polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
LAIBACH Anthems

LAIBACH
Anthems

Laibach to zespół niewątpliwie oryginalny. Choć zaliczany jest do prekusorów industrialu, dziś bardziej kojarzony jest z mrocznym i zwichrowanym wyziewem electro. Ich muzyka stanowiła podstawę stylu "najbardziej niemieckiego z niemieckich zespołów" czyli Rammsteina, choć członkowie Laibach są przecież Słoweńcami. Ich niemieccy epigoni dodali tylko gitary, uprościli brzmienie i stworzyli idealną kwadraturę melodii, która urzekła miliony. U podłoża aktywacji Laibacha w 1980 r. w Lubljanie legła fascynacja artystycznym aspektem totalitaryzmu. Od samego początku teksty zespołu, grafika okładek i koncertowa sceneria ociekały totalitarnymi symbolami i takimż przekazem. Posądzani o uprawianie faszystowskiej agitki z uśmiechem odpowiadali "Jesteśmy faszystami w takim samym stopniu w jakim Hitler był malarzem".

Muzyka jaką zaproponowali była na owe czasy na wskroś nowatorska. Plemienne rytmy, fragmenty przemówień różnej maści dyktatorów (w tym i naszego Generała), elektroniczne trzaski i szumy oraz górujący nad wszystkim zimny i ostry jak brzytwa głos Milana Frasa. W swojej dyskografii mają kilka zaskakujących wolt stylistycznych, szokujących coverów a nawet cały album The Beatles "Let It Be" nagrany i przerobiony na swoją niepowtarzalną modłę. Wydany niedawno, podwójny beściak "Anthems" podsumowuje z grubsza ich bogaty dorobek. Wiele albumów nie ma tu swojego reprezentanta, skupiono się raczej na wyborze utworów najbardziej wpadających w ucho. A że zespół nigdy nie grzeszył szczególną smykałką do melodii najjaśniejszymi punktami płyty są covery: "Leben Heisst Leben" Opus, "In The Army Now" Status Quo, "Get Back" The Beatles, "Final Countdown" Europe, "Sympathy for the Devil" Stonesów czy "Geburt Einen Nation" Queen. Jest także na szczęście kilka perełek z przeszłości jak "Drzava" czy "Brat Moj" z czasów kiedy zespół stał się prawdziwym objawieniem na scenie industrialnej w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku. Słowem zestaw może nie jest idealny i reprezentatywny ale na pewno godny polecenia dla wszystkich nieobeznanych twórczości kwartetu. Nie wiem tylko po co dodano drugi krążek z remixami. Gdyby to były chociaż jakieś odrzuty czy też kolekcjonerskie rarytasy. Niestety dostajemy zestaw świeżutkich, bezmyślnych łupanek przy który fan Laibacha nie potańczy a fan tańca nie polubi zespołu. Nawet obecność wśród remixerów Juno Reaktor na niewiele się zdała. Nie ma co jednak narzekać na zespół. Takie bonusowe "cudeńka" można dziś znaleźć na co drugiej wydawanej w tej chwili płycie. Ale to już zupełnie inny temat.

[Marcin Jaśkowiak]