polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Young Gods wywiad z Franzem Treichlerem

The Young Gods
wywiad z Franzem Treichlerem

Wszystko zaczęło się w 1982 roku w Genewie, kiedy wokalista Franz Treichler znudzony swoim ówczesnym nowofalowym bandem zaczął eksperymentować z prymitywnym samplerem. W wyniku tych zabaw stworzył niepodrabialny sound w którym mieszały się wpływy punka, muzyki klasycznej, industrialnej i plemiennej. W 1985 r. założył The Young Gods (na cześć jednej z kompozycji Swans o takim tytule). Do Treichlera dołączyli Cesare Pizzi (odpowiedzialny za perkusyjne loopy i sampling gitar) oraz perkusista Frank Bagnoud. Rok 1987 okazał się przełomowy, wydano debiutancką płytę, która wywołała szok: była to pierwsza gitarowa płyta nagrana bez użycia ... gitar, zaś tygodnik Melody Maker przyznał płycie miano Albumu Roku. Zespół od samego początku w bardzo oryginalny sposób podchodził do materii języka: potrafił wydać płytę zaśpiewaną całkowicie po francusku ("L' Eau Rouge"), niemiecku ("Play Kurt Weill") bądź angielsku ("T.V. Sky"). To właśnie "angielskie" płyty przyniosły zespołowi największy rozgłos, przede wszystkim chodzi tu o genialną od pierwszej do ostatniej sekundy "TV Sky" (1992 r.), która okazała się być największym sukcesem artystycznym i komercyjnym w historii zespołu. Kolejny album "Only Heaven" (1995 r.) zwrócił uwagę na flirt z ambientem czego pełnym zwieńczeniem był odprysk z tej sesji, całkowicie ambientowy album "Heaven Deconstruction". Po kilkuletniej hibernacji zespół powrócił znakomitym albumem "Second Nature" (2000 r.) na którym zauważalna była fascynacja halucynogenną elektroniką ery techno. The Young Gods to zespół nader trudny do sklasyfikowania. Wciąż ewoluuje i nie powraca już na raz spenetrowane obszary. Dowodem na to jest choćby album "Music for Artificial Clouds" (2004) na którym znalazły się tylko kompozycje instrumentalne. Niebawem zespół po raz czwarty odwiedzi nasz kraj by dać 2 koncerty (28 maja w krakowskim Klubie Loch Ness i dzień później w warszawskiej Proximie). O wszystkich polskich koncertach, historii zespołu, nowej płycie i planach na przyszłość udało mi się porozmawiać z Franzem Treichlerem. Poniżej znajdziecie niemal cały zapis naszej ponad trzydziesto-minutowej rozmowy.

W tym roku będziecie świętować dwudziestą rocznicę powstania zespołu, czy przygotowaliście dla swoich fanów coś specjalnego ?

Tak, pracujemy naraz nad kilkoma projektami. Przede wszystkim przygotowujemy specjalne, 2-dniowe święto "The Young Gods 20th Anniversary" na Montreux Jazz Festiwal 13 i 14 lipca. Zaprezentujemy niemal wszystkie projekty w jakich uczestniczyliśmy w przeciągu 4,5 ostatnich lat. Zaczniemy od ambientowego projektu Aquanaute z wizualizacjami załogi z Loopmatic. Następnie zagramy nasz najnowszy repertuar, który nie został jeszcze oficjalnie wydany. W kolejnym dniu zagramy koncert zatytułowany "The Best of Young Gods" wypełniony naszymi najbardziej znanymi kawałkami, które przearanżujemy na żywo wraz z filharmonikami z lozańskiej orkiestry symfonicznej. Ponadto na festiwalu zagrają nasi przyjaciele z Fantomasa oraz LCD Soundsystem. Następnie planujemy wydać we wrześniu płytę pod znamiennym tytułem "The Best of Young Gods" (śmiech). Na pierwszym dysku znajdą się nasze największe - nazwijmy je - "przeboje", zaś drugi dysk będzie zawierać rarytasy, remixy oraz nigdy nie publikowane piosenki. W międzyczasie będziemy koncertować, głównie w Europie, wystąpimy m.in. na belgijskim festiwalu Dour oraz w Polsce. Nadal także pracujemy nad nowym repertuarem w studio. Myślę, że możemy się spodziewać nowej płyty na początku 2006 roku. Jak sam widzisz nasza aktywność w związku z rocznicą powstania zespołu będzie w tym roku naprawdę duża.

