polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sam Prekop Sam Prekop - wywiad

Sam Prekop
Sam Prekop - wywiad

Sam Prekop zgotował niezłe zamieszanie przy okazji swojego trzeciego albumu „Old Punch Card” na którym zarejestrował elektroniczne eksperymenty na syntezatorze analogowym, diametralnie odmienne od swoich poprzednich solowych wydawnictw. Nie uświadczymy na nich gitar, trąbek, piosenkowych form, ani żadnych dodatkowych gości - to jego pierwsza płyta, nagrana wyłącznie w pojedynkę. O tym jak przebiegał proces jej tworzenia, co spowodowało że muzyk zwrócił się w kierunku elektroniki oraz planach z The Sea and Cake udało nam się porozmawiać z muzykiem w trakcie trasy z tymi ostatnimi.

Cześć Sam. Chyba mało kto z osób, które znają Twoje dwie poprzednie płyty nie był zdziwiony tak samo jak ja kiedy usłyszał „Old Punch Card”. Co spowodowało że obrałeś tak diametralnie odmienny kierunek muzyczny?

Zawsze postrzegałem siebie jako trochę przygodnego słuchacza i dopiero później wciągnęła mnie bardziej eksperymentalna elektronika, do której nawiązuje to co znalazło się na mojej najnowszej płycie. Kiedy materiał na „Old Punch Card” zaczął powstawać, cały czas pracowałem z utworami o bardziej piosenkowych strukturach połączonymi z elektronicznymi instrumentami. Ale w pewnym momencie, kiedy uwolniłem się od typowego piosenkowego szkieletu, zacząłem zagłębiać się w elektronicznych brzmieniach i doszedłem do wniosku, że w takiej formie mogłoby powstać całe moje kolejne nagranie. Wcale nie uważam, że to „radykalna” zmiana mojego stylu, to raczej coś co zrobiłem żeby mieć więcej czasu na odkrywanie muzyki. Ta płyta jest diametralnie odmienna od poprzedniczek, ale czuję że moja estetyka wciąż jest nienaruszona, tylko się poszerza.

Zastanawiam się czy to trwała zmiana czy raczej chwilowa próba poszerzenia horyzontów i przerwa od dotychczasowych form.

Mam plany żeby na moim następnym nagraniu zarejestrować łuk, dwie gitary i mój wokal. Ale w pewnym stopniu chyba chciałbym też stworzyć kolejną elektroniczną płytę – „Old Punch Card” odzwierciedla kilka lat pragnienia i myślenia o komponowaniu właśnie takiej muzyki. Teraz zebrałem na tym polu trochę doświadczenia, więc drążenie w tym kierunku będzie prawdopodobnie trudniejsze. Ale przecież zawsze można dalej próbować, prawda?

Zdecydowanie. Opowiedz proszę jak przebiegał proces rejestrowania “Old Punch Card”. Z pewnością różnił się czymś od poprzedniczek.

Pracowałem całkowicie sam w moim studiu, więc to pierwszy projekt który stworzyłem w pojedynkę. Największą różnicą jest brak jakichkolwiek innych muzyków – bardzo wiele czasu zajęło mi znalezienie odwagi, żeby zagrać jakąkolwiek partię tych utworów do momentu, aż nie były całkowicie kompletne. Po prostu zazwyczaj współpracuję z innymi ludźmi.

Przeważająca część procesu kształtowania się kompozycji to znajdywanie lub kierowanie powstałymi dźwiękami, będące trochę poza moją kontrolą. One kształtowały się trochę tak jakbym robił zdjęcia na ulicy. To bardziej selekcja dźwięków niż ich tworzenie od samego początku. Kiedy znalazłem paletę dźwięków dla każdej kompozycji, chciałem zorganizować je tak, żeby razem mogły egzystować i ujawniać się w sposób, żeby to co wymyśliłem brzmiało ciekawie. Chciałem, żeby organizacja poszczególnych elementów była naturalna i zawierała w sobie możliwie najmniej ingerencji.

Jak dużo z tego materiału to w całości skomponowane utwory, a na ile są to różne fragmenty swobodnych improwizacji czy muzycznych kolaży?


