polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
IN FLAMES Come Clarity

IN FLAMES
Come Clarity

"Come Clarity" to niezbity dowód na to, że In Flames nadal rozwija swój styl. Dekadę temu wypłynęli poza Skandynawię świetnym albumem "The Jester Race", a teraz powracają z kolejnym znaczącym krążkiem w swojej dość obfitej dyskografii. Już na dwóch poprzednich płytach - odpowiednio "Reroute To Remain" i "Soundtrack To Your Escape" - było słychać ogromny potencjał, a muzyka nabrała przestrzeni, stała się bardziej wyrazista i przemyślana. Nowy album to kontynuacja tej drogi, bez wątpienia wnosząca wiele świeżości i wręcz przebojowości. W takim "Dead End" czy utworze tytułowym aż kipi od perfekcyjnego dozowania melodyjności, a partie wokalne zmieniają się jak w kalejdoskopie. Początek to jednak cios pomiędzy oczy w postaci "Take This Life" i "Leeches". Gitary brzmiące jak żylety, świetne partie solowe, motoryka jakiej pozazdrościć może wielu. Cały album to zgrabne połączenie doskonale nagranych partii gitar, lekkości sekcji rytmicznej i histeryczno-melodyjnych wokali Andersa Fridena. Co ważne słychać, że In Flames z płyty na płytę ciągle wyznacza sobie kolejne cele, co więcej, realizuje je. To grupa ludzi, którzy wiedzą czego chcą i na bazie muzyki metalowej tworzą swoją wizję. Od technicznych fajerwerków, poprzez kompozycyjno-aranżacyjną swobodę, aż do kreowania swojego sceniczno-medialnego wizerunku. In Flames ma cele, wie co chce osiągnąć, a "Come Clarity" jest jednym z najlepszych albumów w ich dyskografii. Jak wypadają w świetle scenicznych reflektorów, można będzie przekonać się już w połowie kwietnia, kiedy to po raz pierwszy grupa wystąpi w Polsce.

[Marc!n Ratyński]