polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Kuedo Jamie Teasdale - wywiad

Kuedo
Jamie Teasdale - wywiad

Po świetnej ubiegłorocznej epce, Jamie Teasdale, wraca z nowym pełnowymiarowym albumem, tym razem pod pseudonimem Kuedo. „Severant” jest w dużym stopniu inspirowany brzmieniami syntezatorów z lat 80, ale także całą kulturą, w której autor tej płyty dorastał. O inspiracjach, tworzeniu tego krążka, science-fiction, a także różnicach mięzy projektami muzycznymi, które tworzy, przeczytacie poniżej.

Jak doszło do tego, że zacząłeś wydawać pod szyldem Kuedo? Ciężko nie postrzegać go w kontekście twórczości Vex'd.

To był po prostu inny projekt. Koncepcja wokół Vex'd nie była aż tak elastyczna, żeby pomieścić w niej to co chciałem robić jako Kuedo, bez zmniejszenia znaczenia tego projektu.

Po "Degenerate" wydanej z Vex'd, a przed debiutancką epką Kuedo, ukazała się Twoja świetna epka, "In System Travel". Planujedz inne wydawnictwa pod tym szyldem?

Jako Jamie Vex'd? Nie, to był raczej tylko etap przejściowy między nimi.

Nieźle, życzyłbym sobie, aby więcej muzyków miało tak brzmiące "etapy przejściowe". Jakie są dla Ciebie różnice między tymi trzema projektami?

Vex'd to projekt, który tworzę ja i Roly (Porter - przyp. red.). Jamie Vex'd to moje solowe przedsięwzięcie, w którym zacząłem działać na własną rękę, a Kuedo to jakby jego rozwinięcie, bardziej konkretne obranie kierunku. Intencje i muzyczna strona wszystkich tych projektów są różne. Myślę, że Vex'd jest bardziej fizyczny w kontekście intencji, a metaliczny ze względu na estetykę. Natomiast Kuedo jest bardziej emocjonalny i ma więcej przestrzeni w muzyce.

Jak zacząłeś fascynować się brzmieniem syntezatorów? Na "Severant" słychać ich bardzo dużo.

To była mikstura poszukiwania procesu tworzenia tak samo jak odnajdywanie brzmień. Chciałem skupić się na palecie dźwięku, zawężając ją do kilku kluczowych instrumentów, aby pisać utwory i produkować je tak szybko jak to możliwe. Pragnąłem koncentrować się przede wszystkim na energii inspiracji, nie odrywając się przez procesy produkcji.

Ale równie często zastanawiałem się jakie były moje intencje tworzenia tej muzyki, jaki rodzaj doświadczenia chciałem wykreować, przynajmniej w tym okresie. Gdy go zidentyfikowałem, wszystko polegało na znalezieniu dźwięków, które najlepiej by go zobrazowały. I to właśnie te syntezatory, które słychać na "Severant". Jest coś bardzo ładnego w różnych charakterze brzmienia każdego z nich. Każdy ma inną "osobowość". Lubię takie syntezatory, które mogą robić jedną lub dwie rzeczy, a nie te multifunkcjonalne.

Kiedy słyszę syntezatory, w znaczącym stopniu przypominają mi muzykę elektroniczną z lat 80. Czy wydaje Ci się, że w obecnych czasach jest jakiś charakterystyczny dźwięk lub instrument, który można utożsamiać z pierwszą dekadą XXI wieku?

Nie wiem czy można tak po prostu powiedzieć, że syntezatory kojarzą się z latami 80. Często spotykam się z takim założeniem krytyki muzycznej, że pewne określone brzmienia są porzucane po 10 latach, ale to nie jest trwałe i nie prowadzi do bardziej znaczącej muzyki.

