polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Coldcut wywiad z Jonathanem Moore

Coldcut
wywiad z Jonathanem Moore

Z okazji premiery nowego albumu Coldcut "Sound Mirrors", Ninja Tune zorganizowała wśród artystów ankietę: "co oznacza dla mnie Coldcut". Niech zachętą do lektury wywiadu z Jonathan'em Moore będzie wypowiedź Laurent'a Garnier: "najlepsze określenie Coldcut powstało już dawno temu, gdy ktoś określił ich płytę jako "wyprzedzającą swoją epokę". Coldcut zawsze wyprzedzali swoją epokę muzycznie, artystycznie i wizualnie, a poza tym prowadzą najlepszą wytwórnię płytową w historii muzyki. Coldcut jest tym, co potrzebujemy obecnie bardziej niż kiedykolwiek - ludźmi gotowymi na ryzyko, posiadającymi wizję i nieskażonych tym obrzydliwym komercyjnym biznesem muzycznym." Nawet jeżeli jest w tym nieco przesady, roli Coldcut i Ninja Tune dla współczesnej muzyki nie sposób przecenić. Panowie Moore i Black powracają więc po długiej przerwie porywającą płytą "Sound Mirrors".

Nowa płyta Coldcut ukazuje się po dość długiej przerwie wydawniczej, w czasie której zaangażowani byliście w wiele projektów, głównie audio-wizualnych. Jak opisałbyś relacje między "Sound Mirrors" a tymi projektami?

Są one dość blisko powiązane, wszystko co robimy jest projektem multimedialnym i wpasowuje się w całą naszą pracę, dlatego album jest pewnego rodzaju zbiorem doświadczeń z ostatnich lat. Przykładowo, muzyka z projektu dla BBC, z przypadkowych raczej fragmentów przeistoczyła się w utwór Sound Mirrors, który później dał tytuł całej płycie. Utwór Mr. Nichols z Saul'em Williams'em powstał w następstwie naszych kontaktów przy okazji remiksu jego utworu Not In Our Name, tak więc nowa płyta naprawdę czerpie z różnych źródeł i zbiera nasze doświadczenia z ostatnich lat.

Moim zdaniem "Sound Mirrors" to najbardziej piosenkowa płyta w waszej karierze, czy zgodzisz się z taką opinią?

Bardzo mnie ona cieszy, gdyż właśnie taki album chcieliśmy w pełni świadomie nagrać. Wydaje mi się, że "Let Us Play", które jest generalnie uznawane za nasz poprzedni album, to bardzo szalona, eksperymentalna płyta, nagrana gdy byliśmy mocno zafascynowani dostępnymi nam gadżetami, sprzętem i zabawą nimi. Dlatego tamta muzyka rozbiega się w przeróżne strony. Później, po wydaniu płyty graliśmy sporo na żywo, co przyczyniło się do skonkretyzowania wizji naszej muzyki. Poza tym technologia poszła do przodu tak bardzo, że obecnie naprawdę ułatwia kreatywność i nadanie kształtu pomysłom - kiedyś zdarzało się spędzić trzy dni nad bitem, który teraz można zrobić w dwie minuty. Sądzę, że staliśmy się bardziej dojrzali i mam nadzieję, że jest to odczuwalne na "Sound Mirrors".

Pamiętam, że gdy rozmawiałem kiedyś z Hexstatic, stwierdzili oni, że dopiero teraz technologia umożliwia realizację pomysłów, które chodziły im po głowie od kilkunastu lat, szczególnie jeżeli chodzi o wizualizacje.

Dokładnie tak, z nami jest podobnie, przecież stworzyliśmy Vjamm, którego nowa wersja demo wychodzi wraz z naszą płytą, niestety na razie jedynie w wersji na PC. W każdym razie, Matt i ja zaprojektowaliśmy Vjamm właśnie dlatego, że nie brakowało sprzętu umożliwiającego wizualizacje, które nam się marzyły. DVDJ Pioneer'a, pozwalający na skreczowanie płytami DVD, też jest krokiem do przodu. Długa droga za nami i z pomocą świetnego już dziś oprogramowania możemy robić muzykę i obraz tak jak chcemy, ale nadal czasami ograniczenia sprzętowe są frustrujące. Niemniej jednak, obecnie nie trzeba się martwić techniką, lecz raczej treścią.

Właśnie, waszej muzyce zawsze pierwszoplanowy był przekaz, a na "Sound Mirrors" pojawia się wielu różnych wokalistów. Jaki był wasz wpływ na treść poszczególnych utworów?