Mogę powiedzieć, że zdecydowana większość kawałków na “Old Punch Card” powstała w oparciu o improwizacje, które zebrałem po tym jak „grałem” na moim syntezatorze. Finałowe utwory są edytowane, wycięte z materiału trwającego czasem nawet po kilka godzin, ale stworzonego specjalnie na potrzeby konkretnego utworu. Więc kiedy edytowałem poszczególne kompozycje, często szukałem tego, co wydawało mi się wcześniej potrzebne – to było jak proces znajdywania interesujących dźwięków i łączenia ich razem w kompozycje. Istotne było także znalezienie wspólnego mianownika dla jakości tych nagrań.

Spędziłem naprawdę dużo czasu na eksplorowaniu możliwości syntezatora modularnego. To niekończąca się architektura możliwości dźwięków, które były dla mnie niezwykle intrygujące. Muzyka to efekt nauki znajomości poszczególnych instrumentów. Byłem też zainteresowany tworzeniem bloków elektronicznych, poświęciłem wiele uwagi na źródło jakości czy przeróżne filtry. Zainteresowały mnie różne cząstki, które wpływają na finalne brzmienie i jego jakość.
 
Na swoich wcześniejszych albumach tworzyłeś rozbudowane aranżacyjnie kompozycje, podobnie jest z The Sea and Cake. Jak Twoim zdaniem zmieniła się rola kompozytora na „Old Punch Card”?

Chciałem, żeby poszczególne kawałki brzmiały tak, jakby wymknęły się spod mojej kontroli. Moja strategia kompozytorska polegała na tym, żeby było im bliżej do nagrań terenowych i odnalezionych dźwięków.

Jesteś też malarzem i fotografem – jakie relacje zachodzą według Ciebie między tymi dwiema dziedzinami a muzyką? Bardzo lubię Twoje okładki, które świetnie ilustrują muzyczną zawartość płyt.

Mam nadzieję, że każda z tych dyscyplin odsłania portret mojej wrażliwości i pomysłów. Myślę, że gdybym nie robił zdjęć i nie malował to moja muzyka byłaby zupełnie odmienna i vice versa. Nigdy nie byłem zbyt zainteresowany w łączeniu się i przenikaniu różnych mediów, ale okładki albumów to dobry przypadek w którym jeden element może wpłynąć na postrzeganie drugiego. W przypadku „Old Punch Card” nie było to trudne – kiedy namalowałem tę okładkę poczułem jakby dodawało to nowego znaczenia mojej muzyce.

Na „Old Punch Card” brakuje też wokali, z których słynęły Twoje minione albumy. Nie brakowało Ci ich? A może podczas tworzenia znalazłeś coś innego, co zrekompensowało ten brak?

Traktuję „Old Punch Card” jako zupełnie odmienny projekt. Więc nie, nie brakuje mi śpiewania, zarzuciłem to przecież celowo, bo wiedziałem że ta płyta będzie się różnić od poprzednich. Kiedy pojawia się wokal, zdaje się wysuwać się na pierwszy plan, przysłaniając trochę muzykę, a w tym wypadku pragnąłem skoncentrować się wyłącznie na niej.

Czy taką odmianę można też traktować jak przerwę od stylistyki, którą narzuca Ci granie w The Sea and Cake? Rozmawiamy w trakcie trasy koncertowej, którą grasz z tym zespołem – macie jakieś plany na kolejne wydawnictwo?

Myślę, że chciałem na tej płycie po prostu oderwać się od tworzenia popowej muzyki. Jednak z niecierpliwością wyglądam nowych kompozycji, które zaczniemy tworzyć tak szybko jak skończymy trasę koncertową. Myślę, że późną wiosną może pojawić się nasza nowa płyta

A co do materiału z „Old Punch Card” – być może spróbuję zaprezentować go na żywo, ale ciężko będzie w takich warunkach odtworzyć poszczególne utwory. Możliwe jednak że uda mi się wymyślić system, dzięki któremu będę mógł zagrać koncerty z materiałem z tej płyty. Kto wie, zobaczymy.

[Jakub Knera]