Wspomniałeś o nowej płycie. powiedz czego możemy się tym razem spodziewać: kolejnego po "Music for Artificial Cloud" instrumentalnego albumu wypełnionego ambientem czy też może będzie to powrót do piosenkowych, bardziej zwartych form ?

W tej chwili wydaje mi się, iż będzie to gitarowa, agresywna i bardzo szybka płyta. Utwory będą krótkie, lecz nader intensywne. Można porównać te nasze nowe piosenki do.

Waszego najlepszego dzieła "TV Sky" ?

(śmiech) Niech Ci będzie.powiedzmy, że będzie to "TV Sky 2005" - podobna energia i pałer. Wiesz, nasze 2 ostatnie płyty "Second Nature" a zwłaszcza "Music for Artificial Cloud" były eksperymentalne i odbiegały znacznie od tego co robiliśmy w przeszłości. Bawiliśmy się wówczas muzycznymi pejzażami, ambientem i elektroniką i zatęskniliśmy już za - powiedzmy - bardziej rockowym brzmieniem. Poza tym poczuliśmy potrzebę napisania materiału łatwiejszego do skonfrontowania go z publicznością, bardziej komunikatywnego i bardziej interaktywnego. Właściwie mamy już ukończoną połowę płyty, nad drugą właśnie pracujemy.

Czy zagracie nowe piosenki podczas koncertów w Polsce?

Oczywiście. Chcemy przetestować nasze nowe piosenki przed publicznością zanim zdecydujemy się na umieszczenie ich na płycie. Musimy przekonać się do nich w 100% - czy są na tyle dobre by móc bez obaw zostawić je w obecnym kształcie, czy też wymagać będą jeszcze kilku poprawek. Być może niektóre piosenki zostaną w ogóle pominięte i usłyszenie ich na koncercie będzie jedyną okazją dla publiczności by je poznać. Zobaczymy.

Podobną metodę selekcji materiału zaprezentowaliście już podczas tournee w 2000 roku kiedy ogrywaliście utwory z nie wydanego wówczas albumu "Second Nature" na jedynym polskim koncercie w Krakowie. Pamiętam, że jeszcze przed zagraniem pierwszego numeru westchnąłeś i powiedziałeś, że czujesz się jak na basenie. Pamiętasz ten koncert ?

O tak ! To był fantastyczny, szalony koncert. W klubie było bardzo dużo ludzi, a na zewnątrz było ponad 30 stopni gorąca. Jeszcze zanim rozpoczęliśmy koncert para zaczęła skraplać się i z sufitu leciał na nas gorący deszcz (śmiech). Jeśli zaś chodzi o zagrane wówczas piosenki: faktycznie zaprezentowaliśmy wówczas parę utworów, które nie znalazły się później na "Second Nature", zaś część numerów przearanżowaliśmy po trasie w studio.

Wspomnieliśmy już o dwudziestej rocznicy powstania zespołu. Czy mógłbyś przypomnieć nam powody dla których założyłeś zespół ? Jaka przyświecała Wam idea ?

Chcieliśmy przede wszystkim stworzyć coś oryginalnego, odkryć nowe oblicze muzyki i dodać od siebie coś, czego jeszcze nie było. Postanowiliśmy użyć w tym celu nowych technologii a zwłaszcza metody samplingu, która była wówczas czymś zupełnie nowym i pozwalała na kreowanie nieznanych dotąd dźwięków. Teraz sampling jest czymś powszednim, słyszysz go na co dzień w radiu, jest wszędzie od hip-hopu przez drum'n'bass po r'n'b. Wszystkie te style muzyczne ewoluowały dzięki samplerowi, który stwarza całą masę różnych możliwości. Kiedy na początku lat 80-tych na rynku pojawiły się pierwsze samplery uznałem, iż zwłaszcza dla muzyki rockowej będzie to bardzo pożyteczne i potężne narzędzie. Dla mnie ideą muzyki rockowej jest jej ciągła destabilizacja. Rock już od dawna jest pewnym utartym schematem: liczy się przede wszystkim wygląd i banalny układ piosenki na zasadzie zwrotka-refren. Chcieliśmy się temu przeciwstawić i uniknąć rockowej rutyny poprzez umieszczanie w swojej muzyce elementów chaosu i niebezpieczeństwa. Naszym celem było więc zaskoczenie i zmuszenie słuchacza do jakiejś reakcji. Chcieliśmy by się zastanowił czy to co słyszy można jeszcze nazwać rockiem (śmiech).

