polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Daimonion wywiad z Marcinem Gliszczyńskim

Daimonion
wywiad z Marcinem Gliszczyńskim

Daimonion - mam z tym zespołem same miłe wspomnienia. Byli jedną z najlepszych formacji, grających na kilku edycjach "Castle Party". Wydawali własnym sumptem nagrania, których jakość była ponadprzeciętna. W tym roku ukazała się wreszcie ich debiutancka płyta, zamykająca pewien muzyczny rozdział. O trudnych wyborach, twórczej niezależności i efektywnej promocji rozmawiałem z Marcinem Gliszczyńskim (gitara).

Jakie to uczucie mieć przed sobą debiutancki album, oficjalnie wydany po 13. latach działalności zespołu?

Przede wszystkim uczucie ulgi. Pierwszy raz ulżyło nam, gdy zarejestrowaliśmy ten materiał, a wydanie go spowodowało, że w końcu poczuliśmy się prawdziwym zespołem. Wreszcie rozliczyliśmy się z pewną częścią naszej twórczości, z pewnym okresem życia i teraz możemy przystępować do dalszej pracy z poczuciem, że zaczynamy jakby na nowo, bez obciążeń. Myślę, że bez tego debiutu zespół nie powróciłby do działalności. Już wcześniej powodowało to poważne przerwy w naszym działaniu. Mamy nadzieję, że trzynastka w naszym wypadku nie będzie pechowa.

Jaki jest odzew na "Daimonion"? Czy udaje Wam się pozyskać zupełnie nowych słuchaczy?

Generalnie dominują pozytywne opinie. Pewnie dlatego, że tymi negatywnymi ludzie nie chcą nas zasmucać. Recenzje, które ukazały się dotychczas (alternativepop.pl, gothic.pl, niezal.org, artrock.pl) oceniają album bardzo dobrze, co nas niezmiernie cieszy, ponieważ jako twórcy mieliśmy spore obawy co do tego, jak zareagują odbiorcy. Również słuchacze, którzy zechcieli się z nami podzielić swymi opiniami mówią, że nie żałują kupna płyty. Na pewno wiele z nich to starzy i wierni fani, którzy czekali na to wydawnictwo z większą lub mniejszą nadzieją. Ale jest też odzew od ludzi, którzy nie znali nas wcześniej, a teraz zetknęli się z naszą muzyką, który daje nam nadzieję, że liczba fanów mogła wzrosnąć.

Czy planujecie jakieś koncerty w najbliższym czasie w związku z promocją albumu?

Oczywiście zaplanowane są również koncerty. Pierwszy z nich tradycyjnie w naszym mieście - 23 września w pubie Rock'n'Roll, 9 listopada zagramy w Poznaniu w klubie Piwnica 21, a w Sylwestra będziemy grali w klubie No Mercy w Warszawie. Będą też inne, ale jeszcze nie znamy terminów. Oczywiście, gdyby ktoś był zainteresowany zorganizowaniem naszego występu, to prosimy o kontakt. Szukamy również przyzwoitego managementu, żebyśmy nie musieli wszystkiego załatwiać sami.

Wydawcą "Daimonion" jest młoda polska wytwórnia Love Industry. Jakie czynniki zdecydowały o wyborze tej firmy? Czy od wydania własnym sumptem CD-R "Daimonion" (2001) mieliście inne propozycje współpracy wydawniczej?

Wszystkim pokierował oczywiście, jak zwykle w takich wypadkach, zbieg okoliczności. Gdy w roku 2006 zadecydowaliśmy o reaktywacji zespołu naszym priorytetem stało się jak najszybsze wydanie płyty. I już mieliśmy wszystkim zająć się sami gdy okazało się, że w Łodzi powstaje Fabryka Miłości, z inicjatywy ludzi, których znamy od dawna i mamy do nich zaufanie. Spodobała nam się idea, jaką chcieli oni wcielić w życie, czyli promocja muzyki niezależnej, której nie chcą wielkie wytwórnie i nie chcą grać komercyjne rozgłośnie radiowe. Dogadaliśmy się i udało się wydać płytę. Od 2001 roku nie przebieraliśmy w propozycjach, ponieważ tak naprawdę zespół w 2002 przestał istnieć. Nie szukaliśmy wydawcy, chociaż czasem ktoś odzywał się do nas w sprawie ewentualnej współpracy.

Jaki był powód braku oficjalnego wydawnictwa po świetnie przecież przyjmowanych koncertach, które graliście w drugiej połowie lat 90. (choćby z Love Like Blood). Wtedy był dobry okres dla mrocznego rocka. Wypłynęły wtedy choćby Moonlight, Sirrah, Artrosis. Czy zabrakło zdecydowanych decyzji organizacyjnych czy też propozycje firm wydawniczych były nie do zaakceptowania?

