polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
EXTOL The blueprint dives

EXTOL
The blueprint dives

Kilka lat temu w moje ręce trafiła płyta "Undeceived" wraz z komentarzem - "to najciężej grająca chrześcijańska kapela świata". I rzeczywiście, stylem zupełnie nie przypominała naszych rodzimych wykonawców spod znaku 2Tm2,3 czy Armii. Znacznie bardziej dało się poznać, że to wytrawni reprezentanci skandynawskiej sceny metalowej. Pochodzący z Oslo muzycy postarali się jednak, by wyraźnie się z niej wyróżnić. Na "Undeceived" poza mięsistymi, ciężkimi riffami zawarli bardzo dużo progresywnego ducha wspomaganego wpływami muzyki klasycznej. Zrobili to na tyle dobrze, że płyta ta stała się jedną z moich ulubionych ciężkich skandynawskich produkcji. Jako że ich następne nagranie "Synergy" okazało się zupełnym niewypałem, będąc zlepkiem wtórnych, trashowych utworów, z ciekawością czekałem na następny krok.

Na szczęście "The blueprint dives" udowadnia, że Extol jest w bardzo dobrej formie, mimo kolejnej (a może dzięki niej) stylistycznej wolty. W pewnym sensie zespół nawiązuje do "Undeceived", jednakże tutaj jeszcze bardziej poszerza granice poszukiwań w ramach szeroko pojętej muzyki metalowej. Ich najnowsza płyta jest niezwykle różnorodna, a przy tym bardzo spójna. Jest na niej miejsce na growling, ale także na wiele czystych i melodyjnych wokali, czasem przepuszczonych przez szumiące efekty. Obok ciężkich riffów są akustyczne gitary i klawisze. Przede wszystkim, pod pozorem metalowego grania, znajdują się głębokie pokłady melodii. Stąd takie utwory jak "Pearl" czy "Lost in dismay", zupełnie nieprzystające do wizerunku Extola sprzed lat. Z drugiej strony nie brakuje progresywnych, połamanych utworów (np. "In reversal") ani mrocznych, ciężkich kawałków typu "The things I found" lub "The death sedutive" będących esencją skandynawskiego ducha. Według mnie to właśnie w tych ostatnich Extol prezentuje się najlepiej, choć nie oznacza to, że spokojniejsze utwory są tylko nudnym przerywnikiem. Już na "Undeceived" zespół imponował mnogością i różnorodnością pomysłów. Wtedy wyrażał je za pomocą stricte metalowych środków. Teraz ma w arsenale ich dużo więcej, nie bojąc się lawirować między skrajnościami. Dlatego nie ma mowy o porzuceniu swoich ciężkich korzeni, to raczej zdobywanie nowych obszarów, aby zaadaptować je na swój sposób. Bardzo dobra płyta, która pokazuje jak można wyjść z utartych schematów, bez utraty własnego stylu.

[Aleksander Kobyłka]