polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Psychoformalina Ewakuacja

Psychoformalina
Ewakuacja

Jeszcze w 2008 roku, w wywiadzie, który miał miejsce przy okazji wydania debiutanckiej płyty, Miras „Mi-1” Majsiak, gitarzysta wrocławskiej Psychoformaliny, zapowiedział rozpoczęcie prac nad nowym albumem. Chyba nikt nie zakładał, iż na efekt przyjdzie czekać ponad 3 lata, choć wziąwszy pod uwagę programową antykomercyjność zespołu, ta nieśpieszność znajduje uzasadnienie.

Druga płyta Psychoformaliny nie przynosi w stosunku do poprzedniczki żadnych przełomów i niespodzianek. Można się pokusić wręcz o stwierdzenie, iż nie rozwija nawet wątków z debiutu, lecz w prostej linii je kontynuuje. To drugi rozdział tej samej, fascynującej, psychodelicznej historii. Dziwi mnie trochę wrzucanie Psychoformaliny do worka z napisem „zimna fala” bo to skojarzenie dalekie i odnoszące się bardziej do sfery słownej niż samej muzyki. Ta bowiem jest jak na nasz (choć nienawidzę tego określenia) rodzimy rynek unikalna: transowe połączenie jazgotliwej psychodelii niesłusznie zapomnianych psychonautów z Loop owiane halucynogennym tumanem pustynnego kurzu generowanego przez Kyuss. Do tego zaklęta w korzeń zespołu firmowa transowość, z której wyłaniają sie gdzie niegdzie pędy noise'a i post-punka. No i jeszcze teksty Mariusza „Mariana” Wójcika, oryginalne, przesiąknięte dekadencją i niepokojem, zamknięte w formie krótkich komunikatów, często wielokrotnie powtarzane co dodaje utworom mantryczny charakter. Nie znam dokładnej genezy tekstu do Norwegii, ale fragment „...Według niepotwierdzonych doniesień Norwegia przestała działać...” w świetle okrutnej krucjaty na bezbronnych ludziach dokonanej przez Andreasa Breivika ma wręcz wydźwięk profetyczny. Aczkolwiek teksty na tej płycie stają się momentami zbyt enigmatyczne, nawet zabawa słowami-kluczami może prowadzić na manowce, przykładem tego niech będzie tekst do W.A.M gdzie zbitka słów „...Jude Raus - Europa...” dla osób nieznających twórczości grupy może wydać się kontrowersyjna (podobny casus co przy słynnym Killing An Arab The Cure).

Albumu jako całości słucha się świetnie, żadnego utworu bym nie wyrzucił, ale też i żadnego nie wyróżnił. Rządzi trans. W otwierającym płyte loop-owatym utworze Anioł ze zdechłą tęczą trwa on 4 minuty, w ostatnim utworze tytułowym prawie 12. Ale płyta nie jest długa: raptem 8 utworów, co wydaje się być porcją idealną jak na jedno podejście (choć zespół zapewne kusiło dodanie kilku innych nagrań z przepastnego archiwum grupy). Gdyby ktoś chciał pokusić się o promocję tej płyty w radiu najlepszym utworem do tego byłby zapewne drugi (haha) na płycie, najbardziej melodyjny Pierwszy. No ale nie żyjemy w idealnym świecie i promocji nie będzie.

Wydanie tego materiału ponownie własnym sumptem z niewielką pomocą Bat-Cave Productions, mówi bardzo wiele o sytuacji Psychoformaliny na polskim rynku. Trudno nie widzieć w nich pasjonatów, stawiających przyjemność wspólnego muzykowania nad jakiekolwiek merkantylne korzyści. Z mojej strony przyjemność jest obopólna, tym bardziej zachęcam więc do wizyty na myspacowym profilu Psychoformaliny i zamówienia płyty prosto od zespołu (ładny digipack i jak zwykle świetna okładka).

[Marcin Jaśkowiak]