polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Marla Cinger Congs

Marla Cinger
Congs

O tym, że w sypialni powstaje coraz więcej ciekawych kobiecych płyt nie trzeba przekonywać – wystarczy posłuchać Cocorosie, Tickley Feather czy naszych rodzimych Ballad i Romansów. Podobnie jest z „Congs”, płytą Marla Cinger, zespołu Joanny Kucharskiej, który nie ma jednak nic z melancholijnego klimatu, do którego przyzwyczaiły nas wymienione artystki. Sypialnia jest tutaj tylko punktem wyjścia, bo wszystko dzieje się na zewnątrz. Zarówno pod względem muzycznym, w mocnych, bluesowych kawałkach, w których wyraźnie zaznacza się linia basu Kucharskiej, jak i w warstwie tekstowej, będącej swoistym komentarzem do otaczającej rzeczywistości.

Wiele rzeczy jest postrzeganych z przymrużeniem oka, a dzięki chwytliwym kompozycjom czuje się na tej płycie sporą dozę męskiego pierwiastka (nie tylko dlatego, że liderka grupy to jedyna kobieta w tym składzie), który objawia się już w utworach, w których śpiewa Kucharska – dwa kawałki z wokalem Adama Olesiejuka są więc zupełnie niepotrzebne. Niestety sporym minusem tej płyty są teksty, z których mniej więcej połowę należałoby usunąć – czerpanie ze związków frazeologicznych czy niektóre częstochowskie rymy, przywracają o zawrót głowy i rażą grafomaństwem.

To spore niedociągnięcie, jednak Marla Cinger jest doskonałym przykładem na to, że kobieca muzyka to nie tylko śpiewanie po domowych kątach w melancholijnym tonie o nieudanych związkach czy smutnych wieczorach. To przede wszystkim dość stabilne spojrzenie na rzeczywistość i pokazanie, że poza drzwiami sypialni dzieje się o wiele więcej i warto się temu przyjrzeć, zamiast z nostalgią tkwić w łóżku.

[Jakub Knera]