polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
JACEK LACHOWICZ Za morzami

JACEK LACHOWICZ
Za morzami

Debiut Jacka Lachowicza nie był zbyt udany. Na jego pierwszej płycie, owszem znalazło się kilka ciekawych utworów, jednak brzmiał ona dość chaotycznie, niczym zbiór różnych, nie do końca dopracowanych piosenek. Artysta po odejściu ze Ścianki próbował przetwarzać muzycznie swoje pomysły, pracował też przy ścieżce dźwiękowej do filmu "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego, ale jego solowe dokonania nie porywały, aranżacje często nie były zbyt wnikliwie dopracowane i całość gdzieś się gubiła. Dlatego z pewnymi obawami sięgnąłem po jego tegoroczne wydawnictwo "Za morzami". Płyta zaczyna się dość nierówno, zastanawiam się czy początkowe niezgranie rytmu z wokalem jest zamierzone, a jeśli tak to jaki jest tego cel? Później utwór się rozwija, ciekawy jest numer drugi, który przywołuje mi odrobinę ducha Ścianki i staje się być zdecydowanie bardziej psychodeliczny.

I właściwie po nim zawartość płyty zaczyna się sypać. Niby całość tworzy swego rodzaju koncept - poprzez efektowne połączenia utworów - jednak po kolejnych kawałkach po prostu słychać, że zostały nagrane jako swego rodzaju luźny zbiór piosenek. Jak opowiadał muzyk w jednym z wywiadów, niektóre z nich powstały za czasów "Dni wiatru" Ścianki, więc trochę szkoda, że nie przemyślano bardziej ich całościowego współgrania. Na ich tle wyróżnia się "Kochanie" z groovem i bitem imitującm uderzanie sztućcami, a partia smyczkowa moim zdaniem czyni ten kawałek jednym z ciekawszych na całej płycie. Potem po drodze jest piosenka "Płyń" zaśpiewana wspólnie z Anią Dąbrowską, aż płyta dochodzi do utworu tytułowego. Ponad dziesięć minut - początkowo spokojnej muzyki, która w końcówce przyspiesza - przywołuje mi skojarzenia z kawałkiem "Miasta i Nieba" z płyty Ścianki "Białe Wakacje". I co najważniejsze - nie ma tu niepotrzebnych przedłużeń, a całość nie nuży i brzmi ciekawie wprowadzając w swój raczej miarowy, lecz odrobinę psychodeliczny klimat, co czyni finał najbardziej dopracowaną i spójną częścią płyty.

Szkoda, że tylko tyle, gdyż można sądzić, że mając tyle czasu Lachowicz mógł lepiej dopieścić tę muzykę. Tymczasem brzmi ona bardziej jak przegląd koncepcji z różnych etapów działalności, niż zaplanowana koncepcja, która nabiera sensownego kształtu. Lachowicz ma mnóstwo pomysłów - to pewne - na dodatek niezwykle ciekawych, jednak nie zawsze potrafi je właściwie przedstawić. A szkoda, bo po takim muzyku można spodziewać się znacznie więcej.

[Jakub Knera]