polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dj Q-bert wywiad

Dj Q-bert
wywiad

Na początku kwietnia mieliśmy okazję zobaczyć w Warszawie DJ Q-Berta, jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego w ogóle, turntablistę na naszej planecie. Wydaje mi się, że Q-Bert zrobił najwięcej ze wszystkich didżejów dla uczynienia adapterów pełnoprawnym instrumentem. Jak sam jednak twierdzi, granic możliwości gramofonu nie widzi. Nie pozostaje nic innego jak oczekiwać na kolejne jego dokonania i tak świetne koncerty jak ten warszawski. Zapraszamy do lektury wywiadu z niepozornym artystą.

Przede wszystkim, dzięki za wczorajszy koncert, był niesamowity. A jak tobie się podobało?

Świetnie się bawiłem. A pod koniec, gdy grałem z polskimi didżejami, byłem zaskoczony ich umiejętnościami, ten freestyle sprawił mi ogromną frajdę. Kilkukrotnie graliśmy jakbyśmy się znali od dawna i byli partnerami, kolesie byli naprawdę dobrzy.

Rzeczywiście wypadło to świetnie. Różniliście się na pewno używanym sprzętem, ponieważ ty grasz na QFO. Opowiedz co to za cudo i jak powstało.

Używam QFO od dwóch lat, jest to po prostu adapter i mikser w jednym. Nic więcej nie jest przecież potrzebne do skreczowania, połączenie ich w jeden sprzęt, i to przenośny, znacznie ułatwia sprawę. Zaprojektowanie instrumentu nie zajęło dużo czasu, trwało to chyba około miesiąca i potem jeszcze z miesiąc zajęły poprawki. Narysowałem QFO po prostu na papierze i ekipa Vestaxa zrealizowała mój pomysł. Z czasem poprawialiśmy pewne drobne sprawy, nawet teraz chcę udoskonalić jeszcze kilka aspektów.

Przykładowo...

Chciałbym, żeby fader był bardziej miękki, jak przyciski w trąbce. Zobacz, teraz fader przypomina coś takiego - pukanie palcem w stół - a ja bym wolał, żeby to było coś takiego pukanie palcem w gazetę. Mam jeszcze kilka innych koncepcji, ale ciężko je wyjaśnić. Chodzi o czysto techniczne detale. Generalnie rzecz biorąc, największą zaletą QFO jest jego poręczność i mobilność. Wiesz, mieszkam na Hawajach i uwielbiam ćwiczyć na plaży, co z tradycyjnym sprzętem jest oczywiście niemożliwe. W kwestii samego grania, właściwie nie ma różnic.

Czym zajmowałeś się ostatnio poza udoskonaleniem swojego instrumentu? Nad jakimi projektami pracowałeś?

Właśnie skończyliśmy nowe DVD z serii TurntableTV, zawierające materiał z azjatyckiej i australijskiej trasy, w której byłem razem z Yogarfog'iem. Jest to pewnego rodzaju wprowadzenie do tego, czym się zajmujemy, ukazujące na czym polegają nasze występy. Poza tym planuję zrobić nowy film. Nie będzie to sequel Wave Twisters, ale coś zupełnie nowego, taka niespodzianka, o której nie chcę na razie mówić.

Swego czasu brałeś udział w bitwach i to jak wiadomo ze sporym sukcesem. Bitwy są chyba dla wielu didżejów największym wyzwaniem i inspiracją do pracy. Jak to jest w twoim przypadku od czasu, gdy już się w nie nie angażujesz?

Cóż, po prostu cały czas tworzę nową muzykę złożoną ze skreczy i cały czas ćwiczę nowe techniki. Chcę się ciągle rozwijać i jest to dla mnie dużym wyzwaniem, wystarczającym bym znajdował sobie nowe cele.

Gdy spoglądasz na to, co robiłeś na przykład dziesięć lat temu i porównujesz z dniem dzisiejszym, jak bardzo zmienił się twój styl i podejście do skreczowania? Czy widzisz już przed sobą jakieś granice, do których można doprowadzić adaptery i skrecze?

Człowieku, gdy słucham swoich nagrań sprzed dziesięciu lat, jest mi po prostu wstyd. Brzmienie nie było tak fajne jak teraz. Nadal chcę się rozwijać, od czasu do czasu oglądam swoje występy na wideo i zawsze znajdę coś wymagającego poprawek. Natomiast w żadnym wypadku nie czuję, że zbliżam się do kresu możliwości rozwoju gramofonów i mojej muzyki. Istnieją wręcz niezliczone możliwości tego, co można zrobić nawet z jednym pojedynczym dźwiękiem, a przecież dźwięków jest tak wiele. Dlatego potencjał rozwoju tkwiący w tej muzyce jest na dzień dzisiejszy nieskończony, jakiego kierunku byś nie obrał.

Czy grasz sam na jakiś innych instrumentach?

Nie, ale cały czas uczę się od innych muzyków, obserwuję jak grają i przerzucam to na skrecze. Kocham jazz, uwielbiam Johna Coltrane'a, Luisa Armstrong'a, Benny'ego Goodmana, czyli klasykę. Ta muzyka brzmi jak skrecze. Dużo czerpię od Milesa Davisa, chłonę sposób w jaki on gra, jak używa ciszy w swojej muzyce. Cisza też może być środkiem wyrazu. Kiedyś wielu naukowców zastanawiało się, co jest nie tak z matematyką, ponieważ zapomnieli, że zero także jest liczbą. Analogicznie, cisza jest takim zerem w muzyce, niezbędnym do jej pełnego funkcjonowania.

