polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DRY THE RIVER Weights and Measures

DRY THE RIVER
Weights and Measures

„Dobry młody angielski zespół” to nie jest fraza, której używam często, ale po koncercie Dry the River na Off nie było innego wyjścia. Próbki z netu to za mało, prawdziwy test przychodzi na koncertach. Ten Dry the River zdali doskonale. Teraz przed nimi test płyty. „Weights and Measures” to takie przedbiegi - jeszcze nie album, tylko 10-calowy maxi-singiel z czterema piosenkami (łącznie niecałe 20 minut), zapakowanymi w tekturę rozkładającą się do malunku 910x470mm. Ładne. Ale muzyka jeszcze lepsza – folkowo-rockowe piosenki grane do krwi, żarliwe, nawet płaczliwe, jeśli trzeba. Na koncercie zabrzmieli potężnie, tutaj potrafią uzyskać równie imponujący efekt w studio. Tytułowy utwór to przebój jak nic. Dobra melodia, wielowątkowa dramaturgia, świetna dynamika, harmonie wokalne jak należy, plamy klawiszy kontrapunktujące niżej usadzone frazy gitary, uwznioślające całość skrzypce. Jak zwykle przypominają Okkervil River, ale zespół Willa Sheff od jakiś 4 lat nie miał tak dobrej piosenki. W drugim na stronie A Family chłopaki idą za ciosem. A na stronie B – zaskakują. Balladka Bible Belt nagrana została w plenerze na akustycznych skład, głosy i ptaszki w tle. Tutaj ekstatycznych crescend i arppegiów być nie może, ale sucha aranżacja i melodia się broni. W zamykającej epkę miniaturce głosom towarzyszą tylko pociągnięcia instrumentów strunowych i są zaskakująco szorstkie. Kupiłem z sympatii, jestem pod wrażeniem.

Wygląda na to, że „dobre młode angielskie zespoły”, jakie potrafię wskazać w liczbie dwóch: DTR i Factory Floor, łączy talent do koncertów i epek/singli. Oba na wiosnę 2012 zapowiedziały debiutanckie albumy. Czy na fali pierwszej popularności Dry the River popłyną raczej w stronę Fleet Foxes, czy Coldplaya? Ciężko jeszcze rozstrzygnąć, mają potencjał na sukces tu i tam, ale „Weights and Measures” żadnych stadionowych zapędów na szczęście nie wskazuje.

[Piotr Lewandowski]