polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
NEW ORDER Waiting For The Sirens' Call

NEW ORDER
Waiting For The Sirens' Call

Spore rozczarowanie. Chociaż jak się spojrzy w ich CV, to nie można mieć już do nich o nic wielkich pretensji. Jeszcze jako gówniarze zatrzęśli muzycznym światem czterdziesto-paroma pomnikowymi utworami nagranymi wraz z tragicznie zmarłym Ianem Curtisem pod szyldem Joy Division. Teraz na ich wpływ powołuje się co drugi nowomodny zespół. Następnie już jako New Order odcięli się od posępnego emploi poprzedniego wcielenia żeniąc rock z muzyką taneczną. Kto wie jak wyglądałaby współczesna scena taneczna bez ich przełomowego "Blue Monady"? Swój szczyt możliwości osiągnęli pod koniec lat 80-tych na płycie "Technique", która niejako zapowiadała już rave'owe szaleństwo i erę MADchesteru. Lata 90-te były dla New Order mniej łaskawe, więc kiedy powrócili 4 lata temu rockową i bardzo udaną płytą "Get Ready" zaostrzyli apetyt na więcej. Najnowsza płyta, zapowiadana jako powrót do bardziej tanecznych klimatów jest niestety bezwstydnie pop-rockowa, co w moim rozumieniu tego terminu oznacza nijaka. Wszystko jest niby ładne - bas Petera Hooka napierdala jak za dawnych, dobrych czasów, pojawiły się dawno nie słyszane bity, gitary miło sobie plumkają - tylko straszliwie brakuje mi w tym wszystkim jaj. Na dobrą sprawę tak powinien zabrzmieć czwarty album Electronic - pobocznego projektu wokalisty Bernarda Sumnera - gdyby tylko zechciał go nagrać. A tak otrzymaliśmy album legendarnego New Order o którym nikt nie będzie pamiętać w corocznych, grudniowych podsumowaniach. Wprawdzie kilka numerów daje jeszcze nadzieję na lepsze czasy (znakomity opener w postaci "Who's Joe?", singlowy, świetnie się rozkręcający "Krafty", lekko przejmujący "Turn" i kończący płytę garażowy i rozszalały "Working Overtime") ale niestety kilka innych woła o pomstę do nieba (choćby wieśniackie disco w "Guilt Is A Useless Emotion" czy też ociekający banałem "Jetstream"). A pomiędzy tymi utworami kilka takich o których nie da się powiedzieć ani nic złego ani tym bardziej dobrego.

No cóż, jak już wspomniałem nie ma się co czepiać, tzw. "swoje" chłopaki już dawno zrobili. Teraz nagrywają dla swojej przyjemności. I momentami także i dla naszej.

[Marcin Jaśkowiak]