polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Quannum wywiad z Vursatylem, Jumbo, DJ Rev Shines, Mike'm Relm i D-Sharp'em

Quannum
wywiad z Vursatylem, Jumbo, DJ Rev Shines, Mike'm Relm i D-Sharp'em

Podczas tegorocznego festiwalu w Dour, jedną z hip-hopowych niespodzianek był występ Quannum Projects. Pod szyldem tej ważnej dla ambitnego hip-hopu wytwórni, wystąpił didżejski duet D-Sharp i Mike Relm oraz grupa Livesavas. Obejrzeliśmy więc pokaz fantastycznego turntablismu, po którym nastąpił solidny koncert. Chwilę później zasiedliśmy do konwersacji z muzykami, którzy okazali się wielce rozmowni. Gwoli ścisłości, Livesavas to dwóch MC: Vursatyl (sporych rozmiarów koleżka w zielonej bluzie), Jumbo (dżentelmen w dreadach) i DJ Rev Shines (fotki brak), Mike Relm ma azjatyckie korzenie, a fotkę D-Sharp'a możecie zlokalizować dzięki minimalnemu wysiłkowi intelektualnemu. A dzięki zagłębieniu się w poniższy wywiad, dowiecie się sporo o tych muzykach, a także o undergroundowym podejściu do hip-hopu i tajemnicach turntablismu.

Na początku powiedzcie, jak doszło do tego, że reprezentujecie Quannum w Europie w ramach trasy Quannum Projects? W jaki sposób nawiązaliście kontakt z tą wytwórnią?

[DJ Rev Shines] Po prostu jesteśmy tak zajebiści.

[Vursatyl] Tak, to pewnie główna przyczyna. A poza tym, Chief Excale dostał kiedyś od właściciela sklepu muzycznego w Portland taśmę z kawałkami Livesavas. W rezultacie rozpoczęliśmy koncertowanie u boku Blackalicious i ponieważ trasa wypadła dobrze, otrzymaliśmy od Quannum propozycję kontraktu. Zawdzięczamy to Lyrics Born i Blackalicious, oni słyszeli wcześniej także nasze demo. Więc wydaliśmy najpierw singla "Head Exercise" a potem, w ubiegłym roku, pełny album pod tytułem "Spirit In Stone".

[DJ D-Sharp] W moim przypadku związki z Quannum sięgają zamierzchłych czasów. Moim kumplem od najmłodszych lat jest Lateef the Truth Speaker, razem zaczynaliśmy działalność w hip-hopie, ja zawsze sporo grałem w klubach w okolicach San Francisco jako didżej. Więc z ekipą Quannum znam się od dawna. Pewnego dnia Chief Excale zaproponował mi wyjazd na trasę z Blackalicious, później grałem z Latyrx a obecnie jestem didżejem Lyrics Born. Jak widzisz, ciągle jestem w kontakcie z ludźmi z Quannum i to już kawał czasu.

[Mike Relm] Otwierałem swoimi setami bardzo dużo koncertów Blackalicious, później także Lyrics Born. W ten sposób poznałem D-Sharpa, więc gdy okazało się, że Lyrics Born odwołał swój udział w europejskiej trasie Quannum Projects, D-Sharp zadzwonił do mnie z propozycją, żebyśmy zagrali na tej trasie wspólne sety jako support Livesavas. Nigdy wcześniej nie graliśmy razem, dopiero tutaj w Europie zaczęliśmy współpracować.

No to jesteśmy w szoku, set był genialny. Czy wzięliście udział w amerykańskiej trasie Quannum Projects, w której wzięło udział o wiele więcej artystów? Opowiedzcie coś o tym wydarzeniu.

[Jumbo] Ta trasa zgromadziła samych tuzów. Był Blackalicious, Chief Excale, Gift of Gab, Lateef the Truth Speaker, Lyrics Born, więc i Latyrx, oczywiście DJ Shadow, Jayo Velarde, która była jedyną wokalistką w całym składzie, no i Livesavas oraz DJ D-Sharp. Wszyscy występowaliśmy jako konglomerat, jako jedna całość, nie było podziałów pomiędzy nami, wszyscy byliśmy częścią Quannum Projects. Była to naprawdę dobra trasa, zjechaliśmy całe Stany i wiele koncertów było wyprzedanych.