I udało się! Wasz debiutancki album zgarnął wiele prestiżowych nagród. Tym razem to Ty byłeś zaskoczony, prawda ?

Oczywiście, że byłem (śmiech). Wiesz, pochodzimy ze Szwajcarii, muzyka stąd bardzo rzadko przekracza granicę i uzyskuje oddźwięk na świecie. Jedynym znanym zespołem ze Szwajcarii było Yello, których zawsze podziwiałem za talent i pomysły, niemniej był to jednak zespół o sporym potencjale komercyjnym, więc było mu poniekąd dużo łatwiej niż nam. Można powiedzieć, iż w pewnym sensie Yello uchyliło nam drzwi. Generalnie jednak nikt się naszą sceną nie interesował, a zwłaszcza młodymi zespołami takimi jak The Young Gods śpiewającymi w dodatku po francusku. Na szczęście nasz debiutancki album okazał się wówczas sporym zaskoczeniem dla dziennikarzy, ponieważ nikt dotąd w sposób tak radykalny nie użył samplera. Nie mogli tego zignorować, nikt wtedy nie grał tak ekstremalnej muzyki przy pomocy samplingu. Te wszystkie wyróżnienia o których wspomniałeś sprawiły, że wszystko stało się dla nas łatwiejsze. Na pewno dodały nam wiary i utwierdziły w słuszności raz wybranej drogi. Cała ta atencja mediów stworzyła nam możliwość koncertowania poza Szwajcarią, dotarliśmy do wielu miejsc w których nigdy wcześniej nie dane nam było zagrać. Czy wiesz, że zagraliśmy wtedy nawet w Polsce ?

Tak, lecz o ile dobrze pamiętam było to już podczas promocji Waszej następnej płyty "L' Eau Rouge"

Faktycznie, to było zdaje się w 1989 lub 1990 roku.

Koncert odbył się we Wrocławiu, jak zapamiętałeś tamtą wizytę w naszym kraju ?

Wiesz, Polska była wtedy bardzo odizolowana kulturowo od naszej części Europy, niewiele o niej wiedzieliśmy. Cały wyjazd do Polski był jedną wielką przygodą. Koncert zorganizowały dwie młode dziewczyny, które były fankami naszej muzyki. Bardzo długo szukały miejsca w którym moglibyśmy zagrać, w końcu udało się znaleźć salkę we wrocławskim Pałacyku. Jako zapłatę za występ dostaliśmy. benzynę (śmiech) bo ze względu na to, iż był to występ nieoficjalny nie było możliwości otrzymania pieniędzy. Do dziś jesteśmy wdzięczni za tamten koncert i pobyt w Polsce owym paniom, które wiele ryzykowały by występ mógł się w ogóle odbyć. Bardzo dziwna i inspirująca przygoda (śmiech). Dla nas samych konfrontacja naszego ułożonego świata z rzeczywistością ówczesnej Polski była bardzo ciekawym doświadczeniem, zaś reakcja polskich fanów udowodniła nam, że było warto. Dla takich właśnie momentów warto tworzyć muzykę by móc konfrontować ją z publicznością w nawet najbardziej dziwnych miejscach na Ziemi.

Z dzisiejszej perspektywy Wasz kolejny autorski album "TV Sky" wydaje się być Waszym największym komercyjnym i artystycznym sukcesem. Czy podzielasz tę opinię ?

Ciężko jest mi ocenić własną twórczość obiektywnie zatem co do artystycznego sukcesu wolę się nie wypowiadać. Zdecydowanie pewnej modyfikacji uległo nasze brzmienie. Wcześniej nasza muzyka była bardziej industrialna, konkretna, choć z drugiej strony na pewno także i bardziej kontemplacyjna. Niemniej często spotykaliśmy się z zarzutem, iż jest ona zbyt hermetyczna dla szerszej publiczności. Podczas pracy nad "TV Sky", postanowiliśmy uzyskać jak najbardziej uniwersalne brzmienie, dodaliśmy do naszych wcześniejszych składników elementy metalu, punka a także klimatu muzyki lat 70-tych.

Natomiast rzeczywiście, zgodzę się co do tego, iż "TV Sky" był naszym największym komercyjnym sukcesem. Dużo zamieszania zrobił na pewno nasz pierwszy singiel "Skinflowers", który pokazywano nawet od czasu do czasu w MTV.

