polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DJ Spooky wywiad z Paulem D. Millerem

DJ Spooky
wywiad z Paulem D. Millerem

Paul D. Miller, czyli DJ Spooky, to nie tyle DJ, co artysta konceptualny, eksperymentator i propagator techniki didżejskiej jako współczesnego środka przekazu, adekwatnego do złożoności świata i zacierania granic między twórcą, wykonawcą, odbiorcą. Ostatnie kilka lat poświęcił na projekty multimedialne i audiowizualne, wydał dwie książki, lecz jesienią ukazała się jego pierwsza od kilku lat płyta – „The Secret Song”, która zarazem jest może i najbardziej „piosenkową” w jego dorobku. Nie oznacza to bynajmniej, że Spooky zrezygnował z konceptualnej głębi. Zapraszamy do lektury z tą niezwykłą postacią.

Zapraszamy także na pokaz filmu „Rebirth of a Nation”, czyli audiowizualnego remiksu Spooky’ego klasycznego niemego filmu „Birth of a Nation”, z muzyką w wykonaniu jego własnym i Kronos Quartet.

Upłynęło sporo czasu od Twojego ostatniego albumu z własnymi kompozycjami. Jak długo zajęło Ci stworzenie „The Secret Song”, jak powstał koncept tej płyty?

„The Secret Song” to projekt, nad którym pracowałem przez ostatnie dwa lata. Chciałem znaleźć sposób na skłonienie ludzi do zastanowienia się nad tym, jak obecnie żyjemy. Pierwszy z brzegu komputer zawiera części pochodzące z ponad pięćdziesięciu krajów, a jest składany zazwyczaj przynajmniej w pięciu. Elementy są projektowane w takich miejscach jak Kalifornia, Hong Kong, Tajwan, Malezja itd. Chciałem zatem stworzyć album, na którym zjawiska sterujące współczesną ekonomią przedstawione będą z muzycznego punktu widzenia, gdzie proces produkcji jest zupełnie jak samplowanie, ale z ekonomią jako utworem.  

Czy od samego początku było dla Ciebie jasne, jakie kwestie będziesz eksplorował na albumie?

Przez kilka ostatnich lat robiłem serię wydarzeń w muzeach i galeriach na całym świecie, byłem nawet na Antarktydzie, gdzie zabrałem ze sobą studio i nagrywałem odgłosy lodu, by stworzyć symfonię poświęconą właśnie lodowi. Byłem naprawdę zajęty, ale nic nie działo się w jednym miejscu – to jest zawsze hiperglobalny proces, gdyż taka właśnie jest idea kultury dj-ejskiej – odnajdywać się w swoistym strumieniu  informacyjnej gęstwiny. Widok 40 milowego kawału lodu odrywającego się od Antarktydy może zmienić twoje życie na zawsze, ale uświadomienie sobie, że jazda samochodem, lot samolotem, zjedzenie dobrego steka albo picie z plastikowej butelki – wszystkie prowadzą do niszczenia środowiska, jest już nieco trudniejsze. Muzyka powinna torować ludziom drogę do refleksji, skłaniać do takiego myślenia o złożoności świata. Robię po prostu swoją działkę. Byłem na Biennale w Wenecji w 2007, kiedy po raz pierwszy był tam Pawilon Afrykański, spędziłem też 6 tygodni w Angoli. Takie miejsca niezwykle mnie intrygują ze względu na ich ogromny potencjał, są one też świetnie obeznane z różnymi formami kultury cyfrowej– komórki, pirackie filmy DVD, oprogramowanie (nikt nie płaci za programy komputerowe w Afryce, Brazylii, Indiach czy Chinach!). Widzenie tych rzeczy na własne oczy i dj'owanie w tym kontekście sprawia, że ta tematyka jest dla mnie tak interesująca.

W Polsce przez długie lata też nikt za oprogramowanie nie płacił. Lista wykonawców na „The Secret Song” jest imponująca, wykracza też poza muzyków. W jaki sposób zgromadziłeś taki skład?