Wiele rzeczy pojawia się w języku muzycznym i jeśli są dobre, zostają w nim na dłużej. Syntezatory stały się bardzo popularne, oznaczając w pewnym stopniu nowoczesność. Potem stały się passe, a po kilku dekadach znów odkrywamy je jako coś ciekawego. To co chciałem osiągnąć to uchwycenie sensu romantycznego futuryzmu, te dźwięki zdają się oddawać to uczucie, to był proces decyzyjny. W odniesieniu do tego co powstało w ciągu ostatniej dekady, przede wszystkim na myśl przychodzą mi okropne housowe linie bassowe albo brostepowy dźwięk transformatorów. Współczesne dźwięki są przede wszystkim bardz agresywne.

Od lat 70. mamy sub, dub, reggae. Myślę, że tak bardzo eksplorujemy współczesną technikę wykorzystywaną w dubstepie i muzyce syntezatorowej, że nie mamy już szansy na jakieś ogromne muzyczne innowacje i wymyślenie nowych brzmień. Wydaje mi się, że innowacja powinna mieć miejsce przede wszystkim w wykorzystywaniu i przetwarzaniu istniejących brzmień, a nie w tworzeniu nowych, bo to ciężkie do wykonania.

Wiele razy, gdy artyści tworzą muzyką przy wykorzystaniu syntezatorów, przypomina ona dokonania Jean Michelle Jarre, Tangerine Dream i Vangelis. Czy słuchałem tej muzyki, kiedy byłeś młody?

Jednym z najwcześniejszych wspomnień jakie mam to wspólne słuchanie z ojcem "Oxygene" i "Rockit" Herbiego Hancocka. Słuchałem tych nagrań naokragło i cały czas miałem przy nich poczucie szeroko ujętego futuryzmu. Wielu artystów poznałem przez trafianie do nagrań źródłowych, wykorzystywanych w postaci sampli na płytach hip hopowych. Na przykład El-P sampluje masę artystów, których poznałem dzięki analizie jego utworów - jako dorosła osoba mogłem szerzej eksplorować te gatunki.

W pewnym momencie zacząłem kupować dużo kosmicznych syntezatorów aby je samplować tak jak on. W ciągu ostatnich pięciu lat totalnie zaabsorbował mnie sposób łączenie i tworzenia muzyki syntezatorowej muzyki tak jak robili to tacy wykonawcy jak Tangerine Dream, YMO, Oneohtrix Point Never czy raperzy z Atlanty. Dla mnie oni wszyscy mają punkty wspólne - różnią ich intencje, ale syntetyczne elementy są bardzo zbliżone.

Czy "Severant" to dla Ciebie swego rodzaju powrót do dzieciństwa?

Hm, na pewno nie jest to nostalgiczna wyprawa, jeśli o to ci chodziło. Tym czym mogłoby być, to ponowne połączenie sentymentów, które bardzo mocno odczuwałem będąc małym dzieckiem. Podobne uczucie pojawiło się we mnie w momencie gdy po raz pierwszy zacząłem tworzyć muzykę. Roly i ja przed Vex'd eksperymentowaliśmy w ramach innego projektu, który bardziej zmierzał w kierunku muzyki hip hopowej z kosmicznie brzmiącymi melodiami, tworzonymi na syntezatorach. 

Powiedziałeś, że podoba Ci się pomysł popychanie rzeczy nieustannie do przodu. Kiedy byłeś dzieckiem w latach 80., cały Twój pokój był pełen rysunków planet, Ulysses 31 i Tron; oglądałeś na okrągło Akirę, ale też Blade RUnnera i Williama Gibsona. Jak wielki wpływ miało to na Twoją muzykę?

Taki rodzaj sentymentu do bliskiej przyszłości miał bezwstydnie ogromny wpływ na całą muzykę, którą tworzę do dzisiaj. Ogromny wpływ ma na to także to jak postrzegam miasto, jak wykorzystuję technologię wokół której się obracam. Ale potem znów wracam do tego, że one odzwierciedlają nowoczesne motywy. Być może bez takich filmów będziemy mieli wciąż taką samą wyobraźnię obrazującą relację miast i technologii, może tego rodzaju zdziwienie jest wrodzone w stosunku do tych dwóch elementów, a nie tylko do historii, które je opisują. Tak czy inaczej jestem hardkorowym fanem science-fiction.

Prowadzisz także bloga, na który wrzucasz całą masę futurystycznych zdjęć i obrazków z filmów science-fiction.

