polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
GANGLIANS Still Living

GANGLIANS
Still Living

Debiutując dwa lata temu Ganglians wykorzystali popularny i sprawdzony model „epka a zaraz potem płyta”, z tym, że na wydanej najpierw 12-calówce znalazł się bardziej psychotropowy i kanciasty świeży materiał, a na późniejszym albumie zarejestrowane sporo wcześniej gładsze, ale ciągle dwuznaczne piosenki. Za te niejednoznaczności polubiłem ich tak samo jak za piosenki i na całej scenie kwaśnego, przerysowanego lo-fi spod znaku wytwórni Woodsist – najbardziej. Teraz chłopaki z Sacramento wydają drugi długi album, tym razem dla wytwórni Lefse (How To Dress Well, Neon Indian, Youth Lagoon). Bardziej radosny, eksponujący melodie, puszczający oko do z ikon współczesnego indie od Beach Boys po Fleet Foxes. Szerzej wykorzystujący syntezatory, co pozwala m.in. na wycieczki w lata 1980., zresztą w Things to Know niesztampowe i bardzo udane.

Utworów jest sporo, płyta trwa ponad 50 minut, niby jest w porządku, ale zabrakło wyrazistości i koncepcji, co tak naprawdę Ganglians chcą przekazać. Piosenki zdarzają się świetne, ale en masse nie są aż tak dobre, by przykuć uwagę od początku do końca (nawet Fleet Foxes z genialnie piszącym Pecknoldem płyty mają krótsze). Aranżacje i produkcja Robbie’go Moncrieffa to atut Ganglians, ale nie aż tak mocny, by płytę wznieść na nowy poziom jak ma to miejsce u Grizzly Bear czy St. Vincent. Zwłaszcza, że na etapie produkcji zespół strzelił sobie w stopę i to z grubego kalibru, strasznie kompresując dźwięk. Utrata dynamiki i podniesienie przeciętnego poziomu głośności są znaczne i destrukcyjne dla finezji oraz naturalności, którymi Ganglians wcześniej rekompensowali niedojrzałość kompozycyjną. A miałem nadzieję, że starszy kolega z miasta Zach Hill nauczy chłopaków, jak robić płyty inaczej niż pod piczfork i laptop…

[Piotr Lewandowski]