Ideą „The Secret Song” jest łączenie ukrytych styków między kulturami i kontekstami – to  istota samplowania: granie z pamięcią i wyszukiwanie wystarczającej liczby fragmentów do stworzenia rytmu kolażu. Myślę, że ostatnie osiem lat rządów Busha było globalną tragedią – to nic nowego. Ale są zjawiska, które rządy jego administracji wprawiły w ruch w bezprecedensowy sposób, jak środowiskowy analfabetyzm i nieumiejętność stawania twarzą w twarz ze złożonymi problemami, które przesyciły Amerykę i globalny krajobraz. Chciałem pracować z artystami z szerokiego spektrum muzycznego – od hałaśliwego rocka Sonic Youth reprezentowanego przez Thurstona Moore, przez irańską operę w osobie Sussan Deyhim, Jing Zhou, chińskiego ekonomistę, będącego narratorem tytułowego utworu, kolażu ekonomicznych analiz, po politycznie zaangażowanych emce z The Coup (którzy mają też projekt „Street Sweeper Social Scene" z Tomem Morello z Rage Against The Machine) i hip-hop robiony przez jednych z moich ulubionych niezależnych artystów - Mike Ladd i Emah Fox z Australii. I tak dalej. Wszystko to jest po prostu próbą wyrwania ludzi z oszołomienia wywołanego bombardowaniem przez sprawy, które nas dołują – kiepska zdolność kredytowa, nadejście Walmarta niszczącego lokalny rynek i miejsca pracy, nigdy niekończąca się wojna w Iraku lub Afganistanie albo buntownicze ruchy w Nigerii lub Kaszmirze. Te rzeczy są ze sobą całkowicie związane. Ludzie w Stanach zawsze próbują upraszczać, ale cały scenariusz jest dużo bardziej skomplikowany i każdego dnia komplikuje się coraz bardziej. Sztuka jest katalizatorem, traktuję muzykę w kategorii przekazu i informacji, a nie jedynie rozrywki.

Na „The Secret Song” lawirujesz między dyskursem estetycznym, ucieleśnianym przez dubowe reinterpretacje znanych rockowych numerów, a dyskursem politycznym. Wydaje się to wręcz symptomatyczne dla Twojej pracy. Czy oddzielasz te polityczne i estetyczne wymiary w swojej twórczości?

Samplowanie to gra z pamięcią. Istnieją utwory, które zna każdy, ale grając je na koncercie chodzi o ukazanie ich tak, by przenieść ludzi w inne miejsce. Zawsze gram rzeczy mocno archiwalne, ale czasem naprawdę trzeba zakręcić coś, co ludzie znają dobrze z pop kultury. Stąpam po fajnej ścieżce, bo interesuję się wieloma stylami, ale większość dj'ów gra ten sam jeden styl, co jest dla mnie totalnie nudne. Lubię nazywać mój sposób myślenia “wieloutworowy” umysł.

MIT Press wydało dwie Twoje książki, jednej jesteś autorem, drugiej redaktorem. Obu towarzyszą mixtape’y. Szczególnie interesuje mnie miks do „Sound Unbound”, książki zbierającej eseje wielu autorów. Chciałeś tym miksem połączyć wypowiedzi tych autorów, czy może to był Twój „esej”, głos w dyskusji?

Publikuję w MIT ponieważ chciałem mieć pewność posiadania przestrzeni dla poszukiwań muzycznych i technologicznych przez pryzmat wielu różnych perspektyw. Technologia bez wizji jest niczym. Moje książki są zbiorem momentów, fragmentów i tekstów, które, mam nadzieję, traktują o tych właśnie sprawach. Zbieram płyty nagrane przez artystów i pisarzy, a tworząc miks to Sound Unbound chciałem zobaczyć jak umieścić archiwalny, wokalny materiał o formie „opowiadania historii” w kontekście XXI wieku. Wszystko co robimy, naprawdę wszystko, łączy się z wieloma procesami, które charakteryzują współczesną gospodarkę. Komputer, na którym piszę, powstał w pięćdziesięciu krajach, podobnie ubrania, które noszę – to ten sam scenariusz. To wszystko „sampling”, w różnych kontekstach. Podejrzewam, że mógłbyś powiedzieć, iż moja symfonia poświęcona Antarktydzie jest dziełem o zmianach klimatycznych. Wiem, że to mocno przegadana kwestia, więc jeśli chciałbym dotrzeć do mas, to powinienem prawdopodobnie pokazać parę dziewczyn w bikini tańczących na lodowych krach, ale wiesz chciałem spróbować czego innego. Więc czemu by nie zrobić książki w analogiczny sposób? I fajny podkład muzyczny do tego samego paradoksu? To sprawia, że życie wygląda interesująco.

