polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Trottel wywiad z Tamasem

Trottel
wywiad z Tamasem

Pod koniec maja w warszawskie Aurorze odbył się koncert węgierskiej grupy Trottel Stereodream Experience, kilkanaście lat temu znanej jako Trottel i będącej wtedy jednym z najważniejszych i najciekawszych przedstawicieli około-punkowej sceny niezależnej w Europie Środkowo-Wschodniej. Od kilku co najmniej lat Trottel gra jednak dość daleką od punkowego kanonu - nasyconą folkowymi inspiracjami, rytmiczną a zarazem progresywną, pozostając jednak wiernym punkowym ideałom. Po koncercie spotkałem się z Tamasem, basistą i w pewnym sensie liderem zespołu, prowadzącym też wytwórnię Trottel Records. Motto: "Interesting music for curious people" świetnie oddaje przyświecającą jej ideę. Szkoda więc, że znacznie trudniej jest takiej muzyce wydostać się poza wąski krąg odbiorców. Zapraszamy do lektury oraz do zapoznania się z ofertą węgierskich niezależnych i niedocenianych artystów.

Jesteście znani w Polsce już od wielu lat i zawsze kojarzeni byliście ze sceną punkową...

[Tamas] Więc? Uważasz, że nie należy nam się obecnie takie określenie?

Cóż, jeżeli ktoś chciałby definiować punk jako rodzaj muzyki, to nie gracie punka, bo wiele się w ostatnich latach w waszej muzyce zmieniło. Jeżeli natomiast będziemy ten termin rozumieli szerzej...

[Tamas] Powinniśmy rozumieć go szerzej, bo punk nie jest rodzajem muzyki. Nie wolno tworzyć stereotypów łączących idee i poglądy z typem muzyki, ponieważ muzyka może i nawet powinna się zmieniać. Ludzie mogą mieć ochotę na coraz to nowe rzeczy, co nie oznacza, że zmieniają się ich poglądy. Łączenie ideologii i stylu muzyki w jedno jest po prostu głupotą, ideologia jest złożoną metodą postrzegania świata, a muzyka to po prostu muzyka.

Więc w porównaniu do etapu waszej chyba największej popularności w tzw. punkowym środowisku, gdzieś tak piętnaście lat temu, gdy byliście w jednym rzędzie stawiani z takimi zespołami jak na przykład NoMeansNo, wasza muzyka uległa znacznym przemianom, ale podejście do życia chyba nie, nadal wydajecie płyty własnym sumptem, prawda? Jak więc wygląda niezależna scena na Węgrzech, czy można mówić o kontynuacji punkowego nurtu sprzed kilku lub kilkunastu lat?

[Tamas] Różnica jest prosta: piętnaście lat temu istniało coś takiego jak scena, obecnie nie ma po niej śladu. Warunki życia i podejście do niego bardzo się zmieniły i większość osób obrała inną drogę. Dlatego jeżeli w ogóle istnieje kultura, ruch analogiczny do tamtego sprzed lat, to jest on nieporównywalnie mniejszy. Dominującym nastawieniem do życia jest typowe dla klasy średniej skupienie się na pieniądzach, co sprawiło, że osoby nieco starsze, opuszczające scenę punkową, nie zostały zastąpione kolejnym pokoleniem. Mam wrażenie, że młodzi Węgrzy w większości nie zastanawiają się zbytnio nad swoim życiem i podążają za trendami: chwytają to, co modne, ale nie dbają o rzeczy odmienne lub trudniejsze. Jeżeli na Węgrzech występuje jakaś gwiazda, na jej koncercie są tłumy, a gdy ostatnio w Budapeszcie grał Conflict, przyszło osiemdziesiąt osób. Wydaje mi się, że taka frekwencja na koncercie Conflictu jest możliwa tylko na Węgrzech. Krótko mówiąc, przytłacza nas konsumpcyjne podejście do życia.

A czy przyciągacie na koncerty innych ludzi niż kiedyś?

[Tamas] W porównaniu do publiczności na przykład piętnaście lat temu? Jeżeli mam porównać obecną publikę do tej sprzed lat, to jasne że się ona zmieniła, gdyż większość ludzi przestaje "żyć" po przekroczeniu dwudziestego piątego roku życia i nie przychodzi już na koncerty. Coraz mniej spotykamy osób, które znają naszą muzykę od lat, ale to jest jak najbardziej normalne. Ludzie przychodzą i odchodzą, tak jak w naszym zespole - obecnie gramy w takim samym składzie, w jakim założyliśmy zespół, ale w międzyczasie ulegał on wielokrotnym zmianom i pewnie w przyszłości też tak będzie. A niektóre osób kiedyś grająca w Trottelu nie mają obecnie żadnego związku ani z muzyką, ani z kulturą alternatywną.

Czy często gracie więc na Węgrzech, w szczególności poza Budapesztem?

[Tamas] Rzadko, może raz na miesiąc albo dwa. Skoro scena undergorundowa zanikła, nie ma już klubów, gdzie można zagrać, szczególnie poza Budapesztem trudno znaleźć kluby niekomercyjne.

