polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sam Prekop Old Punch Card

Sam Prekop
Old Punch Card

Na swojej nowej płycie Sam Prekop zrywa całkowicie z dokonaniami z poprzednich albumów. Nie ma tutaj delikatnie brzmiących piosenkek, opartych na kanwach gitary akustycznej, z pobrzmiewającymi gdzieś w tle echami sceny chicagowskiej.. „Old Punch Card” to bez wątpienia jedna z największych metamorfoz w muzyce w ciągu minionych kilkunastu lat.

Płyta, nagrana w przeważającej części na syntezatorze modularnym składa się z nagrań inspirowanych muzyką konkretną, elektronicznymi improwizacjami, czasem nasuwającymi skojarzenia z nagraniami Keitha Fullerton Whitman czy naszego rodzimego Emitera. Nie uświadczymy tutaj piosenkowych struktur czy ciepło brzmiących wokali. Dźwięki akustycznej gitary pojawiają się tylko raz na kilkanaście sekund, nie ma tutaj perkusji ani nawet bitów, praktycznie żadnych żywych instrumentów. Prekop raczej koncentruje się na wizualności muzyki, tworząc małe etiudy, w których obraca się wokół luźno skonstruowanego wątku.

„Old Punch Card” (tytuł to nawiązanie do starych kart IBM zawierających wiadomości zaszyfrowane w odpowiednio podziurawionych kartkach) to delikatne studium możliwości swobodnych elektronicznych brzmień, tlących się ambientowych form czy lekko chropowatych pasaży, które jednak się nie rozwijają. To skrawki pomysłów, nie prowadzące do bardziej ustrukturyzowanych konstrukcji.

Przy głębszym wsłuchaniu może i doszukamy się jakiś walorów formalnych, ale pod względem treści "Old Punch Card" nie wnosi nic nowego. Te obszary były penetrowane przez wielu muzyków z o wiele lepszym rezultatem, Prekop w zasadzie kopiuje pomysły tego, co gdzieś już słyszeliśmy, a co przy każdym włączeniu płyty kogoś nam przypomina. Nowa muzyczna droga czy chwilowy wybryk? Mam nadzieję, że to drugie.

[Jakub Knera]