Masz na koncie sporo mixtape’ów, niektóre są tematyczne, jak miks oparty o katalog Blue Series na „Celestial Mechanix” czy o sample głosów z archiwum Sub Rosa na płycie załączonej do książki „Rhythm Science”. Jaka jest idea tworzenia Twoich mix-tape’ów?

Ciągle poszukuję płyt, odwiedzam dziwne miejsca w poszukiwaniu rzadkich, starych płyt. Ale kiedy robię mix'y, szukam tematów, pomysłów, koncepcji, które wiążą projekt. Na przykład, zrobiłem jakiś czas temu mix dla Reality Sandwich używając mojej nowej aplikacja na Iphone'a, którą rozwinąłem przy pracy nad ostatnią płytą. Zrobiłem ten mix na komórce, każdy może spróbować samemu, bo tę aplikację można ściągnąć ze strony Apple. Miksu możecie posłuchać tutaj.

Posłużę się przykładem. Jestem wielkim fanem Jareda Diamonda i jego książki „Collapse” albo książek Billa Mckibbena i jego projektu 350.org. 24 października 2009, odbyło się jednocześnie 5200 wydarzeń w 181 krajach, tworząc najbardziej rozpowszechniony w historii naszej planety dzień środowiskowy. Tego typu akcja albo Dzień Ziemi, gdzie dj'owałem przed ponad 100 000 ludzi, to niesamowite sytuacje, to jak dziedzictwo najlepszych akcji społecznych kultury lat 60-tych, ale to również katalizatory. Potrzebujemy dużo więcej takich akcji. AVAAZ również robi świetną robotę nad poszerzaniem świadomości, również z nimi pracowałem. Więc to jest to, co nazywam mixem. Chciałem odzwierciedlić taki rozproszony scenariusz poprzez mix mojego albumu wykonany na mojej komórce.

Występowałeś jako dj, kompozytor, artysta multimedialny, pisarz. Jak znajdujesz równowagę między wszystkimi tymi rolami? Czy prace w określonej dziedzinie inspirują Cię do innych? Czy raczej jest to za każdym razem tworzenie swoistych kolaży i reinterpretacji?

Moja komórka jest metaforą czegoś takiego. Wielozadaniowość, nieład wynikający z niedoboru uwagi... w ten sposób większość ludzi dorasta w obecnych czasach. To tylko inne określenie na kolaż. Jeśli spojrzy się na historię, pojęcie „kolażu” oparte było na idei sklejania rzeczy razem – to mogło być spawanie, łączenie, to mogło być tworzenie strony internetowej i robienie tych samych rzeczy. Podobno malarze George Braque i Picasso ukuli to pojęcie, ale tego nie wie nikt na pewno. Antarktyda, znowu do niej powrócę, jest czystą przestrzenią, więc my wszyscy tworzymy nasze idee o niej w ten czy inny sposób. Tak wiele krajów uzurpowało sobie prawo do wizji Antarktydy, że WIZJA Antarktydy stała się kolażem imperializmu, kolonializmu, utopii etc. Lubię myśleć o tym jako o kalejdoskopowej sytuacji. I o tym właśnie jest moje dzieło. Spędziłem tam 4 tygodnie, próbując to zrozumieć, a to jest naprawdę pierwszy krok. Planuję przez kolejne kilka lat powrócić do różnych tamtejszych regionów. Wener Herzog kręcił swój film „Ecounters at The End of The World” kiedy tam byłem, więc działa pewna osobliwa dynamika związana z tym miejscem. Niesamowite było widzieć jak dwoje znacząco różnych ludzi, jak ja i on, mogło zająć tym samym tematem.

Lód jest moją podstawą tego projektu – pomyśl jak wielu czarnych ludzi nazywa siebie samych w sposób związany z lodem: Ice Cube, Ice-T, Soul on Ice, Iceberg Slim itd., mówiąc o drogiej biżuterii, świecidełkach też mówi się o „lodzie”. Społeczne metafory są dziwne, a metafora postaje wtedy, kiedy napotykamy niezdefiniowaną przestrzeń. Moja symfonia traktuje o przemianie metafory w pasję,  odzwierciedla ten sam rodzaj zwartości. Coraz więcej ludzi jest zainteresowanych tym, co z akademicka nazywa się „interdyscyplinarnością” – w ten sposób się teraz żyje.

