polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ALELA DIANE & WILD DIVINE Alela Diane & Wild Divine

ALELA DIANE & WILD DIVINE
Alela Diane & Wild Divine

Alela i Joanna znają się z podstawówki. Alela jest o rok młodsza i na pierwszych dwóch płytach starszą koleżankę trochę przypominała zawieszaniem głosu na wysokich tonach, choć zasadniczo była dużo bardziej tradycyjna. Gitara to przecież nie harfa. Na trzeciej płycie koleżanki dzieli już jednak wiele – Joanna na trzech krążkach przez dwie godziny rozkłada na czynniki pierwsze niepowodzenie związku z Billem, Alela w międzyczasie wyszła za Toma, miłego gitarzystę swojego backing bandu i chyba jest szczęśliwa. Taki przynajmniej obraz prostych, codziennych radości rysuje jej najnowsza płyta, której autorstwo przypisano też grupie, coraz bardziej przypominającej rodzinny interes – ojciec, stary hipis, od dawna gra w niej na gitarze. Dzikości jednak nie ma tu za grosz, nawet jeśli zespół podpiął się do prądu. Jest za to zestaw piosenek bardziej popowych i bardziej zwróconych w stronę country niż wcześniej, co moim zdaniem marnuje talent Aleli. Zmiana instrumentalnego otoczenia jest tutaj podstawową modyfikacją – Alela śpiewa co najmniej tak pewnie, melodyjnie, delikatnie i z umiarem w ozdobnikach jak wcześniej, lecz banalnie pop folkowe aranżacje trywializują jej starania. Nie oczekuję ani trwania w miejscu, nie spodziewam się wizjonerstwa. Tylko gdzieś na końcu tej „pozbawionej serca autostrady” (taki utwór tu jest) widzę Dolly Parton. Szkoda by było, gdyby Alela wtopiła się w masę niby-folkowych piosenkarek, bo potencjał i punkt wyjścia ma na dużo więcej.

[Piotr Lewandowski]