polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ERIK TRUFFAZ Saloua

ERIK TRUFFAZ
Saloua

W ciągu ostatnich kilku lat francuski trębacz Eric Truffaz zasłużenie wypracował sobie obok Nilsa Pettera Molvaera czy Buggee Wesseltoffta miano jednego z najciekawszych artystów kombinujących jazz z brzmieniami nowoczesnymi, od elektroniki i hip-hop przez muzykę etniczną po rock. Ta śmiałość zapewniła im wszystkim należną renomę, a Ericowi ponadto miejsce w pierwszym szeregu artystów wytwórni Blue Note, do której właśnie powrócił wydając "Saloua". Pojawienie się w międzyczasie szeregu następców, a z drugiej strony coraz lepsze i odważniejsze wyprawy w stronę jazzu i wykorzystania żywych instrumentów przez didżejów i innych muzyków przeróżnych nowych trendów, sprawiają, że muzyka Truffaz nie jest już tak unikatowa i nowatorska, jak była na przełomie dekady. "Saloua" dowodzi jednak nadal dobrej formy Erica i tego, że swobody w wirowaniu między całym szeregiem estetyk z biegiem lat mu nie ubyło.

Artysta powrócił do swojego dawnego składu, z którym nagrał w 2002-im roku pamiętne "Mantis", pozwalając ponadto każdemu z instrumentalistów na zabawy elektroniką i samplami. Nie ma jednak ryzyka, że "Saloua" będzie powtórką z rozrywki i zwrotem w stronę stylu sprzed kilku lat. Ci ze słuchaczy, którzy obawiali się, iż Truffaz może tak się zachować po nagraniu rockowo nasyconej "Walk of the Giant Turtle", mogą porzucić swoje obawy. Przy zbliżonej jak i w przeszłości porcji elektroniki, głównym nowum jest nasycenie płyty dubową i reggae'ową wibracją oraz rytmiką. Doskonale rezonują one z wokalami, zarówno z raperem Nya, jak i śpiewakiem Mounir'em Troudi, który według mnie chyba bardziej niż w przeszłości nadaje ton tej muzyce. Już otwierający album utwór tytułowy wskazuje na dub i orient jako inspiracje, co ulega intensyfikacji w porywającym Big Wheel, a kulminacja tego wątku następuje w totalnie dubowym Dubophone. O ile właśnie reggae'owe patenty uderzają przy pierwszym kontakcie, o tyle już po chwili odkrywamy styl gry Truffaz oraz charakterystyczne cechy muzyki Francuza: vide wykręcone drum'n'bassem i rockiem Tantrik, obfite brzmieniowo Yabous czy nasycone samplami Spirale. W kontekście szeroko eksponowanych i wręcz urzekających inspiracji arabskich, o wiele spójniej z resztą albumu wypadają jednak momenty akustyczne, niż odwołania do rockowej estetyki poprzedniej płyty, a siła tej muzyki tkwi przede wszystkim w brzmieniu całości, a nie w wirtuozerskich wyczynach lidera.

Teksty, których pierwszorzędnie komponują się one z muzyką, swoim połączeniem formy i treści przywodząc na myśl przedostatni album Us3 "An Ordinary Day in the Unusual Place". Fanów Truffaz pewnie do nawet nie trzeba zachęcać, polecam tę płytę także innym. Jako nowoczesny jazz sprawdza się ona solidnie, a jako wartościowa muzyka dostarczająca relaksu i uspokajająca umysł przebija niejedną nowobrzmieniową produkcję. Zabrakło mi jednak na tej płycie nowatorstwa i zaskoczenia, a także energii, bowiem rozproszenie relaksującego nastroju kilkukrotnie wyszłoby jej na dobre. Dlatego "Saloua" jest jakimś krokiem naprzód Erica, ale nie skokiem dla muzyki jak jego płyty sprzed kilku lat.

[Piotr Lewandowski]