polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
WEIRD AL YANKOVIC Alpocalypse

WEIRD AL YANKOVIC
Alpocalypse

Weird Al zwlekał pięć lat z wydaniem nowej płyty i po „Alpocalypse” widać, że była to decyzja świadoma i trafiona. Główna oś szyderstwa „Straight Outta Lynwood” wymierzona była w królujący wówczas na listach komercyjny hip-hop, z którego Al kpił trafnie, ale jednak na jedno kopyto. Teraz taką osią są „osiągnięcia” różne rodzaju wokalistek popowych, najbardziej jaskrawie ucieleśniane przez Lady Gagę, stanowiącej dla Yankovica bardzo wdzięczy obiekt kpin. Otwierający album Perform This Way to błyskotliwa parodia singla promującego jej drugi album i jeden z najlepszych numerów w całym dorobku Ala. Również od Gagi rozpoczyna się Polkaface, czyli tradycyjny medley fragmentów przebojów zaaranżowanych na absurdalną polkę. Udawały się one Alowi różnie, ale tym razem absolutnie rewelacyjnie – wycinki z Britney, Kate Perry, Keshy, Pink, kilku cukierkowych raperów i gwiazdek country popu składają się w obłędną karuzelę z akordeonem na pierwszym planie. Weird Al nie tylko doskonale skleja je w jedną narrację, co przede wszystkim kapitalnie przerysowuje wokalne maniery poszczególnych „artystów”. A na dodatek jest pewnie pierwszą osobą śpiewającą te hity ludzkim, a nie cyfrowo przetworzonym głosem. Równie zjadliwy jest w parodiach Taylor Swift i Miley Cyrus, a nawet jeśli ta druga muzycznie wypada trochę za grzecznie, ratuje ją kapitalny tekst.

Słuchać Weird Ala bez zwrócenia uwagi na teksty nie sposób, a na pewno nie warto, zwłaszcza w przypadku tej płyty. „Alpocalypse” jest fantastyczną kpiną z różnych absurdów epoki Internetu i wszechobecnych technologicznych gadżetów, które już nam spowszedniały, ale nie przestają być absurdami i dobrze, że Weird Al o tym przypomina. Dzięki tej spójnej linii narracji parodie stylu różnych zespołów, czasem starszych, doskonale uzupełniają się z parodiami bieżących hitów, a płyta bawi od początku do końca. Wyróżnia się zwłaszcza fantastyczne Craigslist wystylizowane na The Doors (i z Rayem Manzarkiem na klawiszach), Ringtone puszczające oko do Queen i zamykające płytę Stop Forwarding That Crap to Me, cudownie punktujące cały styl amerykańskiej ballady z przerostem symfonicznych ambicji. Tę narracyjną linię podejmują też część teledysków do płyty, choć w pamięć najbardziej zapada oczywiście bezbłędna parodia Lady Gagi.

Przez długi czas Weird Ala postrzegałem przez pryzmat jego przebojów z lat 1980. i 1990., od Like a Surgeon i Fat przez Smells Like Nirvana po Amish Paradise i dopiero widząc go w ubiegłym roku na koncercie uświadomiłem sobie, jak integralnym elementem amerykańskiej popkultury jest ten ponad pięćdziesięcioletni komik (?). En masse to bym jej do Europy nie przeszczepił, ale takiego Colberta, Lettermana i Yankovica to im jednak zazdroszczę.

[Piotr Lewandowski]