polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dj Cam wywiad

Dj Cam
wywiad

My już zdążyliśmy ochłonąć po twoim secie w ramach Święta Niemego Kina. Jakie są twoje wrażenia po zagraniu do filmu "Plakat" Jean'a Epstein'a?

Nigdy wcześniej nie grałem takiego setu i jestem zachwycony dzisiejszym koncertem. Była to czysta przyjemność, lecz byłem tak skupiony na filmie, że dopiero teraz powoli wszystko do mnie dociera i zaczynam odczuwać satysfakcję. Wcześniej całą moją uwagę absorbowało granie, skoncentrowanie się na czasie i synchronizacji obrazu z muzyką, ale było naprawdę wspaniale. Bardzo chciałbym wrócić za rok, z nowym filmem i z nową muzyką.

Czy możesz nam zdradzić, jak przygotowałeś się do pokazu? Czy miałeś wpływ na wybór filmu?

Oglądałem film raz po raz z chronometrem w dłoni, by poznać każdą część filmu i jej nastrój - czy jest to melancholia, radość, czy jakieś nieokreślone, dziwne uczucia. Następnie wybrałem kawałki odpowiednie do każdej z nich. Pomimo tego, dziś wieczorem przygotowania i improwizacji było po połowie. Z jednej strony wolałem znać film i jego emocje dobrze, ale gdy już go poznałem, mogłem pozwolić sobie na swobodne zamienianie moich wrażeń na dźwięki. Dlatego około połowy materiału było spontaniczne. Także z tego względu występ tak bardzo mi się podobał. Film wybrał dla mnie Pedro, organizator festiwalu, myślę, że miał świetnego nosa. "Plakat" był dla mnie idealny, nieco smutny, pełen melancholii, podobnie jak moja muzyka. Czy widzieliście film poprzedzający mój występ?

Tak, niemiecki film "Ludzie w niedzielę".

Właśnie, to był bardzo wesoły, momentami nawet głupawy film. Był super, ale kompletnie nie pasowałby do mojej muzyki.

A jak ci się podobała muzyka mu towarzysząca, grana przez Motion Trio?

Świetnie zagrali, idealnie do tego szalonego filmu. Ale to nie byłby dobry film dla mnie. W każdym razie, po raz pierwszy grałem do filmu i bardzo chcę do tego powrócić. Może samemu wybiorę sobie jakiś film i spróbuję opracować do niego ścieżkę bazując na mojej muzyce. No i oczywiście pozostawiając sobie nieco miejsca na improwizację.

Czyli planujesz coś takiego jak zrobiło Cinematic Orchestra z "Człowiekiem z kamerą" Dzigi Vertova. Czy widziałeś to DVD?

Niestety nie. A warto?

Zdecydowanie polecam. Awangardowe kino z okresu międzywojennego, dobra muzyka w tle. W każdym razie, widzimy, że czerpiesz dużą frajdę z grania na żywo. Czy potrafisz określić, co sprawia ci większą przyjemność: robienie bitów i praca w studio, czy też występy na żywo?

Uwielbiam każdą pracę nad muzyką. Co do grania na żywo, wiele zależy od miejsca. Jeżeli klub jest fajny i ludzie dobrze nastawieni, mogę grać bez końca, ale gdy atmosfera jest drętwa, wolałbym zostać w domu i pracować nad bitami. Na szczęście zazwyczaj trafiam do dobrych klubów.

Jak wyglądają twoje sety, czy panuje w nich taki nastrój jak na albumach?

Nie, skąd, moje klubowe sety są diametralnie odmienne. Miksuję sporo hip-hopu, ale bez komercji, tylko najlepsze składy jak Gangstarr, Tribe Called Quest, Cypress Hill, do tego breakbeat - DJ Spinna, ? oraz klasyczny funk i soul w stylu Afrika Bambaataa.

Minęło już trochę czasu od twojej ostatniej płyty. Czy możemy się spodziewać czegoś nowego w przyszłości?

Tak i to już niebawem. Pod koniec kwietnia ukaże się "My Playlist" - będzie to typowy didżejski set DJ Cama - hip-hop, break-beat, funk, jazz.

W przeszłości, chociażby gdy nagrałeś "Underground Vibes", twoja muzyka była bardziej popularna za granicą niż we Francji. Czy coś się w tej kwestii zmieniło?

Pamiętam, że po wydaniu "Underground Vibes", wysłałem płytę do wszystkich dziennikarzy muzycznych we Francji i nie otrzymałem żadnego odzewu, kompletna cisza. Pamiętam, że był marzec, a we wrześniu i w październiku mój telefon urywał się od dzwoniących dziennikarzy. Pytałem ich: "czemuż to nagle chcecie o mnie pisać" i zazwyczaj słyszałem, że skoro głośno o mnie w Nowym Jorku, Tokio, wszyscy o mnie tam mówią, to warto mi się przyjrzeć i we Francji. To było bardzo dziwne uczucie - spory sukces na przykład w Japonii i brak odzewu w rodzinnym kraju.

Być może było to związane z początkową popularnością trip-hopu w Anglii i za oceanem.