A czy gracie na węgierskich festiwalach, choćby na Sziget?

[Tamas] Występujemy na festiwalach, oczywiście nie na wszystkich, ale na Sziget gramy regularnie od lat. Oprócz tego gramy może na dwóch innych, bo pozostałe nie są tak ciekawe. Sziget jest naprawdę intrygujący, spektrum muzyki jest tam tak szerokie, że znajdzie się miejsce dla każdego. Pozostałe festiwale nie są na tyle małe, żeby być fajne i niszowe, a równocześnie nie są na tyle duże, żeby pozwolić sobie na rozmach. Więc są takie nijakie, a udają, że są dużymi imprezami, przez co zawsze pozostaje po nich niesmak, nie przepadamy za nimi. Bardzo za to lubię małe festiwale za granicą, takie na kilka tysięcy osób.

Zagraliście w czasie tej trasy cztery koncerty w Polsce, w marcu można was było zobaczyć na południu kraju. Jak po tych dwóch wizytach odbierasz Polskę, oczywiście pod kątem odbioru waszej muzyki, możliwości zorganizowania koncertów etc.?

[Tamas] Różnica w tym względzie pomiędzy Polską a Węgrami jest kolosalna, podobnie chyba jak różna jest mentalność. Generalnie rzecz biorąc, wydaje mi się, że Polacy nie są nastawieni do życia tak konsumpcyjnie jak Węgrzy. W ogóle, mentalność narodów słowiańskich jest inna niż węgierska - Węgrzy są bardziej ponurzy, może nie smutni, ale jacyś tacy ociężali w swoich umysłach, za to Słowianie podchodzą do życia z większym luzem i lekkością.

Czy planujecie jakiś nowy album Trottela?

[Tamas] Cóż, w planach mamy jeszcze całe mnóstwo płyt. Najbliższa jednak nie jest jeszcze gotowa i nie mam tutaj na myśli zagadnień technicznych tylko sprawy duchowe. Czegoś nam jeszcze brakuje, by móc ją nagrać, nie wiem co to jest, ale musimy jeszcze poczekać. Po raz pierwszy od powstania zespołu w latach osiemdziesiątych nie nagraliśmy żadnej płyty w przeciągu trzech lat, ale to nie jest powód, by się z nią spieszyć.

Czy możecie się utrzymać z muzyki?

[Tamas] Może byłoby to możliwe, gdybyśmy grali więcej niż te pięćdziesiąt, sześćdziesiąt koncertów rocznie. Ponieważ w zespole mamy dużo dzieci, perkusista ma trójkę na przykład, wokalistka dwójkę, więc musimy pracować.

Nadal prowadzisz jednak wytwórnię, czy mógłbyś przybliżyć nam, jaką muzykę obecnie ona wydaje?

[Tamas] Nie wydajemy dużo płyt, ale nie mogę określić ich stylu, gdyż są one bardzo różnorodne. Muzyka, jaką chcę wydawać i jaką też chcę sam tworzyć, nie powinna być łatwa do zdefiniowania, do zamknięcia w kategoriach. Więc każda z płyt w naszej wytwórni jest inna a zarazem eklektyczna, łącząca wiele przeróżnych wpływów, nagrywana przez i dla ludzi o otwartym umyśle. Wiesz, lubię interesującą muzykę, wymykającą się stereotypom. Sam słucham bardzo różnej muzyki, niedawno zafascynowała mnie grupa Afrocat Soundsystem z Wielkiej Brytanii, widziałem ich koncert i był to jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. Poza tym lubię różne rzeczy, od progresywnego rocka, po elektronikę i folk, albo etno-jazz, na przykład ten węgierski. Ostatnio wydaliśmy w Trottel Records Navrang, kapelę wywodzącą się z miasta na południu Węgier. Zespół tworzy dwóch muzyków grających na drumlach, z których jeden jest też flecistą, oprócz nich w zespole jest didżej i muzyk grający na tabli. Chwilami jest to muzyka etniczna, chwilami bardzo nowoczesna, głównie dzięki didżejowi, ale ta nowoczesność jest bardzo specyficzna właśnie dzięki drumli, która będąc instrumentem korzennym, w ujęciu Navrang brzmi czasem bardzo industrialnie. Ta grupa istnieje już od jakiegoś czasu, ale jest to ich pierwsza płyta

Czy oprócz muzyki angażujecie się w jakieś inne działania artystyczne?

[Tamas] Tak, czasami. Ja osobiście bardzo lubię takie projekty. Obecnie chciałbym przeprowadzić na Węgrzech analogiczną akcję, jak mój przyjaciel w Holandii wykonał w Holandii. Może w Polsce też się to odbędzie, gdyż powstała idea, by wykonać ją na całym świecie. Idea jest następująca: w każdym kraju gromadzi się pięćdziesiąt obrazów namalowanych przez imigrantów, osoby pochodzące z innych państw. Hasłem spajającym te obrazy jest "Pokaż swoją nadzieję". Po zebraniu wszystkich prac mój znajomy w Holandii zorganizował objazdową wystawę, odwiedzał różne miasta i festiwale. Każdej z prac towarzyszy jeszcze opowieść, więc wystawa zamieniała się w happening. Byłoby świetnie, gdyby udało się zorganizować takie akcje na całym świecie, bardzo podoba mi się ta szalona idea i chcę wcielić ją w życie na Węgrzech.