Wytłumacz proszę ideę stojącą za „Rebirth of the Nation”. Wydaje mi się, że Polsce, chyba w ogóle w Europie, DW Griffith jest znany jako jeden z twórców amerykańskiego kina, osobą, która przyczyniła się do stworzenia stylu, techniki i języka tego kina. „Birth of Nation” jest postrzegane jako kontrowersyjne, ale jednak wielkie dzieło. Czemu zdecydowałeś się zająć nim w XXI wieku?

„Birth of a Nation” jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatniego stulecia, ale nadał ton amerykańskiej kinomatografii. To takie DNA tego, jak podczas montażu ludzie myślą o sprowokowaniu u widza reakcji emocjonalnej. Ale ten film tworzył też stereotyp postrzegania czarnoskórych. Jestem wielkim fanem wczesnego sowieckiego kina – teorii takich jak “dialektalny montaż” Eisensteina lub koncepcji „kina-oka” Vertova. Kiedy kręciłem krótkie sekwencje do tego projektu, chciałem pojąć sposób myślenia o wizualnym rytmie, o sposobie, w jaki muzyka może być stworzona tak, by podkreślić proces wizualny. Rzecz dotyczy metafor i warstw, zupełnie jak lód, ale żeby połączyć punkty mojej pracy, wymaga to pogrzebania nieco w historii mediów. To puzzle dające sporo radości. Remiksowanie materiału Griffith'a doprowadziło mnie na powrót do Vertova, dlatego jego film „Kino-Glaz” z moją muzyką jest teraz bonusowym DVD do mojej ostatniej płyty. Wszystko jest połączone. Komunizm, ucisk, hipokryzja, wyzwolenie kina... jedna osoba walcząca o wolność może być dla drugiej osoby terrorystą. Tak swoją drogą, „Birth of a Nation” to pierwszy film, w którym użyto pojęcia „terrorysta”.

Na czym polega „remiksowanie filmu”? Czy przerzucasz sekwencje scen by opowiedzieć historię inaczej, albo wręcz inną historię? Jak jest rola muzyki w tym procesie?

Soundtrack jest rodzajem pomocy naukowej, ułatwia zapamiętywanie. Zachowaj scenę, zmień ścieżkę dźwiękową, a uzyskasz nową wymowę obrazu. Zawsze tworzę obraz i muzykę do projektów w oparciu o to, jak grałbym set didżejski do tego obrazu, w stylu improwizowanej ścieżki dźwiękowej. Dzięki temu całość wydaje się spójna i wciąga odbiorców w spektakl. Mam chyba jedyną nadzieję wobec ludzi oglądających mój projekt – że wyjdą z jedną, prostą refleksją: inny świat jest możliwy. Nie musi być tak, jak jest.

Projekty multimedialne pochłaniają ostatnio sporo Twojej energii. Wspomniałeś o DVD z filmem Vertova i Twoją muzyką, który jest dołączone do „The Secret Song”. Jaka jest relacja między częścią muzyczną i audiowizualną?

Sorry, że tak wracam do tej Antarktydy, ale jest dla mnie olbrzymią inspiracją na wielu polach. Od czasu Picassa malującego „Guernicę” do prac nam współczesnych, jak Ai Weiwei – dwa przykłady chyba wystarczą – artyści często starają się artykułować wyrazisty przekaz dotykający niesprawiedliwości lub tragedii społecznych. Obok kwestii środowiska, które starałem się podjąć na „The Secret Song”, jakie są inne zasadnicze kwestie, które współczesny człowiek, zwłaszcza artysta, może chcieć poruszyć? Jednym z moich ulubionym inicjatyw związanych z Antarktyką jest traktat z 1959 roku, który nie ma żadnego związku ze sztuką, ale nadał kierunek współpracy naukowej i stworzył wolę polityczną do próby zachowania tego niezwykłego miejsca. Tak samo ważny był ruch rządu Malediwów, który zaczął obradować pod wodą, by zaprotestować przeciw podnoszeniu się poziomu wód, które unicestwią jego wyspę. Lubię takie działania, nawet jeśli nie są sztuką. Tak samo jest z DVD towarzyszącym mojej płycie. Chodzi zagłębianie się w temat.