[Vursatyl] Zauważ, że na scenie było tak dużo osób, że niemożliwe było zagranie własnego koncertu przez każdego z nas. Możemy powiedzieć, że to szoł było jak sztafeta, kolejni muzycy wchodzili na jeden lub dwa numery i zastępował ich ktoś inny. W ten sposób całość trwała nieco ponad dwie godziny plus bisy.

[Jumbo] Uwierz mi, to była jedna z najlepszych tras w historii hip-hopu, według mnie porównywalna z legendarną trasą Run D.M.C. z Beastie Boys, absolutnie najwyższy poziom. Oprócz tego, że ciągle zmieniali się wokaliści, zagrało też wielu didżejów: nasz didżej, czyli DJ Rev Shines, DJ D-Sharp, DJ Shadow i Chief Excale. Więc mogło powstać kilka składów, działających, jak to określił Vursatyl, jak sztafeta. Więc kiedy Blackalicious nie rymował, ze sceny znikał Shadow, gdy Latyrx - odchodził Chief Excale i tak dalej. To jednak nie wszystko, ponieważ kilka kawałków zagraliśmy razem, wtedy miksowali wszyscy didżeje, a ponadto każdy z didżejów miał też trochę czasu na własne popisy. Dlatego szoł było niesamowite, pierwszy raz w historii tych czterech świetnych didżejów grało na jednej scenie.

Czy będziemy mieli kiedyś okazję przeżyć coś takiego w Europie?

[Vursatyl] We wrześniu ubiegłego roku graliśmy podobną trasę po zachodniej Europie, ale wtedy nie było z nami Shadowa. Chcielibyśmy w przyszłości znowu razem zagrać, także z Shadowem w składzie, ale w najbliższym czasie może okazać się to trudne.

[Jumbo] Wszyscy pracują teraz nad nowymi albumami. Blackalicious przygotowuje płytę, Lateef the Truth Speaker i Shadow też, my także chcemy nagrać nowy materiał. Ale kiedy to się stanie, kiedy będziemy wszyscy mieli nową muzykę, wtedy pewnie kolejna odsłona Quannum Projects zacznie się materializować.

Czy Livesavas sami tworzą swoją muzykę?

[Jumbo] Tak, przy czym na naszej pierwszej płycie występuje kilku gości, także producentów. Ich udział jest jednak niewielki. Na przykład Chief Excale spreparował dla nas kilka podkładów, ale generalnie rzecz biorąc zajmujemy się nimi sami.

Bazujecie na samplach i komputerze, czy też używacie żywych instrumentów?

[Jumbo] Łączymy oba podejścia, ale podstawą jest dla nas sampling, to są nasze korzenie. Sample i automat perkusyjny.

[Vursatyl] To jest pierwotne dla sceny hip-hopowej podejście do muzyki. Na naszej płycie mamy kawałek Livin Time, który w całości został wyprodukowany za pomocą SP-1200, czyli podstawowego automatu perkusyjnego. Przy kilku innych piosenkach pomogli nam instrumentaliści, ale to jedynie drobny wkład.

Jaka jest wasza opinia na temat obecnej kondycji sceny hip-hopowej. Czy po komercjalizacji mającej miejsce w ciągu ostatnich lat, widać oznaki powrotu hip-hopu do jego źródeł, czyli do undergroundu?

[Jumbo] Pozwólcie, że zacznę. Sądzę, że wszystko musi powrócić do swojego punktu wyjścia, do swoich korzeni, po tym, jak przebędzie długą drogę i zyska nowy punkt widzenia. Wydaje mi się, że właśnie teraz hip-hop znajduje się w etapie przejściowym, podczas którego stara się on odnaleźć fundamenty, które ukształtowały tę kulturę. Ludzie chyba spostrzegli, że ta wymykała się ona z rąk jej twórcom, zauważyli, że tracą nad nią kontrolę, więc próbują powrócić do jej pierwotnego źródła.