Byliśmy wybrednymi perfekcjonistami, niezadowolonymi zarówno z własnych umiejętności, jak i propozycji wydawców. Kilka razy w tamtym okresie "lis witał się z gąską", ale w ostatecznym rozrachunku okazywało się, że coś mogłoby być lepiej. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. W sumie nie żałujemy, że wtedy się nie zdecydowaliśmy. Teraz mamy większą świadomość. Wypracowaliśmy sobie brzmienie, a nasze zaplecze pozwala nam być niezależnymi pod wieloma względami. Przede wszystkim jesteśmy teraz w stanie samodzielnie rejestrować nagrania, co jest dla nas bardzo istotne. Możemy zatem więcej czasu spędzać twórczo w studio. Uważamy, że dobry okres dla mrocznego rocka dopiero nadchodzi.

Graliście pięć razy na "Castle Party". Właściwie można napisać, iż muzycznie współtworzyliście ten festiwal. Jak porównałbyś te festiwale i Wasze występy z koncertami granymi na wiedeńskim "Dark Nation Day"?

Trudne pytanie. Ciężko jest nam samym porównać nasze własne występy. Nigdy nie słyszeliśmy Daimonion na żywo. "Castle Party" to zawsze była swojska atmosfera, wielu starych i nowych znajomych, znakomity klimat zamku, pasujący do mrocznych dźwięków, które na tych festiwalach dominowały. Natomiast na "Dark Nation Day" graliśmy dla ludzi, którzy pierwszy raz widzieli nas na oczy, pierwszy raz słyszeli naszą muzykę i prawie nikt nie rozumiał co śpiewamy, ponieważ większość naszych utworów jest w języku polskim. Było dużo trudniej, ale rekompensował to profesjonalizm organizatorów. Strona techniczna tego festiwalu uzmysłowiła nam, że w Polsce jest jeszcze sporo do zrobienia na tym polu. Słyszalność na scenie, nagłośnienie, światła i nastawienie na stworzenie jak najlepszych warunków dla zespołu zarówno na scenie jak i poza nią, zdecydowały o tym, że podczas drugiej edycji DND zagraliśmy prawdopodobnie dotychczas swój najlepszy koncert.

Cover Eurythmics "Here Comes The Rain" to sztandarowy utwór Daimonion, z którym właśnie wiele osób kojarzy Wasz zespół. Kto wpadł na pomysł, aby przerobić akurat ten utwór i czy w przyszłości możemy spodziewać się równie udanego, jakiegoś innego coveru?

Kto wpadł na ten pomysł? Prawdopodobnie wokalista, ale nie jestem tego do końca pewien. Pomyśleliśmy, że fajnie byłoby zagrać cover utworu, który nie leży zbytnio w naszej stylistyce. Eurythmics to dużo elektroniki, automat perkusyjny, a my mamy żywą perkusję oraz same gitary. Wyszło fajnie. Nie wiem czy stworzymy kiedyś jakiś inny udany cover, tego się nie da zaplanować. Może kiedyś.

Jakie są wymierne skutki udziału na składankach typu "In Goth We Trust" czy "Castle Party 2001"?

Mamy nadzieję, że składanki te dotarły do ludzi, którzy dzięki nim zauważyli zespół i zainteresowali się naszą muzyką. Myślę, że udział w składankach ma duży wydźwięk promocyjny kiedy marka zespołu nie jest jeszcze dobrze znana. Poza tym definiuje to również scenę, na której porusza się zespół, co ułatwia słuchaczom klasyfikację. Wydaje mi się, że warto byłoby pomyśleć o wydawaniu kompilacji międzygatunkowych, dla poszukiwaczy interesującej muzyki bez względu na etykietę.

Czy przybliżając osobie, która nie słyszała do tej pory Waszej muzyki, użyłbyś słów: rock, rock alternatywny, rock gotycki, cold rock, dark rock...?

Czyli jednak etykietujemy (śmiech). Pewnie metodą kolejnych przybliżeń: rock > rock alternatywny > rock gotycki, ale tylko w elementach, albo tak jak zwykle mówimy - rock atmosferyczny. Ostatnio spotkaliśmy się z określeniem "shoegaze". Tak naszą muzykę określili muzycy z zespołu Vixo, po przesłuchaniu fragmentów demo nowego materiału. Ogólnie jednak, jak pewnie prawie każdy, nie czujemy się zbyt dobrze w szufladzie.

Jak myślisz, z jakim zespołem dziś najlepiej czulibyście się na trasie koncertowej po Polsce?

Nie ma jednego takiego zespołu, z którym najlepiej czulibyśmy się na trasie. Hmm, Pink Floyd ani U2 raczej nie będą chcieli pojeździć z nami po polskich klubach. A tak poważnie, to dobrze czuliśmy się grając z zespołem Closterkeller Być może fajnie byłoby zagrać kilka koncertów z zespołem Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach. Chętnie zagralibyśmy z Miguel and the Living Dead i pewnie jeszcze z kilkoma innymi. Dodam tylko, że nie musiałby to być zespół stuprocentowo dopasowany do nas stylistycznie.

Na ile strona internetowa oraz społecznościowa (MySpace) są pomocne w promocji zespołu?

