polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Swell Season Strict Joy

The Swell Season
Strict Joy

Kariera duetu Glen Hansard & Markéta Irglová jest iście hollywoodzka, choć film, dzięki któremu nabrała rozpędu, od takowej konwencji dzieliły lata świetlne. Oscar za Falling Slowly do „Once” i idąca za nim popularność filmu oraz ścieżki dźwiękowej sprawiły, że w przeciągu kilku miesięcy zamiast koncertów dla 50 osób Swell Season zaczęli grać dla co najmniej 500. Do trzech razy sztuka, można by powiedzieć, gdyż Falling Slowly najpierw niezauważone przeszło na płycie The Frames, grupy Hansarda, potem równie znikome zainteresowanie wzbudziło na debiutanckiej płycie duetu, zatytułowanej właśnie „The Swell Season”, aż nagle na soundtracku rozbiło bank.

„Strict Joy”, pierwsza płyta Glena i Markety jako rozpoznawalnej formacji, kontynuuje ewolucję ich muzyki w konsekwentny, choć aż za bardzo przewidywalny, sposób. Od surowych początków, przez błyskotliwy „Once”, na którym znajdowało się przecież kilka najmocniejszych utworów z debiutu w nowych aranżacjach, po nowy album, Hansard i Irglová niezmiennie urzekają szczerością i zwiewnością swego song-writingu, jesienną melancholią i tym czymś, syntezującym się na styku ich odmiennego doświadczenia muzycznego, różnicy wieku i dwóch specyficznych akcentów. Nawet w dobie renesansu bardów i gitarowych grajków, The Swell Season pozostają zjawiskiem.

Zdaje się, że tym razem mieli na nagranie płyty dużo więcej czasu oraz środków niż w przeszłości i niestety przedobrzyli. Wielobarwne aranżacje na sześcioosobowy zespół z instrumentami dętymi i smyczkami są zbyt grzeczne, zbyt idealne. Kompozycyjnie album jest w porządku, melodie zapadają w pamięć, ale za sprawą wymuskanego wykonania The Swell Season gubią swój urok, dramatyzm i dyskretne piękno. Nawet, a może tym bardziej, utwory znane z koncertów grupy wypadają blado. Jest tu kilka perełek, jak przywodzący na myśl Iron & Wine utwór Love That Conquers, ale generalnie „Strict Joy” zdaje się jak sztuka, w którą aktorzy sami nie do końca wierzą. Na szczęście nagrana kilka tygodni temu sesja live dla Daytrotter pokazuje, że na żywo ten materiał wypada równie dobrze, jak starszy. Cóż, pozostaje wybaczyć potknięcie.

[Piotr Lewandowski]