujemy nową jakość. Wszystko dzięki emocjom, które są w nas i w tych utworach.

[Radek] Zgadzam się z Lulą. Tylko jeszcze chciałbym dodać, że w trakcie grania na koncertach starych utworów nie odczuwam wcale tego, że są stare. Emocje są tak silne, wszystko tworzy spójną całość i nie myślę w ogóle w kategoriach stare – nowe.

Miałem wrażenie, że na premierowym koncercie zagraliście materiał w identycznej kolejności jak na płycie…

[Lula] Tak, z jednym wyjątkiem. Był kawałek improwizowany, w którym zatańczyła Hana Umeda, a po nim pojawił się Fish Trade, który jest w zupełnie innym momencie płyty, ale chcieliśmy nim nawiązać do Azji. Poza tym, tak, cała reszta była zagrana tak jak mówisz.

Zapytałem, bo z koncertu wyszedłem z przekonaniem, że wolałbym, żebyście grali utwory w takiej kolejności jak na płycie, a nie w dowolnej sekwencji, bo dynamika całości jest nawet ważniejsza niż ta wewnątrz utworów, poszczególne kompozycje funkcjonują w ramach albumu i nawzajem tworzą dla siebie kontekst. Czy to dobra refleksja?

[Lula] Tak. To wiąże się z naszą historią, a historią jest właśnie płyta. Słuchając jej można usłyszeć całość: początek, rozwinięcie i zakończenie, które nie jest oczywiste. Ale zależy nam na tym, żeby nie dopuścić do tego, by każdy koncert brzmiał tak samo. Żeby nie było to odtworzenie z płyty, będziemy pracować nad tym, żeby za każdym razem koncerty wyglądały trochę inaczej.

[Radek] Te utwory już teraz brzmią inaczej niż na płycie – na tym polega siła koncertu. Zaciekawiło mnie, że nie po każdym utworze były brawa. Tak jakby publiczność wyczuwała, że po niektórych utworach nie należy przerywać przekazu płynącego ze sceny, że cisza jest tylko „techniczna”, a nie jest przerwą.

[Lula] Tak to właśnie miało wyglądać. Chcieliśmy nawet jeszcze bardziej zacieśnić te przerwy, żeby ich nie było prawie w ogóle, ale okazało się to ciężkie do zrealizowania.

Was i pozostałych muzyków grupy można usłyszeć w różnych projektach bliskich muzyce improwizowanej, eksperymentalnej, współczesnej, jazzowej. Co Was pociąga w formie piosenki, dominującej we Frozen Bird?

[Lula] Myślę, że nie tworzyliśmy z zamiarem zrobienia piosenek.

[Radek] Nie było żadnego założenia, nie ustalaliśmy, że chcemy grać na emocjach czy myśleć o odbiorcy tak, a nie inaczej. Po prostu skupiliśmy się na tym, co spontanicznie czuliśmy i w to brnęliśmy. Powiem dosadnie – w tym materiale pociąga mnie wyzwanie, bo żeby grać taką muzykę, trzeba mieć jaja. Mówię to z pełną świadomością. Tak jak wspomniałeś, robimy zupełnie inne rzeczy poza tym projektem. Są bardziej eksperymentalne czy offowe, a przez to mniej przystępne dla przeciętnego odbiorcy. W takich projektach można się schować, można nałożyć maskę i nie trzeba się odkrywać w całości. Frozen Bird jest dla nas wielkim doświadczeniem. Każdy koncert to ogromne przeżycie, bo jesteśmy na scenie nadzy. Ta formuła, melodie, harmonie, to co z siebie dajemy na tych koncertach – to wszystko jest czystością. Nie wiem jak to inaczej opisać… To po prostu jest mega trudne, najtrudniejsza rzecz, jaką grałem w życiu.

[Lula] Tak, na pewno także ze względu na sytuacje, w których powstały te utwory. Chodzi mi przede wszystkim o teksty, które traktuję bardzo osobiście. Nie odśpiewuję ich, za każdym razem po prostu jestem tymi tekstami na scenie. Myślę, że tak samo jest z kompozycjami, które powstały na pewnym etapie życia Radka i reszty zespołu. Dlatego tak wszyscy silnie utożsamiają się z tym, co grają.