Być może, lecz Francuzi są dziwnym narodem. Jeżeli jesteś Francuzem, podchodzą do ciebie z rezerwą, zawsze preferują amerykańską albo angielską muzykę. Dotyczy to szczególnie sceny podziemnej, wiadomo, że Air albo Daft Punk mają we Francji mocną pozycję. Ale z drugiej strony, Daft Punk za miesiąc wydaje nowy album "Human After All", który w prasie francuskiej zbiera złe recenzje. Wydaje mi się, że stoi za tym zazdrość sukcesu. W odniesieniu do sceny podziemnej częściej pojawia się zarzut komercjalizacji.

Czy sam doświadczyłeś tej zazdrości?

Jasne, swego czasu sprzedałem przecież sporo płyt na całym świecie, a każdy przebój daje kolejny powód do zazdrości - tak było chociażby w przypadku mojego kawałka "Summer in Paris". Choć ciężko w to uwierzyć, praktycznie nie występuję we Francji, gram tam sety raz albo dwa do roku. Nie potrafię określić dlaczego. Gram na całym świecie, ale we Francji jakoś nikt nie chce mnie zaprosić.

Czy masz swoje ulubione miejsca?

Czy ja wiem, przede wszystkim lubię grać. Uwielbiam Japonię, Anglię, fajne są też letnie festiwale.

W studio pracujesz nad samplami, ale nagrywasz także z instrumentalistami i z raperami. Co różni te sytuacje od siebie?

Przede wszystkim nastrój i klimat. Od mojego samopoczucia zależy, czy wolę bawić się muzyką samemu, czy pracować z raperami.

Czy potrafisz samemu grać na jakimś instrumencie? Jeżeli tak, czy zdarza ci się dograć sobie samemu partie, jeżeli nie możesz znaleźć sampla pasującego do danej kompozycji?

Tak, gram na fortepianie, basie i perkusji. Ponieważ kocham dźwięk sampli, ten brud i szmer, więc przede wszystkim ich używam, ale rzeczywiście czasami sięgam po instrumenty by dokładnie wyrazić co mam w głowie. Sample są jednak dla mnie punktem wyjścia, ponieważ to od nich zaczynam komponowanie muzyki. Znajduję pewien sampel i od niego stopniowo wyrasta cała kompozycja, początkowo nawet nie mam mglistego pojęcia o efekcie końcowym. Dlatego najważniejsze są dla mnie sample.

Jak według ciebie wygląda relacja między kreatywnością a samplem? Czy ograniczenia związane z prawami autorskimi nie ograniczają artystów?

Wydaje mi się, że granica jest płynna, pełna swoboda w sięganiu po sample niekoniecznie musi być dobra. Jeżeli samplujesz dwu- albo trzysekundowy kawałek, wszystko jest w porządku. Ale niektórzy są takimi głupkami, że samplują po dziesięć, dwadzieścia sekund, co jest po prostu lenistwem. Wydaje im się, że w tak łatwy sposób stworzą swoją własną muzykę.

Jak zdobywasz winyle, czy przekopujesz sklepy przy każdej nadarzającej się okazji czy masz może jakieś tajemne miejsca, gdzie się zaopatrujesz?

Jasne, że ciągle rozglądam się za winylami, w każdym miejscu i każdego tygodnia. Nie mam jednak żadnych ulubionych źródeł. Płyty kupuję podczas podróży, wakacji. Byłem na przykład na wakacjach na południu Francji i w malutkim miasteczku trafiłem na pchli targ, istne eldorado i za marne grosze.

W jakiej kondycji znajduje się obecnie sampling, abstrakt hip-hop i taka scena we Francji? Czy możesz podać kilku artystów, na których warto zwrócić uwagę?

Człowieku, coś takiego nie istnieje! Jeżeli chodzi o taką muzykę, Francja jest czarną dziurą. Wszystkie kluby ogarnął house i ewentualnie electro-clash stylizujące się na lata osiemdziesiąte. Nie ukrywam, że nie darzę tych didżejów i całego zjawiska sympatią. To wszystko jest mocne, mroczne i według mnie nieco pokręcone. Jeżeli już mowa o klimatach mi bliższych, to w klubach nie można usłyszeć prawdziwych hip-hopowych setów, ludzie bawią się przy znacznie prostszej i rytmicznej muzyce. Ci didżeje nawet nie używają winyli, grają z płyt kompaktowych. Nie jestem dogmatycznym przeciwnikiem CD, ale grając z płyt napchanych przebojami radiowymi idziesz na łatwiznę, a rozkręcenie imprezy to żaden problem gdy miksujesz Beyonce z Jay-Z. A przecież nie o to chodzi. Więc zapomnij o francuskich didżejach.

Czy słuchasz współcześnie ukazujących się płyt?

Jasne, bardzo dużej ilości. Kupuję pełno reggae, funk, soul, hip-hop, każdego dnia sprawdzam jakiś nowy album. Nie potrafię wymyślić, co ostatnio zrobiło na mnie największe wrażenie. Jestem trochę dziwny, bo z jednej strony uwielbiam undergroundową muzykę, a z drugiej podoba mi się też komercja. Chociażby The Game, niektóre kawałki są naprawdę udane, choć oczywiście jest to muzyka przede wszystkim dobrze wyprodukowana i zmiksowana, a nie surowa i dzika. Uwielbiam Erykę Badu.

To tak jak i my.

Fajnie, lubię też jazz.

Ostatnie słowo dla polskich fanów.

Merci.

[Piotr Lewandowski, Radek Miszczak]

recenzje Dj Cam w popupmusic