polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
WILLIAM BASINSKI The garden of brokenness

WILLIAM BASINSKI
The garden of brokenness

Czy za pomocą kilku dźwięków można wyrazić całą przebogatą gamę ludzkich uczuć? Wydaje się, że jednym z wiodących trendów w muzyce dwudziestego wieku była próba zredukowania rozbudowanych kompozycji, pełnych różnorodnych instrumentów aż do stanu, w którym prostota formy i skromność środków wyrazu, będzie najpełniej odzwierciedlać emocje. W myśl tego postulatu w najlepsze rozwijała się twórczość minimalistów, mających wielki wpływ na rozwój współczesnej muzyki. Tym samym śladem podążają twórcy tacy jak William Basinski, którzy umiejętnie łącząc żywe instrumenty z możliwościami, jakie niesie współczesna technika, malują ambientowe pejzaże, pełne zadumy i spokoju. Nie inaczej jest na najnowszej płycie Basinskiego. Tworzywo, z której została utkana, zostało stworzone już pod koniec lat siedemdziesiątych. Wtedy to, w wyniku eksperymentów z fortepianem i magnetofonowymi pętlami, powstał materiał, który wypełnia The garden of brokenness. Na niemalże pięćdziesiąt minut muzyki składają się zaledwie dwa akordy, siedem zapętlonych dźwięków fortepianu. Niekiedy brzmią one mocniej, kiedy indziej drgają niepewnie, jakby miały rozwiać się w niepamięć. Z czasem pojawia się echo, pętle nakładają się na siebie, tworząc jeden, długi spokojny dźwięk. Gdzieś w tle słychać niepokojący szum, mroczny pomruk, który usiłuje zdominować fortepian. Co kilka minut wszystko odpływa, zastąpione przez długie sekundy ciszy, by w końcu znów powrócić do znanego akordu. Dźwięki mechanicznie, powoli oscylują pomiędzy bytem a nicością. Nie jest to zwykły ambientowy kolaż, który może nieinwazyjnie sączyć się jako muzyka tła. Te fortepianowe pętle niosą ze sobą wielki ładunek emocji, pewnej mieszanki spokoju i niepokoju, melancholii, która każe zwolnić, spojrzeć w głąb siebie. Skłaniają one do medytacji, lecz takiej, która nie przyniesie odpoczynku. Przebija przez nie nieucieleśniony smutek, który sprawia, iż każdy dźwięk, każda z niezliczonych pętli zdaje się mieć swoje znaczenie. Pejzaż Basinskiego wydaje się być pewnego rodzaju lustrem, które odbija to, co sami w nie włożymy. Możemy zatem przejść wobec niego obojętnie, widząc tylko proste siedem dźwięków. Jednakże zagłębienie się w nie może przynieść o wiele więcej.

[Aleksander Kobyłka]