[Radek] To konkretny materiał, który wyzwala w nas konkretne emocje. Nie ujmuję muzyce eksperymentalnej czy improwizowanej emocji i możliwości przeżywania, ale zagranie takiego materiału, jaki gramy z Frozen Bird jest dla mnie jako muzyka bardzo trudne.

Wspomnieliście przystępność. „Terry’s Tale” to płyta piosenkowa, niemal przebojowa, ale w nieoczywisty sposób. Czy zdarzało Wam się zdziwić samych siebie, jak chwytliwe utwory Wam wychodzą?

[Radek] Nic co robiliśmy, w związku z tą płytą, nie powstawało z myślą o tym, żeby powstał jakiś hit.

[Lula] Pamiętam jak mieliśmy już gotową część materiału i pojawiła się piosenka Duża mbira, która nosi teraz tytuł Lullaby. Radek zagrał mi wtedy tylko motyw tej mbiry i powiedział, że chciałby żebym zaśpiewała coś charakteryzującego syreny, które pojawiają się w historii naszego bohatera. Kompletnie nie miałam na to pomysłu. Ostatecznie Radek zaczął grać, usiadłam na łóżku i zaczęłam sobie coś nucić. A że miałam wcześniej spisany tekst, to wyszło coś niesamowitego. Byłam strasznie podekscytowana tym kawałkiem. Teraz myślę, że jest jednym z najładniejszych. A przecież nie powstał z takim zamysłem kompozycyjnym jaki słyszymy, tylko etapowo.

Jak po skupieniu się na tak emocjonalnym materiale odnajdziecie się w innych projektach?

[Radek] Bezproblemowo. Gram muzykę, którą czuję. Jeśli jest mi ona bliska i wchodzę w nią całym sobą, to wtedy mogę skakać sobie po tych danych, różnych, muzycznych „światach” i zawsze będę się w nich odnajdywać. Dla mnie taka odmiana jest wręcz jak oddech, powietrze. Mnie bardzo dużo rzeczy interesuje, również i inne formy sztuki. Jeśli miałbym się zamknąć w jednym pudełeczku i w nim cały czas siedzieć, w jednym klimacie, to by mnie to zjadło. Proste.

[Lula] Podpisuję się obiema rękami.

Płycie towarzyszy forma literacka, która ma znaleźć się na stronie zespołu. Tak fundamentalnie, po co ona Wam jest, jakie ma dla Was znaczenie? Album to w dzisiejszych czasach już za mało?

[Radek] Album i koncerty tworzą spójną całość. Tworząc tę muzykę czuliśmy, że jest ona opowieścią. W pewien sposób wpłynęło to na nas i zapragnęliśmy ująć ją w jakąś opowieść literacką, którą dalej przelał na papier Kamil Gamza.

Traktujecie ją jako narrację równoległą do płyty? Jako coś równie ważnego?

[Radek] Historia nie jest równoznaczna z albumem i nie jest na siłę przyporządkowana do każdego z utworów. Niektóre z nich można odczytać bezpośrednio, a inne nie i to nam się bardzo spodobało. Nie chcieliśmy narzucać ludziom w ten sposób konkretnej interpretacji, to byłoby zbyt łopatologiczne. Lepiej, gdy każdy opowie sobie tą historię wedle własnych wyobrażeń.

A jaki macie pomysł na drugą płytę? Mam wrażenie, że już coś Wam przyszło do głowy.

[Lula] Tak, ale na razie jest pierwsza i skupmy się na tym. Dopiero wchodzimy na rynek. Mimo gestów sympatii w naszym kierunku, nie wiemy jak ludzie tę muzykę odbiorą. Ona jest ładna, ale nie do końca łatwa. Trochę budzi lęk, jest trochę mroczna. Zobaczymy z czym się spotka. W pewien sposób jesteśmy w trakcie pracy nad kolejną płytą, bo pomysły pojawiają się na okrągło.

[Radek] Są momenty, kiedy przychodzi nam coś do głowy i o czymś rozmawiamy, ale na pewno nie będziemy Ci o tym teraz mówić, bo to nie jest ta chwila. Mogę tylko powiedzieć, że plany na przyszłość są i że będą niespodzianki. Niespodzianki są najfajniejsze.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Frozen Bird w popupmusic