Każdy przypadek jest nieco inny. Przykładowo, Mr Nichols początkowo był czysto instrumentalną kompozycją, którą wysłaliśmy Saul'owi Williams'owi nie mając zielonego pojęcia, jaki tekst możemy otrzymać. Wiesz, stworzyliśmy muzyczny pejzaż i dopełnił go zainspirowany nim tekst. This Island Earth to przykład kolaboracji, napisaliśmy tekst wspólnie z Mpho Skeef, z którą zetknęliśmy się przy okazji zupełnie innej płyty. Everything Is Under Control - tytuł wywodzi się z książki Roberta Wilsona, sami napisaliśmy trochę tekstu, następnie z John'em Spencer'em omówiliśmy główną myśl utworu, jaką jest wszechobecny spisek i kontrola, później pojawił się Mike Ladd... Wydaje mi się, że praktycznie przy każdym utworze jakoś współpracowaliśmy z wokalistami, czy to wskazując temat, czy wychodząc od mogącego zainspirować wokalnego sampla, a czasem w zupełnie przypadkowy sposób. Man In the Garage to przykład takiego nieprzewidywalnego zdarzenia - utwór początkowo miał nazywać się Garage Funk i zainspirowany był sztuką, w której pojawił się motyw chłopaka dzwoniącego do dziewczyny z garażowego klubu nocnego, w każdym razie opracowaliśmy pewien motyw muzyczny z tej sztuki. Gdy wysłaliśmy muzykę wokaliście John'owi Matthias'owi, przypomniało mu to jego dość straszne doświadczenie - idąc do pracy odebrał dzwoniący w budce telefon od nieznajomej kobiety proszącej o pomoc i nic nie mógł zrobić - i o tym właśnie traktuje tekst.

Czy pisaliście muzykę z myślą o konkretnych wykonawcach?

Czasami po prostu nagrywa się bit i później zastanawia, co z nim dalej zrobić. Gdy chcieliśmy nagrać Walk a Mile, który jest jedynym kowerem na płycie, zaczęliśmy od prawie rockowej wersji w wykonaniu pewnego młodego wokalisty, mojego znajomego, ale nie podobała nam się ona i po kilku emisjach w radio postanowiliśmy ją zdjąć i nagrać ponownie. Powstała więc prawie house'owa wersja, której jednak coś brakowało i gdy pewnego razu Robert Owen był w Londynie, przez znajomych trafił do nas, a potem okazało się, że idealnie pasuje do tego utworu, czego nikt wcześniej nie planował.

Czy na "Sound Mirrors" używacie jedynie sampli, czy nagrywaliście żywe instrumenty?

Mamy to, co najlepsze z obu metod i nazywamy to stuprocentowo realnymi samplami. Na płycie usłyszysz mnóstwo żywych instrumentów, choćby w tytułowym utworze na kontrabasie gra Phil France z Cinematic Orchestra, lecz później nagranie zostało pocięte i przetworzone w studio. Kolejny przykład to japońskie instrumenty użyte przez nas jako część rytmu. Żywe brzmienia pojawiają się więc w postaci drobnych, zmanipulowanych partii, a właściwie każdy utwór zawiera w sobie sample - sample płyt, sample naszego autorstwa czy jeszcze inne, jak klaskanie dłoni na Walk a Mile.

Czy na żywo będziecie występowali z innymi muzykami, czy tylko jako didżejski duet?

Kilka dni temu graliśmy w Japonii nowy materiał i główną ideą było przetworzenie, zremiksowanie albumu przez mnie i Matta za pomocą komputerów, skreczy, wizualizacji, ale przyłączyli się do nas Mike Ladd i John Spencer oraz Mpho Skeef. Jeżeli nadarzy się okazja, będą nam towarzyszyć różni artyści goszczący na płycie, ale generalnie będziemy grali we dwójkę, nadal jednak mając ich przy sobie, bo zawsze możemy ich wyciągnąć z sampli, zreinterpretować, pociąć dzięki adapterom. Nasze koncerty są połączeniem setów i muzyki granej na żywo, ale najlepszym określeniem jest "live cinema".

Trasa promująca "Sound Mirrors" przyniesie zatem specjalny program audio-wizualny?

Tak, obecnie nad nim pracujemy i w następstwie trasy, prawdopodobnie pod koniec przyszłego roku, chcemy wypuścić DVD, na którym znajdą się wszystkie filmy, wizualizacje, materiały z trasy etc. Wydajemy więc najpierw muzykę, a później chcemy na trasie dopracować obrazy z nią związane. Dlatego przyszły rok zapowiada się bardzo ekscytująco.

Zawsze wyróżnialiście się jako didżeje przywiązujący olbrzymią wagę do treści, politycznego, ekologicznego, czy też społecznego przekazu setów. Czy wizualizacje na przyszłorocznej trasie są poświęcono jakiemuś tematowi przewodniemu?

Myślę, że treść towarzyszących muzyce obrazów będzie bardzo wyraźna, ale nadal nad nimi pracujemy, więc nie potrafię jeszcze przedstawić ich ostatecznego kształtu. Zagraliśmy kilka mniejszych koncertów, na których sprawdzaliśmy nasze filmy, które przygotowywane są specjalnie do każdego utworu. Na przykład powstał już obraz do Whistle and a Prayer, inspirowany bardzo popularną w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dziecięcą zabawą, polegającą na wycinaniu kształtów zwierząt, "ładnych" krajów, figur geometrycznych, a następnie układaniu z nich przeróżnych obrazów. Poza tym, bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie w dzieciństwie animacje z lat pięćdziesiątych, bodajże polskie i węgierskie, które emitowano w BBC. Zawsze na koniec pojawiały się niezrozumiałe napisy i nie mogłem wykombinować, skąd te filmy pochodziły, dowiedziałem się dopiero gdy byłem sporo starszy. W każdym razie, próbką naszych filmów związanych z nową płytą może być teledysk do Everything Is Under Control, który można obejrzeć na naszej stronie internetowej.

