polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fleet Foxes Fleet Foxes

Fleet Foxes
Fleet Foxes

Robin Pecknold, wokalista grupy Fleet Foxes, stanowczo odżegnuje się od nurtu hipisowskiego i jego wpływu na muzykę grupy, choć brzmi i wygląda jak delikatnie zapuszczony spadkobierca kultury lat 60-tych. Oto istota funkcjonowania kwintetu z Emerald City – przekora a zarazem wiarygodność przekazu. Dźwięki generowane przez FF brzmią niezwykle świeżo a przecież poprzetykane są nićmi bogatej tradycji Beach Boys, Love czy Zombies. Nawet niezbyt wprawne ucho doszuka się także asocjacji z Animal Collective czy Grizzly Bear ale doprawdy nie w tym sęk. Muzyka dostarcza tak piorunujących emocji, że nie ma większego sensu skupianie się na banale odniesień i płyciźnie kontekstów.

Już zwiastująca album epka „Sun Giant” szybowała wysoko nad innymi freakfolkowymi produkcjami tego roku, rozbrajając na cząstki elementarne medytacyjnym, kunsztownym w formie „Mykonos”. Oczarowana otwieram bramy ogrodu, w którym folk przeplata się z płomiennym gospel, gdzie wirtuozeria wokalu wzlatuje ponad triumfującą moc instrumentów, gdzie nastrój kształtowany jest przez wszechpanujące retro.

Poranna, oczyszczająca pieśń odśpiewana początkowo a capella przez chór wyczekujących wschodu słońca wędrowców („Sun it rises”) przeradza się łagodnie w południe afirmacji życia, skąpanej w promiennej obecności tamburynu i zuchwałej soczystości truskawek(„White Winter Hymnal”).
Gitarowy lament dobiega od strony lasu, niesiony wiatrem, pachnący rozgrzaną ziemią („Tiger Mountain Peasent Song”); nabiera rozpędu dzięki swobodnym igraszkom klawiszy („He doesn’t know why”) i odnajduje schronienie w ocienionej, pokrytej harmonijnym żłobieniem, grocie („Blue Ridge Mountains”).

Album „Fleet Foxes” jest szkatułką muzycznych pereł, ukrytych w leśnej głuszy. Tu prawda bije z każdej zwrotki a wokal niespiesznie drapuje szlachetną tkaninę dźwięków. Krążek mógłby z powodzeniem stać się sztandarowym zbiorem hymnów współczesnej bohemy, kątem popijającej absynt. Noszę go przy sobie jak talizman i coraz częściej zaplatam warkocze...

[Dominika Kujawka]