Moim ulubionym numerem The Young Gods jest pochodzący z tej płyty utwór "Dame Chance". Powiedz mi, czego tak naprawdę dotyczy tekst tej piosenki.

Cieszę się, że podoba Ci się ten kawałek, do dziś gramy go zresztą na koncertach. A o czym jest tekst tej piosenki ? W skrócie opowiada on o prowokowaniu. Trzeba w życiu prowokować aby coś osiągnąć. Prowokować siebie - swoje mentalne przyzwyczajenia i bariery, prowokować ludzi - stereotypy, którymi obracają, prowokować świat - prawa jakie nim rządzą. Taka stymulacja wywołuje natychmiastową reakcję, której skutki są dla Ciebie raz lepsze a raz gorsze. Jeśli nie spróbujesz, nigdy się jednak o tym nie przekonasz. Jeśli chcesz coś dla siebie wywalczyć musisz wykonać pewien ruch, przełamać się, sprowokować do działania. Określenie "dame chance" jest więc w tym utworze synonimem celu do którego zmierza bohater utworu, celu którym konkretnie jest tu piękna kobieta.

Sukces "TV Sky" przełożył się na wielomiesięczną, światową trasę podczas której po raz drugi odwiedziliście Polskę, byliście wówczas gwiazdą katowickiego festiwalu "Odjazdy".

Pamiętam dobrze ten koncert ponieważ mieliśmy problemy techniczne podczas występu (śmiech). Zagraliśmy w hali, która wyglądem przypominała latający spodek. Było naprawdę mnóstwo ludzi, nie często zdarza nam się występować przed tak licznym audytorium. Mieliśmy jak zwykle fantastyczne przyjęcie. Zawsze miło wracam wspomnieniami do występów w Polsce. Mamy tu naprawdę oddanych fanów.

Na Waszym następnym albumie "Only Heaven" zdecydowaliście się na ryzykowny krok: dominujące dotąd gitary zastąpiliście dość dużą dawką elektroniki. Czy takie właśnie było Wasze założenie podczas rejestracji nowego materiału: nagrać album zupełnie inny od "TV Sky" ?

Wiesz, nie myśleliśmy w ten sposób, nie kalkulowaliśmy. Lubię energię "TV Sky" jednak podczas nagrywania "Only Heaven" w ogóle o tym nie myślałem. Dla nas był to jak najbardziej logiczny krok naprzód. Tak naprawdę od zawsze mieszaliśmy w naszej muzyce elementy różnych stylów, wspominałem wcześniej o industrialu i punku ale z drugiej strony mogłeś usłyszeć w naszych nagraniach także wpływ muzyki kabaretowej, klasycznej czy konkretnej. Podczas nagrywania "Only Heaven" staraliśmy się jak najbardziej zróżnicować nasz materiał, chociaż jak słucham tej płyty dziś to zaskakuje mnie jej spójność (śmiech). Bardzo lubię ten album, choć muszę niestety przyznać, iż płyta, zwłaszcza w Stanach nie poradziła sobie zbyt dobrze. Po sukcesie "TV Sky" podpisaliśmy tam kontrakt z wytwórnia Interscope. Kiedy goście z tej wytwórni usłyszeli nasz nowy materiał powiedzieli nam, że płyta brzmi zbyt. europejsko (śmiech). Nie wiedzieliśmy co to znaczy (śmiech). Być może chodziło im o atmosferę płyty, naprawdę nie wiem.

Po wydaniu "Only Heaven" Wasza muzyczna aktywność straciła swój dawny impet, powiedz mi dlaczego przerwy pomiędzy kolejnymi albumami stają się coraz dłuższe.

Jak Ci zapewne wiadomo płyta "Only Heaven" ukazała się w 1995 r., następnie pojechaliśmy na trasę, która trwała aż do samego końca 1996 r. Wiesz, zawsze byliśmy zespołem, który dużo koncertuje. Po 12 latach w trasie byliśmy już mocno zmęczeni. Nie mieliśmy także napisanego materiału na nową płytę a na domiar złego opuścił nas wówczas perkusista Use Hiestand. Zrobiliśmy więc sobie roczną przerwę w koncertowaniu. Później zaczęliśmy się spotykać i powolutku gromadziliśmy pomysły na nowy album. Po przykrych doświadczeniach z wytwórniami płytowymi postanowiliśmy wydać kolejną płytę w małej, niezależnej wytwórni Intoxygene. Wszystkie te działania nieco spowolniły moment wydania naszej następnej płyty "Second Nature", ale w końcu października 2000 r. album ujrzał światło dzienne. Nagrywanie tej płyty zabrało nam zresztą bardzo dużo czasu. Staraliśmy się znaleźć idealny balans pomiędzy rockiem a elektroniką i jednocześnie chcieliśmy uciec od porównań z naszymi poprzednimi krążkami.