Tak. Muzyka w pewnym momencie kończy się sama na sobie, nie musi być niczym więcej. Ale często opisuje także coś specyficznego. Fajnie jest mieć czasem zbiór fotografii lub plików, które w sposób wizualny odniosą się do czegoś takiego. Ale tak naprawdę ten blog to taka książka z masą multimedialnego złomu.

Kilkakrotnie podkreślałeś, że traktujesz muzykę jako swego rodzaju eskapizm. Od czego? Od sceny muzycznej, bieżących czasów? Kilka lat temu przeprowadziłeś się z Londynu do Berlina.

Eskapizm od codziennego, przyziemnego i zwykłego życia. Eskapizm jako mechanizm radzenia sobie z tym, czego wolimy uniknąć. Lub jako wskazówa aby dostać się tam, gdzie chcielibyśmy być. Miejsca gdzie chcemy uciec fantazją to często cele, z którymi w pewnym stopniu chcemy sobie poradzić, w sposób kreatywny, więc pojawia się pętla sprzężenia zwrotnego pomiędzy prawdziwym życiem a eskapizmem.

Wiele muzyki miało wpływ na Twój nowy album – czytałem nawet o takich gatunkach jak coke rap, uk road rap, futurist synth pop czy footwurk. Co inspirowało Cię przy tworzeniu „Severant”?

Tak, te rzeczy o których mówisz, ale również wiele dobrej art-popowej muzyki, jak ostatnia fala hypnagogic pop i witch house. Mam masę playlist, stworzonych w oparciu o zespoły poruszające się w tych estetykach i odtwarzam je na okrągło. Słuchając koncentruję się na tym co bezpośrednio mnie inspiruje. Wielokrotnie puszczałem sobie ścieżkę dźwiękową z „Blade Runnera” - każdego dnia przez niemal sześ miesięcy, ale także dużo rapu. Właśnie ukazał się mój mix dla Fact Magazine, gdzie starałem się uchwycić wszystkie moje muzyczne fascynacje. To odbicie tego co słucham przez ostatnie półtora roku

Severant” jest bardzo minimalistyczny. Używasz przede wszystkim syntezatorów czy maszyn 808 do robienia bitów – to dwie główne warstwy muzyczne. Syntezatory mają bardziej ludzkie brzmienie, a warstwa rytmiczna, bardziej mechaniczne, zwłaszcza hit-haty, które niejako ciągną się przez całe kawałki.

Fajnie to ująłeś. Moim zamiarem było, żeby bity miały taką nieludzką precyzję i intensywność, którą zestawiłbym z czymś cieplejszym, bardziej humanistycznym. Ale chciałem również mieć za podstawę automatyczne wzory rytmiczne, które mógłbym miksować z elementami melodycznymi, tworzonymi na żywe. Dzięki temu można odnieść wrażenie że człowiek operuje rękoma między czymś zmechanizowanym. To zestawienie ma dla mnie znaczenie.

Płyta jest także eksperymentem w kierunku bardziej minimalistycznej produkcji i metody kompozycji. Chciałem żeby poszczególne części miały jasne znaczenie, a ponadto planowałem sprawdzić czy minimalistyczny proces może mieć wpływ szczególnie na efekt estetyczny. Wiele z moich poprzednich rzeczy były gęste i warstwowe, więc pomyślałem, że będzie to miły eksperyment iść w drugą stronę i zobaczyć, jak takie działanie wpłynie na proces tworzenia i jego rezultaty.

Co powiedziałbyś więc o określeniu „Severant” jako płytę futurystyczną? A jeśli się ze mną zgodzisz to na jakich zasadach i co to dla Ciebie znaczy?

Myślę, że tak, ale w rozumieniu futuryzmu jako sentymentu, a nie dosłownej próby opisania przyszości muzyki albo środowiska. To próba złapania emocjonalnej, wyobrażonej przestrzeni jaka się w nas pojawia gdy opisujemy lub wyobrażamy sobie przyszość. Taki romantyczny futuryzm.

[Jakub Knera]