polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Lightning Bolt Earthly Delights

Lightning Bolt
Earthly Delights

W tym roku mija dziesięć lat od ich debiutu. Dekada to niemało. W tym czasie niejeden zespół może znaleźć się na szczycie i zaraz potem z hukiem dobić dna, może wybuchnąć i wygasnąć niejedna muzyczna rewolucja, może narodzić się i umrzeć cały nowy nurt. Może zdarzyć się wiele. Są jednak zespoły, które latami, nie bacząc na kalejdoskop mód i trendów, wytrwale i konsekwentnie trzymają się obranej przez siebie drogi. Do takich zalicza się duet z Providence, miasta Howarda Phillipsa Lovecrafta. Od początku działalności formację interesuje właściwie jedno – odpowiedź na pytanie: „Ile można wycisnąć z samej sekcji?”. Jak widać dużo – Brian Gibson i Brian Chippendale już po raz piąty próbują odpowiedzieć na to pytanie swoim albumem. Po czteroletniej przerwie wracają w niezmienionej, czyli wyśmienitej formie. Pełni niespożytej energii, którą przekuwają na pięćdziesiąt minut bezlitosnej dźwiękowej agresji. Dostajemy dokładnie to, do czego zespół nas przyzwyczaił: brutalny jazgot przesterowanego basu, rozjeżdżającego się w fale galopujących sprzężeń, spastyczne kawalkady bębnów i potępieńcze wrzaski. Wszystko to podane w stylu prosto, równo, do przodu, ale z math rockową precyzją i miejscem na zakręt rodem z free jazzu. Płyta płytą, ale LB to przede wszystkim fenomen koncertowy – to dzięki występom live grupa zyskała kultowy status (doskonale obrazuje to wydany kilka lat temu na DVD dokument o zespole - „Power Of Salad”). Ten materiał z pewnością pozwoli im go utrzymać – już są w trasie. Pozostaje tylko czekać aż ansambl zawita do naszego miasta.

 

[Michał Nierobisz]