polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fog Gramofoniarstwo z duszą

Fog
Gramofoniarstwo z duszą

"Nazywam się Andrew Broder, pochodzę z Minneapolis w stanie Minnesota" - tak przedstawia się 24-latek obdarzony niebywałą wyobraźnią, uchodzący za jednego z najciekawszych współczesnych muzyków, poskramiający nurt zwany turntablismem. Jego wyobraźnię cechuje ogromny kolaż dźwiękowy, który serwuje przy okazji każdej swojej płyty. Fakt, że jest niebywale barwną i oryginalną postacią turntablismu potwierdza zaś jego brzmieniowa podróż po wielorakich przestrzeniach muzycznych, przyjmując zabawy z gramofonem za fundament swej artystycznej drogi, budując jednak na nim kompozycje wyrastające sporo ponad niego.

Andrew Brodera wiązać należy z najbardziej intrygującym nurtem muzyki hip-hopowej czyli avant-hopem, bo pomimo tego, iż nagrywa materiały zupełnie nie hip-hopowe, to jednak bazuje na takowej rytmice oraz otacza się i wciąż współpracuje z najznakomitszymi artystami eksperymentalnego hip-hopu. Po raz pierwszy o Broderze zrobiło się naprawdę głośno kiedy podpisał kontrakt z Ninja Tune i skrywając się pod nazwą FOG począł wydawać dla tej wytwórni kolejne krążki. Stworzony między 1998 a 2000 rokiem album "Fog" objawił całemu światu nietuzinkowy talent młodego chłopaka z Minneapolis. Jego debiut przyrównywano do pierwszej dużej płyty cLOUDDEAD, tria rewolucyjnych białych hip-hopowców z katalogu Mush Records, a w dystrybucji samej Big Dada. Zresztą, Brodera z kolesiami z cLOUDDEAD łączą ogromne zażyłości, a na samej płycie "Fog" pojawił się gościnnie Dose One, niebawem także Broder stworzył album z innym przedstawicielem tria. Na swoim debiucie Fog zachwycił swoją groteskowością i oszałamiającą wyobraźnią na polu turntablismu. Pokazał przeto, że używając gramofonu, bawiąc się nim można jednocześnie nagrać album bardzo tak naprawdę melodyjny i zabawny. Pomysłowy przy tym i bez muzycznych barier. Osadzając swoją muzykę na szkielecie wyjętym z hip-hopu, z każdą kolejną kompozycją bliżej mu do indie-rocka z zacięciem artystycznym i onirycznej piosenkowości, ucierając nosa tym samym brit-popowej banalności - nagrywając przy użyciu gramofonu lepsze rzeczy niż cała gwardia rockowo-elektronicznych radioheadowców. Oprócz Dose One`a na płycie debiutanckiej pojawia się także MF Doom, a instrumentarium jest niezwykle szerokie. Dźwięki gramofonu Broder upiększa gitarą, dzwoneczkami, klawiszami, smyczkami.. Tak zresztą jest przy każdym kolejnym krążku Foga. Broder świetnie bawi się w czasie nagrywania materiału, potrafi nawet z dźwięku żucia gumy stworzyć tło swego utworu. Na drugim albumie - "Ether Teeth" staje się Andrew nawet wielkim miłośnikiem ptaków, wykorzystując ich odgłosy do budowy aury tajemniczości i miłosnych klimatów. Jego druga płyta jest bardziej melancholijna - więcej tu wątków autobiograficznych, więcej wyciszenia, duchowego spokoju. Miłość jednocześnie odgrywa znaczącą rolę, glosy ptaków stanowią bajkowe upiększenie onirycznych melodii. Płyta pozostaje pełna uroku oraz ciepła, składając się z kompozycji dojrzałych i subtelnych, iskrząc jednak nadal od inteligentnych skreczy, mistrzostwa ręki Brodera. Tyle tylko, że na "Ether Teeth" są to raczej muśnięcia płyty, a nie lotne odjazdy znane z debiutu. Teksty przesycone są w dalszym ciągu poetyką, odpowiednio nacechowaną ironią i humorem. Wspomagany przez Toma Herbesa jako współproducenta, Broder nagrywał swój materiał nie tylko w Third Ear Studio, lecz także używał do tego przeróżnych miejsc, starając się najciekawiej urozmaicić swoje muzyczne wizje. Jego chęci użycia turntablismu do romantycznych celów okazały się trafne - łącząc gramofon z dźwiękiem fortepianu, delikatnymi bębnami, trąbkami, przelewając nasycone wrażliwością poetycką teksty, nagrał potężnie emocjonalny album - ambitny, zaskakujący, piękny. Przegonił tym samym Kida Koalę, bratając ze sobą odmienne stylistyki - te, z którymi kojarzony jest Bonnie Prince Billy, jak również i te będące wizytówką kolektywu Anticon.

