polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
MIMEO Wigry

MIMEO
Wigry

To wydawnictwo „kurzyło się” ładnych parę miesięcy zanim do niego podszedłem. Nie trzeba słuchać – wystarczy spojrzeć na skład formacji – żeby wiedzieć, że to zapewne wymagający kawałek muzyki. Koniec roku, szarobura aura, domowe pielesze, a w końcu zaciągnięty pod wpływem – w znacznej mierze – ciekawości kredyt zaufania u wydawców sprawiły, że w końcu nadszedł czas, by zmierzyć się z tytanami wolnej improwizacji.

Keith Rowe, Christian Fennesz, Rafael Toral, Marcus Schmickler, Phil Durrant, Kaffe Matthews, Peter Rahberg, Cor Fuhler, Gert-JanPrins i Thomas Lehn spotkali się czternastego listopada 2009 roku w kościele zakonu kamedułów w Wigrach. Wieczór – jak widać okładkowej fotografii Igora Omuleckiego – był posępny: było chłodno i wietrznie; generalnie: poważnie. W przestrzeni zabytkowego kościoła muzycy zasiedli wzdłuż dwóch podłużnych stołów, każdy ze swoim głośnikiem – tak że generowany przez niego strumień, mógł się swobodnie rozchodzić i rezonować pomiędzy chłodnymi ścianami świątyni. Bo to o rezonanse i wibracje przede wszystkim idzie muzykom. W dodatku – jak akcentuje jeden z organizatorów koncertu (Michał Libera) – fakt, że każdy z artystów miał swój własny głośnik sprawiał, że koncertu można było w rzeczywistości słuchać na wiele sposobów w zależności od przyjętego miejsca. Zapis wieczoru nie oddaje więc jego pełnego spektrum – to – jak zauważa Libera – studyjny punkt widzenia Schmicklera. Jednak ci, którym nie było dane doświadczyć występu na żywo, a są fanami tego rodzaju brzmień, powinni być kontent: miks chwyta surową akustykę kościoła i polifoniczny charakter setu - długie, chropawe wstęgi dźwięku, przeciągłe, metaliczne świsty, warstwy ziarnistych szelestów wibrują tutaj w chłodnej atmosferze, stwarzając zaiste unikatowy „soundscape”. Trudny i wymagający, ale jednak warty sprawdzenia.

[Michał Nierobisz]