polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dirty Projectors Bitte Orca

Dirty Projectors
Bitte Orca

Po kilku płytach żonglowania pomysłami i konwencjami, nagranymi przez zespół o efemerycznej formule, stojący za Dirty Projectors Dave Longstreth wreszcie zgromadził grupę muzyków doskonale rezonujacą z jego talentami i wizją. W efekcie, napisany z myślą o tym zespole „Bitte Orca” to najbardziej dojrzały, wykrystalizowany i zarazem przystępny album w jego dorobku. Wokalne ekwilibrystyki Dave’a i polirytmiczne łamańce wreszcie nie są celem samym w sobie, ani też emanacją koncepcji tak hermetycznych, że praktycznie nieczytelnych, lecz podwaliną frapujących piosenek. Te, oparte na kontrastach i kontrapunktach, zarazem płyną na pięknych melodiach i okazują się bardzo naturalne. Doskonale rezonujące z falsetem Dave’a wokale Amber Coffman i Angel Deradoorian, wcześniej zawsze w opozycji do lidera, tutaj w dwóch wspaniałych utworach wysuwają się na pierwszy plan. Ani takiego oddania pola, ani takich utworów nie było do tej pory w katalogu grupy.

Longstreth chyba pogodził się z tym, że może do odbiorców mówić wprost, że nie musi uporczywie zniekształcać swego dzieła i udowadniać, że jego muzyką nie tak łatwo jest się cieszyć.

Równocześnie, Dirty Projectors nie idą na wstydliwe kompromisy, ani nie odrzucają swych największych atutów. Wręcz przeciwnie, kondensują je i umiejętnie jak nigdy dotąd scalają wątki od zawsze u nich obecne – prog-rockowe gitary, rytmy rodem z r’n’b, symfoniczne instrumentarium, charakterystyczne wokale. Jeszcze dwa lata temu na „Rise Above”, płycie desperackiej i fantastycznej, lecz polaryzującej odbiorców, czasami z tej palety wychodziły bohomazy. „Bitte Orca” jest wyraziste i ma intrygującą fakturę, wciągając od pierwszej do ostatniej sekundy swą niepowtarzalną formą i treścią. Nikt nie mówi tutaj, że Longstreth dokonuje przełomów w muzyce popularnej, ale ma swój pomysł na muzykę i wyszła mu jedna z najlepszych płyt sezonu.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Bjork w popupmusic