polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ION DISSONANCE Solace

ION DISSONANCE
Solace

Nie wiem, z jakimi opiniami spotyka się ta grupa na tzw. Zachodzie, ale w Polsce raczej wielkiej popularności jej nie wróżę. Po pierwsze wydawca płyty - malutka Abacus Recordings. Po drugie sama zawartość "Solace", dodam, że niełatwa i ciężko przyswajalna. Jeśli amerykańska Relapse wyznacza wam muzyczne standardy, to Ion Dissonance będzie doskonałą przystawką do kotła pełnego technicznego death/grind/hc. Perfekcja Meshuggah i Cryptopsy, kakofoniczność późnego Brutal Truth, łamańce znane z debiutanckich płyt The Dillinger Escape Plan, Burnt By The Sun czy The End - to wszystko (i jeszcze dużo więcej) stanowi o sile "Solace". Drugi album Ion Dissonance jest na tyle udaną kompilacją pomysłów, że mimo ewidentnych inspiracji tworzy zwartą, przemyślaną całość. Muzyczne drogowskazy, które wiodą zespół na obszary zarezerwowane tylko dla najlepszych technicznie wykonawców są na tyle czytelne, że kolejny album Ion Dissonance powinien przebić ich szczebel wyżej w hierarchii kontrolowanego hałasu. Płyta zawiera ponad 40 minut muzyki, z czego ostatnie 11 minut stanowi jeden utwór - "A Prelude Of Things Worse To Come" - będący wolnym, gitarowo nasączonym monstrum, z ambientowymi wstawkami. Taki walec na koniec, po morderczej wyliczance serwowanej przez pierwsze dziewięć utworów. Gitarowy zgiełk matematycznego hałasu stanowi o fundamencie tej płyty. Słychać, że Ion Dissonance nie jest grupą z przypadku. To zespół o dość sprecyzowanym wizerunku, dążący do wykonawczej perfekcji. I pomimo brudnego, lekko zbasowanego brzmienia udało im się uzyskać efekt, z jakiego mogą być dumni. Świadomy zespół z niezłym potencjałem na przyszłość.

[Marc!n Ratyński]