polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Hudson Mohawke Butter

Hudson Mohawke
Butter

Ten album to niewątpliwie jeden z tych oczekiwanych. Modus operandi kolejnego złotego dziecka domorosłej produkcji. Rookie został dostrzeżony w zeszłym roku, kiedy prasa muzyczna na moment zainteresowała się kolektywem Lucky Me z Glasgow. W kilka miesięcy później nakładem Warp Szkot wydaje epkę „Polyfonic Dance”. Jej zawartość przywołuje na myśl dokonania Daedelusa, ale nosi też istotny rys oryginalności. Płytka ma doskonałe przyjęcie, a młody muzyk siłą rzeczy staje się nową nadzieją Warp. A nuż trafi się kolejny Aphex Twin? Albo Squarepusher? Tak, wszyscy jesteśmy głodni nowości. Wszyscy chcemy świeżej bryzy. Najświeższej. Czekamy na ten powiew. W końcu jest. Faktycznie. Hudson Mohawke może nie zostanie drugim Richardem D. Jamesem, ani nie diametralnie nie zmieni historii Warp Records, ale jego muzyka z pewnością ma w sobie coś wyjątkowego. Gdyby Autechre zdecydowało się na kooperację z Kieranem Hebdenem znanym jako Four Tet efekt mógłby być podobny. Przesterowane, zagęszczone rytmy, naiwna, idylliczna melodyka i rażąca, cukierkowata kolorystyka – to elementy, które określają twórczość Szkota; cechuje ją też funkowa sprężystość i momentami zmysłowość disco. Jego kompozycje są gęste i wielowarstwowe, w większości zbudowane na polirytmicznych ścieżkach bębnów – od masywnych, stalowych kickdrumów przed klekoczące werble po serie zgrzytów i zwarć - podbitych mrukliwą linią basu. W podobnych brzmieniach celuje Flying Lotus, maszczony przez niektórych jako sukcesor nieco już nudnawego Scotta Herrena – kwaskowatych, groteskowo wykoślawionych, z surrealistycznym touchem, momentami na granicy kiczu absolutnego. Artysta jednak zręcznie trzyma balans, umiejętnie ważąc proporcje. Podszywa kampowy róż szorstkim cyfrowym podbiciem. I tak z jednej strony coś gra, z drugiej zgrzyta. Aż miło.

 

[Michał Nierobisz ]