polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Olo Walicki Kaszebe

Olo Walicki
Kaszebe

Może i największym zmartwieniem etnografów i animatorów tradycyjnej kultury jest jej archaiczny charakter, pustka w obszarze współczesnego tworzenia. Nieoceniony dla zmapowania i zachowania polskiej muzyki ludowej Andrzej Bieńkowski wskazywał, że gdyby autor weselnego oberka otrzymywał za niego tantiemy, pewnie byłby jednym z zamożniejszych kompozytorów w Polsce. Albo raczej jego prawnuki, gdyż stworzony w dziewiętnastym wieku oberek do dziś konkurencji nie znalazł. Podobnie wzorów haftu łowickiego wymyślonych w XXI wieku zapewne nie ma i może już nie powstaną. Skansenowość, albo w najlepszym wypadku archiwalność, sztuki tradycyjnej, ludowej, siłą rzeczy determinują jej postrzeganie współczesne, perspektywy na przyszłość oraz autentyczność i atrakcyjność dla spadkobierców tradycji. W rezultacie, slogan "roots looking forward" w znacznej mierze oznacza zestawienie kontrapunktowe różnych w odbiorze epok, ich wytworów oraz proponowanych estetyk.

Choćby z tego powodu najnowszy projekt Ola Walickiego, nazwany wymownie i po prostu "Kaszebe", jawi się jako fenomen unikatowy w skali polskiej, a może i światowej, choć bynajmniej nie jest projektem folkowym per se. Ten zamieszkujący Wdzydze Kiszewskie basista, mający na koncie udział w wielu jazzowych i nie tylko płytach, dotychczas od strony autorskiej najlepiej znany był dzięki nagranemu wspólnie z Leszkiem Możdżerem projektu "Metalla Pretiosa". "Kaszebe" ma wszelkie predyspozycje, by to zmienić, gdyż wraz ze swoim septetem Walicki stworzył muzykę, która nie jest ani reinterpretacją kaszubskiej tradycji, ani osadzaniem jej owoców w nowym kontekście, lecz uważną, porywającą i absolutnie współczesną kreacją. Na zespół stojący za tym wyczynem składają się oczywiście sam sprawca zamieszania, grający na kontrabasie, gitarze akustycznej i klawiszach, gitarzysta Piotr Pawlak (swego czasu Łoskot czy Kury), grający na co dzień w Pink Freud Kuba Staruszkiewicz, Cezary Paciorek, który oprócz akordeonu obsługuje tutaj również hammondy i last, but not least, Damroka Kwidzińska, poetka, której autorstwa są teksty "Kaszebe", w części recytowane przez nią samą, w znakomitej większości zaśpiewane jednak przez Karolinę Amirian i Marię Namysłowską.

Właściwie już tylko wykorzystanie na "Kaszebe" otwartych, wyimprowizowanych jazzowych form w ramach frapujących w swej piosenkowości kompozycji, zasługuje na olbrzymie uznanie, podobnie jak nowoczesne podejście do jazzowego brzmienia i zwiewne łączenie akustycznego instrumentarium z elektrycznym posmakiem godnym Chicago - metoda niby spotykana, ale rzadko realizowana z takim smakiem jak tutaj. Na "Kaszebe" nakładają się bowiem na siebie, ostatecznie, dwie perspektywy grania - wciągająca dramaturgia całości, niemal teatralny charakter narracji tej opowieści z Kaszub, z iskrzącym w detalach i interakcjach wnętrzem utworów - urzekających, wciągających, a równocześnie zaskakujących zwrotami i buzującymi pod powierzchnią. Tworzą tym samym unikatowe połączenie jazzowej otwartości i popowej chwytliwości utworów, w czym równa zasługa i instrumentalistów, i wspaniale rezonujących ze sobą wokalistek.

Kluczowa jest jednak jakaś symbioza tych dwóch miejsc na Ziemi, jednego w geograficznej, drugiego w artystycznej przestrzeni. Oryginalne brzmienie i piękna melodyka, notabene praktycznie niezrozumiałego dla osoby postronnej, języka kaszubskiego, w którym zaśpiewane są składające się na album wiersze, nadają tej muzyce ostatecznego unikatowego wyrazu, jak w soczewce skupiają potencjał i piękno tkwiące w wyważeniu między popową przystępnością a jazzową finezją, między podniosłością i intymnością zarówno tekstów, jak i kompletnych kompozycji. W tak równym i przemyślanym albumie jak "Kaszebe" wyróżnianie poszczególnych utworów jest bezcelowe (choć niżej podpisany cierpi na uzależnienie od kompozycji Przëchôdóm do Ce), ale trzeba podkreślić, że do ostatecznej koncentracji zmusza Te Dwa - jedyny utwór po polsku, gdzie słyszymy zarejestrowany w roku siedemdziesiątym drugim głos Róży Ostrowskiej, poetki, pisarki i kierownika literackiego gdańskiego Teatru Wybrzeże, osoby zafascynowanej Kaszubami. Przywołanie jej jest wymowne dla tego niezwykłego projektu, anty-skansenowego poprzez afirmację inspiracji miejscem i tradycją, w które jej twórcy są zakorzenieni, by podążać do przodu i tworzyć tu i teraz - w tym roku dwutysięcznym siódmym.

"Kaszebe" jest albumem pięknym i wciągającym, tak pięknym, że należy go postrzegać i doceniać nie poprzez kontrast z dominujących uskansenowieniem kultury tradycyjnej, lecz dla jego wartości samej w sobie. Choć nie sposób wyobrazić sobie tej płyty w oderwaniu od kaszubskiego kontekstu, to jednak ważne jest, jak to tło i inspiracja doprowadziły do stworzenia muzyki nowoczesnej i wrażliwej, bezapelacyjnie pretendującej do miana albumu roku - bynajmniej nie tylko na Kaszubach.

[Piotr Lewandowski]