Wspomniałeś już kilkukrotnie Antarktydę. Aż tak wielkie wrażenie zrobiło na Tobie to miejsce?


Na „The Secret Song” też możesz spojrzeć jako na album, o którym myślałem będąc na Antarktydzie – jednym z najbardziej odosobnionych miejsc na Ziemi. Antarktyda jest jedynym miejscem na Ziemi bez rządu, bez żadnych specyficznych relacji w stosunku do innego kraju. Fascynowałem się nią jeszcze będąc dzieciakiem i czytałem mnóstwo artykułów jej poświęconych w National Geographic albo krótkich historyjek HP Lovecraft'a czy książek science-fiction Kim Stanley Robinson. Wydawała mi się ona najlepszym miejscem na tej planecie. Himalaje są super, podobnie góra Wiktorii i Andy są super, ale Antarktyda stoi ponad nimi wszystkimi.

Mnóstwo mojej pracy opiera się na materiałach archiwalnych – nagrania są rodzajem dokumentów, więc chciałem zastanowić się nad tym, jak patrzymy na świat wokół nas, zastanowić się nad sprawami zanieczyszczenia hałasem (Nowy Jork jest jednym z najgłośniejszych miast świata), spojrzeć na historyczne nagrania takich artystów jak Vangelis (który skomponował muzykę do „Blade Runner”, jednego z moich ulubionych filmów), który nagrał też album „Antarctica” podejmujący ten temat. Pierwsza symfonia o Antarktydzie została zrobiona w 1948 i można by powiedzieć, że rok 2009 to najlepszy czas na uaktualnienie idei. Wziąłem studio na Antarktydę, by złapać klimat, pomyśleć nad metaforami – wiercenie jądra lodu, gdzie brane są cienkie odłamki lodu, by określić, co się  działo w atmosferze miliony lat temu - to też stanowi inspirację. Podstawową ideą jest stworzyć pewne napięcie między „metaforami” i aktualnymi dokumentami – mój projekt nawet kończy się pewnym materiałem filmowym o niepowodzeniu Sowieckiej wyprawy w środkowej Antarktydzie. Lubię tego typu rzeczy... „The Secret Song” jest niejako lustrem dla wszystkich takich spraw.  


Czy „Terra Nova: Sinfonia Antarctica” jest więc Twoim alarmem ekologicznym?

Wiesz, gdy powiesz narkomanowi, że narkotyk, który go uzależnia jest dla niego zły, będzie poszukiwał wszelkich możliwych odpowiedzi i uników, by tylko uniknąć zmian w postępowaniu, które są niezbędne dla wyjścia z nałogu. Nasza cywilizacja robi tak samo. To jak próba zmiana kursu Titanica za pomocą wioseł załączanych do tratwy ratunkowej. Może jakimś cudem uda Ci się zmodyfikować kurs tak, by statek nie zatonął od razu, ale zderzenie i tak będzie potężne. Wojna propagandowa dotycząca zmian klimatycznych mnie przeraża, bo prawicowcy, którzy zaprzeczają ich istnieniu, są właśnie jak opisani przed chwilą narkomani, albo zombie w złym filmie klasy B. Przygnębia mnie, że tak wielu ludzi nadal im wierzy.

Głównym czynnikiem rozwoju jest postęp technologiczny, ale z drugiej strony pewne jego dzieła stoją u podstaw tego uzależnienia, o którym mówisz. Czy Twoim zdaniem współczesne problemy da się rozwiązać przez kolejny przełom technologiczny?

Nic nie rozwiąże naszych problemów i nic nie powstrzyma ludzi od tworzenia kolejnych. Ale możemy zmieniać swoje zachowania tak, by nowe ich formy nie były tak destrukcyjne, jak obecna sytuacja. Myślę, że narzędzia i technologie danej epoki są pewnego rodzaju przedłużeniem problemów, które ludzie akurat starają się pojąć i rozwiązać. Elektryczność, energia jądrowa, względność, fizyka kwantowa – to narzędzia właściwe ich epoce. Naszym podstawowym narzędziem, w gospodarce i informacyjnej, są dane. Musimy po prostu zrozumieć to na wszystkich możliwych płaszczyznach.

Jasne, dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Dj Spooky, Dj Spooky & Dave Lombardo w popupmusic