Trzecia płyta Foga jest obecnie w przygotowaniu. Broder zakończył już jej nagrywanie, na początku 2005 roku powinna ona ukazać się nakładem Lex Records - wytwórni, gdzie nagrywa DJ Signify, Boom Bip i gdzie wydano także album projektu Hymie`s Basement, za który odpowiedzialny jest w istocie Broder wespół z Johnathanem Wolfem znanym lepiej jako Why? z tria cLOUDDEAD. Hymie`s Basement odznacza się większymi wariacjami instrumentalnymi w porównaniu z krążkami Fog. Turntablism zepchnięty jest tutaj nieco na drugi plan, więcej dzieje się zaś w kwestii dźwięków gitarowo-klawiszowych, wiele też tu materii wokalnej. Główną postacią nawijającą jest tu oczywiście Why?, doskonale sprawdzający się i czujący się w estetyce wykolejonego popu, brzmień indie czy infantylnego hip-hopu. Podobnie jak w przypadku albumów Fog - wszystko charakteryzuje się dopracowaniem, pełnym duchowości, optymizmu rozpisanych na muzyczne miniatury. Tym właśnie projektem, Broder i Why? wzbogacili Lex Records o kolejną znakomitą płytę, a Broderowi na tyle dobrze przy tej okazji pracowało się, skoro wraca do niej po małej przerwie.

Tymczasem na pożegnanie z Ninja Tune, w połowie tego roku Fog wydał singiel "Hummer", który ma charakter bardziej ep-ki, zawierając siedem kompozycji, umiejętnie drążących nadal subtelnie urzekający folkowo-bluesowo-postrockowy klimat, do którego Broder zdążył już nas przyzwyczaić przy okazji dotychczasowych nagrań. Konsekwentnie pisze i nagrywa on samodzielnie materiał, korzystając z niewielkiej pomocy znajomych. "Hummer" stanowi równie ważną pozycję w dyskografii Fog, jak i dwa wcześniejsze longplaye, dopełniając muzyczno-artystyczny manifest Andrew Brodera.

Jego muzyczne wyczucie, fantazyjny flow równie znakomicie sprawdzając się także w czasie żywych koncertów - Broder ostro angażuje się w swój live-band, w skład którego obok niego wchodzą jeszcze: Mark Erickson, Jeremy Ylvisaker, Martin Dosh i Mike Lewis.

Otaczając się nietuzinkowymi postaciami, fascynując się muzyką - czując ją głęboko w sercu, Broderowi udaje się nagrywać słodkie, niekiedy smutne ale i pełne uroku płyty, kipiące od mistrzowskich skreczy, dojrzałych struktur cut&paste, kompozytorskich wyżyn, przebiegając od klimatów down-beatowych po nieokiełznany freestyle. Choć na dobrą sprawę Broder ani jego Fog nie staną się pewnie nigdy wielkimi gwiazdami katalogu Ninja Tune, projekt Hymie`s Basement nie zyska ogromnej popularności, to i tak główna postać tego zamieszania za każdym razem bez żadnego pretensjonalnych wpadek, jako młody biały chłopak ze Stanów udowadnia coraz mocniej, że jest oryginalną i twórczą indywidualnością, zasługując tym samym na ogromny szacunek i uznanie. Dzięki niemu turntablism nabiera nowego wymiaru. Broder doskonale zna swoje możliwości i ma w nosie co myślą inni. Przekonajcie się i wy, sięgając dodatkowo po wydawnictwo "Modern Hits EP", gdzie na swój gramofonowy warsztat wziął hip-hopowe "świętości" pokroju Jay-Z i Outkast, bawiąc się przy tym niesamowicie udanie.

[Tomek Doksa]