polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
TUXEDOMOON  Vapour Trails

TUXEDOMOON
Vapour Trails

Co tu dużo mówić, to nie jest niestety najlepsza płyta w jakże bogatym i wielce ekscytującym dorobku tego awangardowego zespołu, założonego ponad 30 lat temu w San Fransisco. Po wielu latach hibernacji grupa powróciła w 2004 r. w swym klasycznym składzie udanym albumem "Cabin In the Sky". Wydawało się, że to dopiero początek nabierania wiatru w żagle. Niestety po tak bezbarwnej płycie jak "Vapour Trails" tamten album wydaje się być jedynie ich łabędzim śpiewem. Zresztą zapowiadał to już średnio udany "Bardo Hotel Soundtrack" sprzed 2 lat, który usprawiedliwić można jedynie faktem, iż ścieżki dźwiękowe do filmów rządzą się jednak swoimi prawami. Najnowsza płyta jest po prostu nudna, pozbawiona oryginalnych pomysłów i zapadających w pamięć melodii. Nie pomogło nagrywanie płyty w Atenach, będących od kilku lat bazą Blaine L. Reiningera i najbardziej chyba słyszalną inspiracją tego albumu. Eksperymenty? Brak. Eklektyzm? Co 5 sekund, ale taki, który po kilku utworach zaczyna męczyć. Bez jaj, bez dawnego nowofalowego mroku, bez powera, którym eksplodowali choćby podczas ubiegłorocznego koncertu we Wrocławiu. Nie wiem, może ten zespół powinien, jak Pixies, wydawać już tylko same płyty koncertowe? Krótko mówiąc spore rozczarowanie.

[Marcin Jaśkowiak]