polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE BLUE SERIES CONTINUUM Goodandevil Sessions

THE BLUE SERIES CONTINUUM
Goodandevil Sessions

Pianista Matthew Shipp, dowodzący jazzowymi projektami wytwórni Thirsty Ear, które do tej pory zaowocowały wspaniałymi kolażami jazzu i nowoczesnych trendów spod znaku muzyki didżejskiej i elektronicznej, rozpoczął nowy cykl, w ramach którego jego ciągle ewoluujący jazzowy zespół spotyka się w studio z różnymi producentami. Na początek wybrano duet GoodandEvil, współpracujący wcześniej na przykład z triem Medeski, Martin & Wood, ale też z Le Tigre. Głównym zadaniem producenckiego duetu jest obtłuszczenie bitem i efektami jazzowej podstawy serwowanej przez Blue Series, dowodzone przez niezwykle doświadczonych w takich eksperymentach Shippa (tym razem grającego na syntezatorach Korg) oraz basistę Williama Parkera. Do tego dochodzą trąbka i dwa puzony, można zaczynać. GoodandEvil zaciągnęli Blue Series tak blisko tanecznego parkietu, jak chyba nikt w ostatnim czasie, pomimo, iż pierwsze takty płyty sprawiają wrażenie, jakby bliżej jej miało być do dusznego "Optometry" DJ-a Spooky. Dość prędko okazuje się jednak, że najmocniejsze strony albumu to wkład muzyków jazzowych, tak jakby GoodandEvil obawiali się uderzyć elektroniką zbyt progresywną. Dobrym przykładem jest niesamowity Then Again, zostający w głowie dzięki złożonej z siedmiu dźwięków linii puzonów przetwarzanej potem przez bas i wspartej syntezatorem Shippa. Podobnie ostrożny jest skreczujący Miso. Jasne, zdarzają się momenty, gdy to producenci dominują nad trzymanymi na wodzy instrumentalistami, jak choćby podczas Close Call, zaciągającego bitami Mouse on Mars.

Jednak "Blue Series Continuum: GoodandEvil Sessions" pozostaje przede wszystkim popisem formacji jazzowej, zgrabnie wspieranej przez nowoczesną produkcję i skrecze, ale nadającej ton i wyraz całości, co jest przeciwieństwem albumu El-P, o którym pisaliśmy w poprzednim numerze. Poza tym, płyta wydaje się być o wiele weselsza i bardziej pogodna niż wcześniejsze kooperacje Shippa, co także wynika w znacznej mierze z zagrań producentów. I właśnie dlatego ten album jest dla mnie idealną pozycją: po ponurych odjazdach Spooky'ego, przesyconej nostalgią i poruszającej płycie El-P, momentalnie rozpoznawalny skład Blue Series przybywa tak zwiewny, jak nigdy dotąd i to niezmiernie cieszy. Wystarczy choćby chwila z pozornie skromnymi, ale jakże intrygującymi pomysłami jazzmanów, którzy nawet z dość banalnych rozwiązań rytmicznych potrafią wiele wydobyć, by naprawdę dobrze się bawić. Pogodność tej płyty, zaburzona jazzowymi majstersztykami i dość różnorodnymi patentami przywodzi na myśl pomysły młodego Amona Tobina, puszcza oko do Erica Truffaz i zdaje się być idealną pozycją dla wszystkich, którzy kochają didżejów sięgających po jazz i mają ochotę od drugiej strony dotrzeć w te same rejony. Jak dla mnie bomba.

[Piotr Lewandowski]