polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE CORIN TUCKER BAND 1000 Years

THE CORIN TUCKER BAND
1000 Years

Po zawieszeniu działalności Sleater-Kinney (oczywiście tymczasowej, jak wierzy każdy fan), Corin Tucker oddaliła się od muzyki najbardziej z całego trio. Janet Weiss grała dalej na perkusji – z Bright Eyes, Stephenem Malkmusem i w Quasi, a Carrie Brownstein pisała chociaż muzycznego bloga na stronie NPR. Jednak to właśnie Corin, przez ostatnie cztery lata zajmująca się rodziną, pierwsza wróciła do nagrywania. W skład jej zespołu weszli też perkusistka Sara Lund (kiedyś Unwound) i Seth Lorinczi, grający tu na gitarze, basie, klawiszach. 100% Portland, Oregon.

Na „1000 Years” aura zespołu, któremu Corin poświęciła kilkanaście lat życia, jest oczywiście wyczuwalna. Jednak są to raczej echa, obecne w sposobie konstrukcji piosenek, gitarowym frazowaniu, dynamice utworów, czy mieszance złości, nostalgii i nadziei, które sprawiły, że z niezłego zespołu ruchu Riot Grrrl Sleater-Kinney stały się jednym z najciekawszych gitarowych bandów pierwszej dekady XXI wieku. Zarazem album jest bardziej stonowany, spokojniejszy, a brzmienie bardziej czytelne niż tamtej formacji. Corin bliżej tu do tradycji sięgającej Neila Younga niż do jazgotliwych interakcji z Carrie i Janet. Pojawia się trochę akustycznych brzmień, pociągnięcia smyczków, partie fortepianu. W Handed Love bluesowa gorycz wokalu i pulsujących klawiszy przywodzi na myśl Cat Power, zanim połączy się z gitarowym pasażem o charakterystycznym dla Sleater-Kinney ładunku emocjonalnym. O Chan Marshall myślimy też w zamykającym album Miles Away.

Pewnych manier kompozycyjnych i wykonawczych wyzbyć się nie można – na szczęście. Utwór tytułowy, Half a World Away czy singlowe Doubt spokojnie mogłoby wejść do repertuaru S-K. Zasadniczo różnice między „1000 Years” a płytami Sleater-Kinney łatwo wyjaśnić – Corin jest starsza, pisze z innej perspektywy i z innym bagażem doświadczeń. Jasne, płyta jej bandu nie stanie się kamieniem milowym amerykańskiego rocka, ale jest kapitalnym powrotem wyjątkowej postaci punk- i indie-rocka ostatnich kilkunastu lat.

[Piotr Lewandowski]