polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Twilite Quiet Giant

Twilite
Quiet Giant

Na debiutanckiej płycie panowie Milewski i Bawirsz nie tylko zasygnalizowali swój talent do akustycznych utworów na dwugłos gitar i wokali, ale od razu też wycisnęli z nich ile się dało. Krok w stronę poszerzenia formuły wydawał się nieunikniony i gdy słucham „Quiet Giant” uderza mnie nie tyle rozwinięcie palety brzmieniowej, co klasa, z jaką to zrobiono. Czasem poprzez podłączenie jednej z gitar do prądu, czasem przez dołączenie trzeciej, lub klarnetu, trąbki bądź pianina a nawet kobiecych wokali. Umiejętne dozowanie akcentów i wrażliwe operowanie dźwiękiem – płytę produkowali i miksowali Piotr Maciejewski (Drivealone) oraz Maciej Frycz (mający na koncie szereg jazzowych albumów) – sprawiają, że jedenaście utworów o wspólnym korzeniu staje się ciągłym odkrywaniem na nowo melancholii zespołu. Właściwie nie ma tutaj takich hitów – prostych i momentalnie wpadających w ucho piosenek – jak na „Bits & Pieces”, jest za to ALBUM. Zaaranżowany i zagrany ze szczególnym, kontrolowanym rozmachem, bez efekciarstwa, za to z wyobraźnią i wieloma odcieniami. Jedyne zastrzeżenie mam do finału płyty, w którym minimalistyczne obniżenie tempa, zaśpiew i akustyczne crescendo przesadnie zdradza sympatię do Sufjana Stevensa. Nie wiem dlaczego Twilite właśnie w Poznaniu i z poznańskimi muzykami zrealizowali „Quiet Giant”, ale słychać, że spotkali się właściwi ludzie we właściwym miejscu i czasie.

[Piotr Lewandowski]