[Vursatyl] W pełni się zgadzam. Ponadto, myślę, że zawsze istniał prawdziwy hip-hop - ten, w którym trwa duch, a także etyka i estetyka pierwszych jego twórców, jego ojców; taki hip-hop cały czas żyje. Jednak z powodu komercjalizacji tego sposobu wyrazu, propagowanego przez hip-hop, na pierwszy plan wysunęły się zjawiska i muzyka, która na to miano nie zasługuje, a jedynie udaje hip-hop przyjmując jego estetykę i formę. Ale nieustannie mamy do czynienia z hip-hopem undergroundowym, płynącym pod prąd, tworzonym przez ludzi wiernych hip-hopowi jako formie sztuki. Według mnie, odradza się on, po tym, jak został nieco zepchnięty na dalszy plan i zniknął z pola widzenia w czasie sukcesu i popularności Mos Defa, Taliba Kweli, The Roots, tego typu artystów. Nawet Outkast przyczynił się do wymieszania muzyki popularnej z hip-hopem, co z jednej strony stwarza zagrożenie, że muzyka rozrywkowa będzie postrzegana jako hip-hop, ale z drugiej - umożliwia ukazanie światu i szerszemu gronu odbiorców tego, co chcielibyśmy nazywać prawdziwym, czy też undergroundowym hip-hopem. Muzyka grana przez ekipę związaną z Quannum, z Def Jux albo Stones Throw, istniała przez cały ten czas, ale możliwe, że dopiero w ostatnim okresie przyciąga większą uwagę.

[Jumbo] Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden zachodzący obecnie proces. Wydaje mi się to zabawne, ale teraz didżeje są chyba najpopularniejszymi ludźmi na całej planecie. I mimo, że na pierwszy rzut oka tego nie widać, to jednak bez wątpienia pomaga to kulturze hip-hopowej. Didżeje są obecni we wszystkich mediach, olbrzymia ilość ludzi ma świadomość, kim oni są. To jest bardzo ważne, ponieważ kultura hip-hopowa od samego swego początku związana jest z osobą didżeja. Być może zatoczyliśmy więc pełny okrąg i hip-hop powraca do punktu wyjścia. Dlatego prezentujemy na tej trasie piękno muzyki D-Sharpa i Mike'a Relm, bowiem didżeje są nieodłącznym elementem kultury hip-hopowej. To prawda, że zawsze nim byli, ale być może nie otrzymywali takiej uwagi, na jaką zasługują.

Czy sami słuchacie hip-hopu, który zakwalifikowaliśmy jako komercyjny?

[Jumbo] Tak, trochę, wydaje mi się, że we wszystko, co ma strony ciemne, ma też strony jasne. Samo słowo "komercyjny" jest trochę mylące i nadużywane. Odniesienie pewnego sukcesu jest w porządku i może być pomocne. Bez tego przecież nikt z was nigdy nie usłyszałby o Livesavas, Mike'u Relm czy D-Sharp'ie, więc nie moglibyśmy grać w Europie i też teraz tu rozmawiać. Więc bez przesady. Ale nie nazwałbym nas "komercyjnymi", tylko dlatego, że osiągnęliśmy niewielki sukces i popularność, na tyle, że wiecie o naszym istnieniu. Ważne, by zachować równowagę i nie dawać się zwieść pozorom, etykietkom.

[Vursatyl] Po prostu słuchamy dobrej muzyki.

A co to znaczy według Livesavas? Może jakieś przykłady?

[Vursatyl] No przecież, że Livesavas.

To wiemy, co jeszcze?