Opowiedz proszę, na czym polegały projekty, w które Coldcut był zaangażowany w ostatnich latach. Nie ukazywały się żadne płyty, a innego rodzaju działania przemknęły chyba niezauważone w Polsce przez osoby, które nie szperały w internecie poszukując wiadomości na wasz temat.

Jasne, rozumiem. Było tych projektów dość sporo od czasu "Let Us Play". Zaczęło się od trasy koncertowej, na której wyklarowała się koncepcja naszych występów, wspomnianego "live cinema". W 2000 pojawiło się "Let Us Replay", przy którym współpracowaliśmy choćby z Grandmaster Flash'em czy Ryuichi'm Sakamoto. Mamy na koncie też sporo remiksów, muzykę do instalacji "Sonic Process", która przez trzy miesiące wystawiana była w muzeum w Barcelonie, to była bardzo ciekawa wystawa. Opracowaliśmy też muzykę dla czegoś w stylu sztuki, słuchowiska dla BBC, gdzie prowadzimy przecież audycję Solid Steel. Staramy się, by Solid Steel ciągle było ciekawe, choć jako Coldcut nie możemy się w nią ostatnio zaangażować aż tak, jak byśmy chcieli - praca nad płytą pochłania wiele czasu. Mamy naprawdę bardzo dużo zajęć i mam wrażenie, że brakuje nam na wszystko czasu.

Jak opisałbyś etap rozwoju artystycznego, na którym obecnie znajduje się Coldcut? Co stanowi dla was najpoważniejsze wyzwania?

Chyba największym wyzwaniem związanym z "Sound Mirrors" była próba napisania piosenek, ale piosenek mających w sobie treść. Tak, stworzyć muzykę popową, ale która będzie pokręcona i nieprzewidywalna - oto wyzwanie. Zawsze uwielbiałem właśnie taką muzykę popową, od Arthura Russela - choćby jego Kiss Me Again, cudowna piosenka - po Timbalanda i The Neptunes, czyli pop, który jednocześnie jest eksperymentalny i chwytliwy. To trudne zadanie, nie tylko stworzyć muzykę zarazem przebojową i nowatorską, ale jeszcze włożyć w nią treść, myśl. Ponieważ jest to interesujące i nadal uczymy się pisania takiej muzyki, pozostaje to wyzwanie aktualne na przyszłość.

A jak mocno jesteście zaangażowani w prowadzenie Ninja Tune?

Moje studio mieści się w Ninja Tune "hidequatters", jak nazywamy nasze "headquatters", tutaj także jest biuro i magazyn wytwórni. Więc jestem na miejscu dość często, ale koncentruję się głównie na robieniu muzyki i audycji radiowej. Jednak mam kontakt z ludźmi zajmującymi się promocją wydawnictw, koncertami, którzy także pracują tutaj, w odrębnym studio przeprowadza się wiele miksów i mastering płyt artystów z Ninja Tune oraz Big Dada. Tak więc nadal jestem na pokładzie statku kosmicznego Ninja.

Jakie płyty i koncerty w mijającym roku zrobiły na tobie największe wrażenie?

To cholernie ciężkie pytanie i co roku powtarzam sobie, że gdzieś tak około września powinienem zacząć przygotowywać listę. Muszę się zastanowić. Bardzo podoba mi się wiele reedycji płyt w Trojan Records, nawet jeżeli nie są to tak naprawdę nowe rzeczy, to są fantastyczne, na przykład Lee "Scratch" Perry. Kilka takich składanek-reedycji funkowych też mnie zachwyciło, poza tym bardzo interesująca jest grupa z Berlina o nazwie Mode Selector, Quantic też był fajny. Co do koncertów, Roots Manuva w Brixton Academy dał świetny koncert, uważam, że z żywym zespołem on naprawdę daje sobie radę. W pamięć zapadł mi John Legend, choć nie przepadam generalnie za tego typu soul'em, to jednak jego koncert był pierwszorzędny.

Ok. Dzięki bardzo za rozmowę, zajrzyj na naszą stronę, choć jest ona tylko po polsku.

To nie problem, mam jednego znajomego, który jest Polakiem i może mi coś przetłumaczyć. Przygotowuje on dla nas animacje we flashu, nazywa się Mox.

Czy on swego czasu nie współpracował ze Skalpelem?

Tak, jak widzisz, aktualnie pracuje dla Coldcut.

Czekamy zatem na wasz przyjazd do Polski.

[Piotr Lewandowski]