Pamiętam, że jakiś czas temu współpracowałeś z Bucketheadem...

Nadal utrzymujemy kontakt, to świetny muzyk. Buckethead dzwoni do mnie, zawsze są to dla mnie pewnego rodzaju lekcje. Widzisz, tacy jak on to profesjonalni muzycy, znający teorię muzyki, a ja jestem muzykiem eksperymentalnym i mogę od nich się nieco tej teorii nauczyć. Staram się przenieść na skrecze podejście do muzyki tych genialnych trębaczy czy gitarzystów, to co zachodzi w ich głowach w czasie grania, ich myślenie. Słuchaj, czy interesujesz się tenisem?

No tak, gram trochę.

To świetnie. Sam nie gram, ale czytałem książkę o tenisie tłumaczącą, jak działanie mózgu jest związane z tą grą. Mamy dwie półkule mózgowe, jedna tak jakby wydaje operacyjne polecenia drugiej, która jest za to bardziej duchowa. Więc pierwsza półkula wysyła takie sygnały: "uderz tę piłkę tak, uważaj na stopy, przyspiesz", cały czas wydaje instrukcje. Ale bez drugiej, która sprawia, że robisz to wszystko płynnie, naturalnie, jakby był to swobodny strumień, bez tej drugiej nie będziesz dobrym tenisistą. Podobnie jest z muzyką, ale ciężko to wyjaśnić. Podobnie pouczająca była dla mnie lektura książki o Michealu Jordanie. Zawsze można się czegoś nauczyć studiując psychikę każdego, kto jest w czymś doskonały.

Klasyczni muzycy jako nauczyciele mnie nie dziwią, sportowcy już trochę. Co jeszcze powinni mieć przed oczyma fani słuchając twojej muzyki, jakie inspiracje w niej tkwią?

Generalnie sztuka, na przykład graffiti. Nie łatwo to wyjaśnić, ale dobre graffiti ma właściwą formę, ma w sobie sens, jest wyważone. Oglądając graffiti poszukujesz w jego formie, kolorach, środkach właśnie tej równowagi. I muzyka też powinna być tak zrównoważona. Mogę ją jeszcze porównać do poezji, tak samo potrzebna jest i treść i rytm oraz rymy. Przykładam dużą wagę do spójności, wyważenia całości, chcę by efekt mojej pracy miał po prostu w sobie jakiś sens.

Czy zamierzasz w najbliższym czasie pracować tylko w pojedynkę, czy możemy oczekiwać twojej kooperacji z innymi muzykami?

Obecnie mam tak dużo projektów solowych, że nawet gdybym chciał zająć się współpracą z innymi artystami, zabrakłoby mi na to czasu. Muszę pozamykać różne pootwierane koncepcje. Nie myślałem do tej pory o nagrywaniu z muzykami innymi niż didżeje, ale kto wie, może w przyszłości. Natomiast bardzo prawdopodobna jest reaktywacja Invisible Scratch Piklz, rozmawiałem już o tym z Mix Master Mike'm i Shortcut'em, więc tak na 90% jeszcze razem wystąpimy. Jednak każdy z nas tkwi po uszy w solowych projektach i dlatego zajmie nam pewnie ze trzy lata, zanim ponownie zagramy razem.

Czy zastanawiasz się nad tym, gdzie może dotrzeć turntablism za lat na przykład dziesięć? Czy masz koncepcję, jak może wyglądać stan tej muzyki?

Ciągle o tym myślę, zawsze. Od pewnego czasu turntablism podąża w różnych kierunkach, niektórzy grają tak jak ja w pojedynkę, a z drugiej strony są świetne składy złożone z czterech didżejów i ośmiu adapterów. Także sama muzyka staje się bardziej różnorodna, dlatego widzę niezliczoną ilość dróg możliwego rozwoju, możliwych połączeń.

Czy gdybym zadał ci poprzednie pytanie dekadę temu, byłbyś w stanie przewidzieć, w którą stronę podążysz i jaka będzie postać twojej obecnej muzyki?

Tak pół na pół. Część pomysłów, zagrań pojawia się naturalnie w miarę rozwoju, gdy dorastasz do pewnych rzeczy i je właśnie byłbym w stanie przewidzieć. Jednak druga połowa powstaje na zasadzie "wow, popatrz na to" i jest nieprzewidywalna. Obie są dla mnie jednakowo ważne.

Więc co składa się obecnie na tę przewidywalną połowę?

Wciągnęły mnie skreczowe filmy, takie jak Wave Twisters. Bardzo chcę zrobić następny film, w który emocje obrazu będą przekazywane za pomocą skreczy. Idea jest taka, że najpierw nagrywam muzykę, piszę historię, która następnie poddawana jest animacji. Wspominałem już o tym wcześniej, ale na razie nie chcę zdradzać szczegółów.

Czy kiedykolwiek brałeś udział w wydarzeniu odwrotnym, czyli czy grałeś na żywo do filmu?

Raczej nie, jeżeli już to dla zabawy, nigdy natomiast na poważnie. Przypominam sobie, że coś takiego było, skreczowałem do filmu porno, sam sobie wyobraź jak rytmiczne granie to było i co ilustrowałem skreczami. Jak widzisz, była to kompletna rozrywka.

Bez wątpienia. W takim wypadku czekamy na nowy film. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]