[D-Sharp] Jestem didżejem, więc słucham wszystkiego. Oczywiście, przede wszystkim jestem fanem hip-hopu, to moja podstawa. Ale gdy rozmawialiście o komercjalizacji tej muzyki, szeptaliśmy tu sobie z Mike'em na boku i doszliśmy do wniosku, że sami jesteśmy dziećmi dwóch różnych światów - undergroundu i komercji. I zaryzykuję stwierdzenie, że jesteśmy produktami tego, co w tych dwóch światach najlepsze. Zobacz, z jednej strony związani jesteśmy z podziemiem i tak postrzegają nas fani, którzy przyszli tutaj zobaczyć Quannum Projects, Def Jux i innych, ale z drugiej - ja sam słucham komercyjnego hip-hopu. Kocham Jay-Z, kocham Tanyę West, cholera, nawet Tupaca uwielbiam. I wcale się tego nie wstydzę, oni też są częścią hip-hopu. Tak ich postrzegam i jest to dla mnie dobra muzyka. Sam fakt, że ktoś sprzedaje miliony płyt i odnosi medialny sukces, nie znaczy dla mnie, że jest "komercyjny" i, że powinienem unikać jego muzyki. Weź na przykład Tupaca. Był, jaki był, ale to co robił - to była MUZYKA. Dlatego był gotowy na śmierć, bo osiągnął to, do czego chciał dojść, mógł spojrzeć na swoją karierę i powiedzieć: "udało mi się to, co chciałem". No to się wydało, że lubię Tupaca. Ale równocześnie uwielbiam Company Flow, kocham Smith&Wessun, Black Moon, Freestyle Fellowship, Blackalicious i pełno innych. A to jest underground. Mam oczy otwarte na wszystko, co dzieje się w hip-hopie.

Jakiego rodzaju sampli używacie? Skąd je bierzecie, czy samplowane przez was nagrania muszą spełniać szczególne kryteria?

[DJ Rev Shines] Używamy sampli, które są zajebiste.

Świetnie, a co to są zajebiste sample?

[Jumbo] Czym są zajebiste sample?

[DJ Rev Shines] Wszystko może nimi być. Nie ma żadnych ograniczeń w tej kwestii. Pytasz mnie, to tak brzmi moja odpowiedź: szukam zajebistych sampli, to jest jedyne kryterium. Nieważny jest gatunek, ani styl. Nie musi to wcale być funk, jazz albo soul. Interesuje mnie wszystko, co brzmi zajebiście, bo z takich właśnie sampli wyrasta hip-hop.

O.K. A czy użylibyście jako sampli breaków już użytych przez inny hip-hopowy skład? Jaka jest wasza opinia na temat samplowania materiału, który już jest hip-hopem?

[Jumbo] Już widzę, do czego zmierzasz i o co ci chodzi. To nie jest łatwe pytanie i nie można na nie odpowiedzieć jednym zdaniem. Więc w pierwszym momencie mówię: nie użyłbym jako sampla partii z hip-hopowego kawałka. Jest jednak małe "ale". W hip-hopie mamy do czynienia ze wspaniałym oldskulem, a w nim pełno wspaniałych breaków, które być może da radę poddać swoistemu recyklingowi. A o to przecież w hip-hopie chodzi, o nadanie samplom nowego oblicza, będącego efektem twojej pracy. Więc jeśli użyjesz takiego sampla na swój własny sposób, jeżeli skorzystasz z niego tak, jak z każdego innego, traktując go jedynie jako część twojej muzyki - wtedy proszę bardzo, nie widzę w tym nic złego. Ale do cholery, nigdy, przenigdy nie wsamplowałbym bębnów DJ Premiera. Istnieją pewne zasady, a kiedy rozumiesz na czym polega prawdziwa kultura hip-hopowa i poznajesz jej historię, wtedy poznajesz też zasady nią rządzące i ich nie łamiesz.

[Vursatyl] Według mnie linia, oddzielająca zrzynanie z kogoś od oddawania mu hołdu, jest bardzo cienka. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi. Jeżeli bierzesz część czyjegoś bitu i twierdzisz, że jest rezultat twojej własnej inwencji, że ty sam odnalazłeś ten sampel - wtedy mamy do czynienia z kopiowaniem i tego nie można tolerować. Ale możesz w podobny sposób oddawać komuś hołd. Granica pomiędzy tymi skrajnie różnymi podejściami jest jednak krucha i cieniutka.

Rozumiem. W czasie nagłaśniania sprzętu przez Mike'a i D-Sharpa, miksowaliście na przykład Aphex Twina, potem pojawił się Jimi Hendrix. Czy interesują was także brzmienia odmienne od hip-hopowej stylistyki? Jak pracujecie nad dźwiękiem?

