polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Alan McKim wywiad

Alan McKim
wywiad

Pod koniec marca mieliśmy przyjemność wybrać się na Tallinn Music Week, włączony w program Europejskiej Stolicy Kultury showcase. Największym odkryciem TMW nie okazał się jednak nikt z gospodarzy, tylko Szkot Alan McKim, którego nieprawdopodobnie intensywny, balansujący na granicy wytrzymałości występ pokazał, że chłopak z gitarą może zaskoczyć nawet w drugiej dekadzie XXI wieku. Po jego surowym, bezkompromisowym koncercie coś nam mówi, że jeszcze o nim usłyszymy. A wywiad prezentujemy już teraz.

Jesteś praktycznie nieznany na kontynencie i tym bardziej w Polsce, więc jeśli byś mógł się krótko przedstawić, to byłoby miło.

Pochodzę z Glasgow, piszę piosenki od pięciu lat, piosenki o wszystkim. Ale moją pasją jest występowanie na żywo, bardzo to lubię, daje mi to dużo energii, ładuje mnie. Dwa lata temu złamałem na koncercie kość w stopie, bo tak mocno tupałem…


Chyba żartujesz!

Nie, serio! Ale jest już ok., nadal to robię, chociaż absolutnie nie powinienem. Ale lubię grać fizycznie, dawać z siebie wszystko. Zawsze rwę struny i zacinam się nimi.


Widziałem parę akustycznych występów w życiu i muszę powiedzieć, że intensywność Twojego koncertu zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Czy Twoim zdaniem intensywny i żywy kontakt z publicznością może zainteresować ludzi tradycyjnym, prostym podejściem do grania muzyki?

Tak, mam nadzieję. Moja muzyka nie jest bardzo oryginalna, wiele już w takiej muzyce powiedziano i trudno być oryginalnym. Ale zawsze staram się włożyć w występ całego siebie i to daje mój styl. Koncerty są dla mnie kluczową kwestią. Ale mam kilka piosenek, na których staram się być oryginalny. Właśnie wydaję płytę, jest na niej kilka dość oryginalnych piosenek, z ciekawą produkcją, choć reszta brzmi całkiem zwyczajnie. Ale lubię je grać na żywo. To mi sprawia największą przyjemność.


Nie jestem Brytyjczykiem i zawsze, gdy słyszę kogoś mówiącego inaczej niż BBC English, zwraca to moją uwagę. Grając przypominałeś mi Glena Hansarda ze Swell Season, który też jest naprawdę mocny na żywo, a jego irlandzki akcent dodaje surowości jego muzyce. Czy myślisz, że Twój szkocki akcent wzmacnia Twój przekaz?

Bardzo lubię Glena, dzięki. Akcent może być istotny, nie zastanawiałem się nad tym. W mojej wytwórni jest jeden zespół z Liverpoolu, ich wokalista ma niby angielski akcent, ale sposób, w jaki śpiewa, jego dykcja są bardzo emocjonalne. Też próbuję wywoływać emocje słuchaczy. Radość czy smutek. Moim celem jest sprawienie, by słuchacze coś poczuli. By ich podekscytować, sprawić, że przeżyją dobry wieczór. Może niektóre piosenki doprowadzą ich do łez. Staram się wpłynąć na nastroje odbiorców, poruszyć ich. Kilka lat temu podróżowałem po Australii z moją angielską dziewczyną. Z jakiegoś powodu ludzie zdają się bardziej lubić Szkotów niż Anglików. Więc może jest to zaleta.

 

Wydajesz teraz pierwszy materiał. Jak facet, który dwa lata temu złamał stopę na koncercie w Szkocji trafił teraz do angielskiej wytwórni?

Moim wydawcą jest Nettwerk, która współpracuje też na Wyspach z Dido, Stereophonics, Avrill Lavigne, ale mają też kilkoro alternatywnych artystów. Mój wydawca skontaktował mnie z producentem, spotkaliśmy się w Londynie. Rok później ten producent zaprosił mnie do swojej nowopowstałej wytwórni Telescopic Baby i tam ukaże się moja płyta. Jest super, mała, niezależna wytwórnia, ale dla mnie idealna.



Wspomniałeś o Glasgow. Muzyka z tego miasta zawsze była dość popularna w Polsce, przyjeżdżają do nas Mogwai, Belle & Sebastian, Isobell Campbell. Ale nie widzimy tego, co u dołu. Czy czujesz się częścią tamtejszej sceny? Czy raczej podążasz własnymi ścieżkami?

Idę zupełnie własną drogą. Nigdy nie myślę, w jakim stylu piosenkę chciałbym napisać, po prostu to robię. Znasz Johna Martyna? Szkocki piosenkarz, jest jednym z moich lokalnych bohaterów. Po prostu to kocham, nie mógłbym robić w życiu niczego innego. Chciałbym robić to zawsze. Mam nadzieję, że tak będzie.


Zawsze grasz sam, czy z zespołem też?

W 90% przypadków sam. Ale mam też zespół – Alan McKim Band. To dla mnie tak samo ważne, jak granie solo, ale czasem to trudne pojechać gdzieś z całym zespołem. Dobrze, ze sam mogę pojechać wszędzie. To o wiele tańsze. Ale to jest ok.. Mam zespół, jasne, naprawdę dobrych muzyków, mam więc dużo szczęścia.

 

Wielu muzyków od samotnych akustycznych początków przechodzi stopniowo do grania z zespołem. Myślisz w ogóle o tym co mógłbyś zrobić w przeciągu dajmy na to pięciu lat? Czy po prostu chcesz grać…

Nie wiem, bardziej chodzi o chwilę obecną. W tym roku chciałbym wydać album, może wyruszyć w trasę. Bardzo lubię grać sam, wiele mi to daje. Czasami, gdy część koncertu gram sam, a część z zespołem, to gdy spotykam później ludzi z widowni, wielu woli mnie występującego w pojedynkę. Bo z zespołem rozprasza się moja energia, gram w zespole. A gdy jest jedna osoba, jedna gitara…

 

To nie ma zmiłuj się.

Tak, więc zmieniam nieco podejście co do aranżacji piosenek z zespołem, tak, by występować z nim tylko wtedy, gdy to konieczne. Gdy grałem z zespołem, było tego za dużo. Teraz będą to tylko dwie lub trzy piosenki, resztę będę gram sam. Zespół będzie się pojawiał jako dodatek tylko w kilku momentach. Ale wydaje mi się, że będzie świetnie.

Masz świadomość tradycji akustycznego grania. Grasz jakieś kowery?

Tak, gram kowery, nawet dziś zagrałem Sympathy For The Devil The Rolling Stones. To jeden z moich ulubionych utworów, więc gram na żywo. Czasem gram też Use Somebody Kings Of Leon. Ale zawsze staram się zagrać własną wersję. Nie podążać za oryginałem.



Widziałem Cię na żywo i tego bym się spodziewał.

Coż, gram kowery, zawsze staram się robić to po swojemu, ale mam również szacunek dla utworu, dla osoby, która go napisała.



A jeślibyś miał wybrać jednego artystę, żeby zagrał Twój kawałek?

Mój? Z całej historii? Trudne pytanie. Mój ulubiony zespół to chyba Muse, ale jakbym naprawdę miał wybrać, to może The Traveling Wilburys, czyli Tom Petty, Bob Dylan, Jeff Lynne, Roy Orbison. Gdy byli już sławni założyli taką supergrupę. Wśród nich był jeszcze George Harrison. Gdyby oni mogli zagrać moją piosenkę…

 

O to mi chodziło. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]