To bardzo pomocne narzędzia. W szczególności serwis MySpace, którego rola w propagowaniu muzyki jest nie do przecenienia, przede wszystkim ze względu na możliwość bezpośredniego dotarcia do słuchaczy. Nie ma znaczenia to, jakim zespół dysponuje budżetem na promocję. I tak ma szansę zaprezentowania się słuchaczom. Jeśli przekona do siebie zwykłych ludzi, a niekoniecznie biznesmenów w wytwórni, to zyska popularność. Poza tym internet to miejsce, gdzie można spotkać wiele osób, które są w stanie pomóc zespołowi zorganizować koncert, zaprojektować okładkę, czy też zagrać w radio. Sami poznaliśmy kilka osób, które pomagają nam w promocji zespołu za granicą. Znajomy DJ w Hiszpanii polecił nam osobę, która pracuje nad nowym designem naszej strony. Znaleźliśmy agencję koncertową, która może zorganizować nam mini trasę po Niemczech. Odnalazł nas wierny fan z Włoch, który widział nasz koncert w Bolkowie w 1996 roku i teraz pomaga nam w radiowej promocji zespołu w swoim kraju. A pewna "LA Woman" pisze dla nas angielskie teksty na nową płytę. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Jako zespół uważamy, że ludzie z nurtu niezależnego powinni się wzajemnie wspierać, bo wspólne działania umacniają. Mając do dyspozycji takie potężne medium, jak internet, naprawdę można wiele zdziałać. Miedzy innymi dlatego nasi patroni medialni to właśnie portale internetowe (Gothic.pl, Darkplanet.pl, Alternativepop.pl, Radio Ławeczka, Fabryka Zespołów oraz Puls Miasta).

Czy uważasz, iż tradycyjne formy promocji (reklama prasowa, teksty o grupie w media drukowanych) są dziś mało skuteczne?

Co do tradycyjnych form promocji, to wydaje mi się, że jeszcze nie można ich skreślać. Nadal stanowią ważny element promocji i tworzenia wizerunku grupy. Internet stanowi znakomite uzupełnienie, ale prasa, radio i - daj Boże - telewizja to nadal sprawdzone i skuteczne kanały promocyjne. Trudniej się tylko w nich znaleźć bez dużych pieniędzy, nad czym należałoby ubolewać. Miejmy nadzieję, że wkrótce wszyscy miłośnicy muzyki będą mieli profile na MySpace i życie będzie dużo łatwiejsze. A w przyszłości być może zespoły będą nawet wirtualnie koncertować, co szczerze mówiąc nie bardzo by mi się podobało.

Czym jest dla Was zespół? Odskocznią od rzeczywistości, możliwością twórczego spełnienia czy próbą stworzenia muzyki jak najbardziej oryginalnej?

Nasz powrót do grania w zespole Daimonion, a w szczególności niedawny powrót do naszego starego składu, w którym powstał album "Daimonion" uzmysłowił nam, że zespół jest dla nas raczej rzeczywistością niż odskocznią od niej, bo bez grania każdemu z nas trudno znaleźć radość z życia. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że nie wyobrażamy sobie rezygnacji z muzyki. Na pewno wspólne tworzenie daje nam spełnienie. Natomiast silenie się na oryginalność jest dla nas równie sztuczne jak bezmyślne naśladownictwo. Nie żyjemy w próżni, mamy post-modernistyczną świadomość, że w naszej muzyce odbija się echo naszych inspiracji, muzyki której słuchamy, ale przefiltrowane przez nasze osobowości daje w efekcie zupełnie nową jakość, którą nazywamy Daimonion. Uważamy to za naturalny proces, takie artystyczne kontinuum, jak przekazywanie wiedzy między kolejnymi pokoleniami. Muzyka jest jedna, a każdy może coś do niej dodać. Mamy nadzieję, że w przyszłości znajdą się zespoły, które w swojej muzyce będą zawierać pierwiastek naszej. To byłby dla nas wielki sukces.

Album "Daimonion" zawiera stare utwory w nowych szatach produkcyjnych. Czy powstaje już zupełnie nowy materiał? A jeśli tak, to jak porównałbyś to, co tworzycie aktualnie, do tego co jest zawarte na "Daimonion"?

Oczywiście powstaje. Przystąpiliśmy do tworzenia z dużym zapałem. Obecnie pracujemy równolegle nad około dwudziestoma utworami, które aranżujemy i przygotowujemy do rejestracji. Kilka z nich powstało jeszcze przed zawieszeniem działalności i bywały grane na żywo. Pozostałe to nowe pomysły. Muzyka jest oczywiście nieco inna, wydaje się nam, że bardziej dojrzała, bardziej nasza i bardziej działająca na wyobraźnię. Ale to tylko nasza opinia. Ocenę słuchaczy poznamy po wydaniu płyty. Chociaż niektóre nowe utwory będziemy testować podczas koncertów już w tym roku.

[Marc!n Ratyński]