Powiedz mi dlaczego zdecydowaliście się wydać w 2004 r. tak wyciszoną, ambientową płytę jak "Music for Artificial Clouds". Miałeś już przecież w swym dorobku doświadczenia z ambientem podczas pracy nad "Heaven Deconstruction" oraz swym solowym albumem "Braindance". Przyznam się szczerze, że po 4 latach oczekiwań na nową płytę byłem nieco rozczarowany jej zawartością.

W okresie powstawania "Second Nature" zacząłem pisać dużo instrumentalnej muzyki do baletu i filmów, część tej muzyki ukazała się na wspomnianym przez Ciebie solowym krążku. Zresztą każdy z nas pisał wtedy coś na boku. Genezą powstania "Music for Artificial Clouds" była propozycja napisania muzyki na szwajcarską wystawę Expo. Mieliśmy zagwarantowany niezły budżet więc nie musieliśmy się martwić o czas i pieniądze. Dla nas samych był to zaś dobry pretekst aby zebrać się znowu razem i pomyśleć o przyszłości. Mogę zatem powiedzieć, że dzięki tej płycie nadal istniejemy. Podczas jej nagrywania przeprowadziliśmy nie jedną rozmowę na temat naszej dalszej współpracy i zdecydowaliśmy się nadal trzymać i pracować razem. Zdaję sobie sprawę z tego, iż 4 lata w muzyce to naprawdę dużo, ale może dzięki tej przerwie nie byliśmy sobą dostatecznie zmęczeni i nie znienawidziliśmy się do końca (śmiech).

Kiedy podczas pisania tekstów do swoich piosenek decydujesz w jakim języku je zaśpiewasz ? Do tej pory na Waszych płytach można było trafić na teksty w języku angielskim, francuskim oraz niemieckim.

Inspiruje mnie przede wszystkim brzmienie słów. Wprawdzie nadal myślę w swoim ojczystym, francuskim języku ale dużo podróżuje, spędzam wiele czasu w Stanach i w Anglii. Pewne słowa lepiej brzmią w jednym, a pewne w drugim języku. Wiesz, nie ma tu tak naprawdę żadnej reguły. Mam świadomość tego, iż język angielski jest znacznie bardziej uniwersalny i w krajach takich jak Polska czy Brazylia język francuski brzmi wręcz egzotycznie (śmiech). Bez wątpienia każdy język ma swój własny feeling i to muzyka podpowiada mi jakich słów mam w danym momencie użyć. Dowodem na to jest choćby piosenka taka jak "Moon Revolutions" która w połowie jest po francusku a w połowie po angielsku.

Współpracowałeś z wieloma artystami, produkowałeś także płyty innych wykonawców. Powiedz mi na koniec naszej rozmowy, spotkanie z którym artystą było dla Ciebie najbardziej inspirujące.

Jeśli chodzi o produkcje albumów innych wykonawców to najmilej wspominam współpracę nad trzecim albumem pochodzącego z Paryża zespołu Treponem Pal. Płyta ukazała się w 1993 r. i nazywała się "Excess & Overdrive". Szczerze Ci ten album polecam. Natomiast jeśli chodzi o artystyczną kolaborację to najbardziej inspirującą osobą z jaka pisałem utwory był Gilles Jobin. Dzięki temu spotkaniu odważyłem się odwiedzić muzyczne terytoria jakich nikt dotąd nie chciał spenetrować. I musze Ci przyznać, iż jako twórcy nie mogło mnie spotkać nic lepszego. Razem napisaliśmy muzykę, głównie ambientową, do kilku przedstawień choreograficznych. Zawsze byłem zafascynowany połączeniem muzyki i ruchu ciała. Nie ma dla mnie znaczenia czy jest to ambient, dance-music czy też rock. Zaprzęgnięcie ciała do odbioru i wyrażania poprzez ruch własnych emocji stwarza wiele możliwości, które można mnożyć w nieskończoność.

Dziękuję Ci Franz za rozmowę i do zobaczenia w Polsce podczas Waszych dwóch występów !!!

Nie mogę się już ich doczekać, do zobaczenia !!!

[Marcin Jaśkowiak]