polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mortiis The Grudge

Mortiis
The Grudge

Brytyjska Earache Records znana jest nie od dziś z wydawania rzeczy mocno odbiegających od ogólnie pojętej konwencji metalowej, z którą kojarzona jest przecież niemal od 20 lat. Świadczą o tym choćby płyty Dub War, który kiedyś w sposób bardzo ciekawy eksperymentował z elementami rapu, czy Ultraviolence ocierający się o przeraźliwie przejaskrawiony trance. Obecnie prym w łamaniu firmowego stereotypu biorą udział głównie odszczepieńcy z Cult Of Luna (fani Neurosis powinni zapoznać się z ich ostatnim longiem "Salvation") oraz Mortiis. To właśnie ten ostatni jegomość serwuje nam "The Grudge" - album dziwaczny i zarazem bardzo wciągający. Pamiętam jak dziś pierwsze produkcje Mortiisa, na których pobrzmiewały syntezatorowe plamy, a prostota tych nibykompozycji była wręcz drażniąca. I mimo tego, iż wydawała to Cold Meat Industry, starałem się omijać dorobek Mortiisa dalekim łukiem. Poprzedni krążek "Smell Of Rain" przyniósł niesamowitą metamorfozę. Hybryda elektro, rocka, metalu - takiego zwrotu chyba nikt się nie spodziewał. A co za tym idzie, nastąpiła praktycznie wymiana słuchaczy. "The Grudge" to stylistyczna kontynuacja poprzedniej płyty. Dodam, że bardziej wyrazista, osadzona na sprawdzonych wzorcach, ale jednak na tyle intrygująca, aby poświęcić jej tych kilkanaście zdań. Mortiis wykorzystuje elektro-industrialną otoczkę, na której buduje szkielet swoich utworów. Niekiedy drażniące rozedrganym tłem ("Twist The Knife"), innym razem z wyraźnym nawiązaniem do Nine Inch Nails czy White Zombie ("Broken Skin"). Nad całością unosi się pozorny nieład, produkcyjny brud. Nawet wokal, nie dość, że przepuszczony przez efekty, jest taki szczeniacki w swojej wymowie. Zdaję sobie sprawę, że jest to zamierzone działanie. Ba, uważam to za niewątpliwy atut tego krążka. I tak, patrząc z perspektywy czasu, Mortiis zbyt daleko nie odszedł od pierwotnej prostoty swojej twórczości. Nadal nie ma tu wirtuozerii, dominuje wyrazisty rytm, taki plastikowy bunt, który podszyty obficie pulsującą elektroniką potrafi jednak zainteresować.

Mimo wyraźnych zmian stylistycznych, ba nawet rewolucyjnych, Mortiis nadal ukrywa się pod maską prostoty, w tym pozytywnym znaczeniu.

[Marc!n Ratyński]