[Mike Relm] Oprócz adapterów używam jeszcze efektu, tak zwanego pedału "wah wah". Samą dłonią można uzyskać przeróżne brzmienia skreczy, ale ten efekt sprawia, że brzmią one tak, jak gitara Hendrixa [tu następuje wokalna prezentacja, o co chodzi w tym efekcie]. Lubię używać takich zagrań, pozwalają mi one odnieść moje skreczowanie do tradycyjnej muzyki. A tak w ogóle, to jestem wielkim fanem Hendrixa.

Mike, od jak dawna bawisz się w turntablism? Jak długo trzeba ćwiczyć, by wznieść się na taki poziom skreczowania, jak twój? Czy nagrałeś jakieś płyty?

[Mike Relm] Zacząłem w roku dziewięćdziesiątym trzecim, tego jestem pewien, ponieważ moja pierwsza płyta nosi nazwę "From 93 till infinity". Więc zajmuje się skreczowaniem już jedenaście lat. Nagrałem kilka swoich płyt, a oprócz tego przygotowałem sporo płyt z myślą o bitwach didżejów, na których zawarte są różne dźwięki, będące narzędziem do skreczowania. Wymyśliłem też nowy rodzaj płyty, winylu, który nie podskakuje podczas gry. Chodzi o to, że podczas imprezy didżej też chce się pobawić, wyszaleć, a nie tylko stać w skupieniu przy adapterach. A gdy zaczyna on podskakiwać, tańczyć, wtedy często sprzęt wpada w wibracje i słychać przeskakiwanie igły. Nic dziwnego, skoro jest on zależny od malutkiego diamentu śmigającego po wąskim rowku płyty, wtedy podczas imprezy mogą się zdarzyć takie drobne wypadki. Więc wymyśliłem płytę, na której igła nie podskakuje, skreczowanie staje się więc łatwiejsze.

[Jumbo] Każdy didżej, który czyta ten wywiad, wie teraz, że istnieją już płyty rozwiązujące jego problem. Więc zapatrzcie się w bitewne winyle i pamiętajcie, że podskakiwanie igły znikło dzięki Mike'owi.

Bez dwóch zdań, użyteczny wynalazek. Czy twoje sety masz z góry zaplanowane, czy może wychodzisz na scenę i improwizujesz?

[Mike Relm] Zdecydowana większość jest przygotowana wcześniej, ale nie trzymam się tych planów kurczowo. Często zdarza się, że pewne pomysły przychodzą niespodziewanie w czasie setu, D-Sharp oczaruje mnie jakiś motywem, jakimś rytmem i zaczynamy grać muzykę, której wcześniej nie przećwiczyliśmy, improwizujemy. Trochę takiego grania było też dzisiaj, zagraliśmy sporo patentów, które pojawiły się po raz pierwszy w czasie tej trasy. Koncepcje pojawiały się same, brzmiało to dobrze, więc brnęliśmy głębiej. Generalnie rzecz biorąc, większość setu jest zaplanowana, ale przecież gra się dla publiczności, czuje się jaki jest odbiór i jaka z jej strony płynie energia. Czasem więc dajemy się jej ponieść.

Jakimi płytami się posługujecie? Czy używacie winyli przygotowanych specjalnie z myślą o skreczowaniu i turntablismie, zawierających na przykład poszczególne dźwięki, odgłosy?

[Mike Relm] Zazwyczaj nie sięgamy po takie płyty, gramy z normalnych winyli. Czasem używamy płyt z przygotowanymi wcześniej samplami, pozwala to uniknąć nadmiernego żonglowania płytami i umożliwia szybsze zmienianie sampli, bez potrzeby ciągłego wydobywania nowych płyt. Ale zazwyczaj gramy oryginalnymi kompozycjami, z nich bierzemy breaki.

Czy używaliście kiedyś zabawek w stylu Final Scratch, pozwalających skreczować nagraniami zapisanymi na komputerowym dysku? Czy ten sprzęt znajduje w ogóle zastosowanie w turntablismie i hip-hopie?