Coś podobnego można zrobić z muzyką, powstałoby takie spektrum muzycznej różnorodności etnicznej wewnątrz danego kraju.

[Tamas] Na identyczny pomysł wpadł Todd, który śpiewał na naszej ostatniej płycie i był z nami w Polsce dwa lata temu. Nie wiem czy mu się to uda, jest on strasznie chaotycznym człowiekiem. Odszedł na pewien czas z zespołu, aby pojechać do Indii, ale był zbyt leniwy, więc został na Węgrzech i napisał książkę, która się właśnie ukazała nakładem Trottel Records, tak że jak widzisz, nie ograniczamy się do płyt. Książka jest bardzo zabawna, ukazuje Węgrów z perspektywy czarnoskórego imigranta.

Pewnie jest dostępna tylko po węgiersku?

[Tamas] Tak została wydana, ale Todd napisał ją po angielsku.

Czy płyty Trottel Records są dostępne za granicą?

[Tamas] Ostatnio raczej z tym ciężko. Nie mamy oficjalnego dystrybutora za granicą, a żeby zająć się tym samemu musielibyśmy na początek mieć europejski NIP. Formalności nie są oczywiście jest jedynym problemem. Dystrybucja takiej podziemnej muzyki jest znacznie trudniejsza niż w czasach, gdy scena punkowa działała prężnie, nie ma tylu małych sklepów a duże sieci sklepowe chcą współpracować tylko z wytwórniami, które działają w danym kraju na dość dużą skalę.

Czy próbowaliście używać internetu do dystrybucji waszych wydawnictw?

[Tamas] Płyty można kupić przez naszą stronę internetową, podobnie jak i pliki MP3. O ile jednak sprzedaż wysyłkowa w ten sposób jest jakoś przydatna, o tyle ściąganie pojedynczych utworów z internetu mi się nie podoba. A najnowsza moda na Węgrzech, czyli ściąganie piosenek za pomocą telefonów komórkowych, to już po prostu szaleństwo. Niby to jest muzyka, ale ściągnięta jako MP3, przez telefon, to już przegięcie.

Zgodzę się z tobą. Nie dość, że kompletnie znika urok słuchania muzyki z płyty, to jeszcze sama wizja muzyki materializującej się z powietrza w telefonie mi się kompletnie nie podoba, jakieś science-fiction.

[Tamas] Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, więc to nie jest żart, ma miejsce i jest bardzo dziwne. Być może dla czternasto-, piętnastolatków jest to normalne i za kilka lat wszyscy będą słuchali muzyki w ten sposób i nikt już nie będzie kupował płyt. Jakość tej muzyki też pewnie jest marna. Przyznam się, że coraz więcej tego typu wydarzeń mnie zadziwia i mam wrażenie, że żyję w coraz dziwniejszym świecie. Do tego dochodzi panowanie rynku i komercjalizacja coraz szerszych sfer życia.

Pamiętam tekst na jednej z waszych płyt "nie posiadam karty kredytowej, czy nadal jestem istotą ludzką?"

[Tamas] Niestety tak to się dzieje, komercjalizacja ogarnia coraz to nowe obszary i coraz częściej trzeba uwzględniać rynek w swoich działaniach, choćby wydając płyty. Chciałbym wydawać winyle, ale brak popytu mi na to nie pozwala. Jeżeli coraz więcej osób będzie ściągało muzykę z internetu, nawet płacąc za poszczególne utwory, wydawanie płyt będzie coraz mniej dochodowe i jeszcze trudniejsze. Fakt, że rynek jest manipulowany przez marketing, promocję i inne działania, na które mogą sobie pozwolić tylko największe firmy, to odrębna sprawa. Niemniej jednak, rentowność wyznacza co jest możliwe do zrobienia a co nie. I w ten sposób, choć staram się tego uniknąć jak mogę, pozostaję pod wpływem rynku i nie mam na to wpływu.

Niemniej jednak, nadal możesz przyjechać do Polski, zagrać koncert dla niewielkiej liczby osób w takim klubie jak Aurora.

[Tamas] Tak, trzeba to docenić. Z dziesięć lat temu zastanawiałem się, jak będzie wyglądał rok 2005, czy w ogóle będą jeszcze organizowane koncerty, czy mój styl życia nie ulegnie kompletnej przemianie. A teraz siedzimy sobie po koncercie pod drzewem, możemy porozmawiać i tak jakby nic się nie zmieniło. Z drugiej jednak strony, prawie wszystko jest inne. Mam nadzieję, że w 2010 roku świat nie będzie jeszcze bardziej rodem z science-fiction.

[Piotr Lewandowski]