[Mike Relm] Przez całe życie używałem winyli, jestem wręcz zżyty z tym, jak się na nich pracuje. Bardzo mi odpowiada granie z winyli, nie będę tego zmieniał. Oczywiście mają one swoje wady, jak choćby wspomniane przeskakiwanie igły. Mając jednak pewne doświadczenie, wiesz już, jak płyta się zachowuje, kiedy może przeskoczyć, znasz naturę tego środka wyrazu, więc możesz tworzyć za jego pomocą sztukę. Według mnie, używając komputera część zagrywek, brzmień i efektów można odtworzyć, ale części po prostu się nie da podrobić, winyl jest niezastąpiony. Sytuacja jest podobna, jak w przypadku filmu. Oczywiście można używać grafiki komputerowej w miejsce tradycyjnych środków, często wychodzi to taniej, rezultaty uzyskujesz szybciej i to jest w porządku. Ale pewnych rzeczy po prostu za pomocą komputera nie zrealizujesz, musisz sięgnąć po klasyczny warsztat filmowy. Podobnie jest z winylami.

[D-Sharp] Kiedy gram jako didżej z Blackalicious, Lyrics Born albo Lateef, zawsze używam winyli.

Czy kiedykolwiek graliście koncert z towarzyszeniem żywych instrumentów, łącząc wasze skrecze z żywą muzyką?

[D-Sharp] Podczas jednego z pierwszych koncertów Lyrics Born, występował on z grającą na żywo kapelą Galactic, wtedy też miałem okazję dołączyć do nich na scenie i skreczować do ich muzyki. Mike niebawem wybiera się do Nowej Zelandii, gdzie ma występować razem z Money Markiem i jego zespołem. Chciałbym podkreślić, że jeśli jesteś zgrany z zespołem i dobrze się z nim rozumiesz, to skreczowanie do żywej muzyki jest po prostu zajebiste. Masz olbrzymie możliwości pokazania swoich umiejętności, a rezultaty są często wspaniałe, publiczność szaleje. Uwielbiam wprost takie koncerty.

[Mike Relm] Granie z żywym zespołem unaocznia ponadto wielu słuchaczom, że adaptery są prawdziwym instrumentem jak każdy inny, a nie jedynie sprzętem do puszczania piosenek lub rytmów. Wymagają one umiejętności, lecz pozwalają także na wspólne granie na równych zasadach z najlepszymi muzykami. Oczywiście, jeżeli obie strony chcą tego spróbować. Ja przynajmniej się staram.

Powoli zmierzamy do końca. Jakie są wasze plany na najbliższą przyszłość?

[Mike Relm] Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć coś wspólnie z D-Sharpem. Do tej pory nie grałem jeszcze z nikim, z kim tak łatwo chwytałbym wspólną wibrację. Ta trasa sprawiła mi wiele satysfakcji, a szczególnie udany był dzisiejszy występ, był świetny.

[D-Sharp] Mike jest zajęty, ja także, ale bez wątpienia musimy razem coś wymyślić i grać dalej. Gdy wrócimy do Stanów jadę w trasę z Lyrics Born, mam nadzieję, że przyjedziemy także do Europy, co się teraz nie udało, Lyrics Born musiał odwołać swój udział. Mam też inne propozycje współpracy, chociażby z obecnym tutaj wielebnym Shines'em, didżejem Livesavas. Chodzi o to, żeby się rozwijać, posuwać do przodu i kultywować prawdziwy szczery hip-hop. Nie chcę się przechwalać, szanuję innych didżejów, ale zebraliśmy już sporo pochwał za naszą muzykę, więc wydaje mi się, że wszystko zmierza w dobrą stronę i trzeba ten ruch kontynuować.

[Jumbo] Obecnie promujemy jeszcze debiutancki album Livesavas, ale pracujemy już nad następną płytą.

Ostatnie pytanie. Czy znacie jakieś europejskie grupy hip-hopowe?

[Vursatyl] Moją ulubioną jest Saian Supa Crew. Ich koncert był chyba najlepszym hip-hopowym koncertem granym na żywo, jaki widziałem w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

[Jumbo] Też bardzo szanuję Saian Supa Crew. Oprócz nich, świetny jest też Roots Manuva, podobnie też Ty. Ty wystąpił na kilku festiwalach, gdzie my też graliśmy i bardzo nam się podobały jego koncerty.

Zatem powodzenia. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski, Mikołaj Pasiński]