polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ZAP MAMA Ancestry in Progress

ZAP MAMA
Ancestry in Progress

"Ancestry in Progress" to piąty już album artystki, której pochodzenia chyba nikt by nie odgadł. Zap Mama początkowo było nazwą wokalnego, kobiecego kwintetu - tak powstały płyty "Adventures in Afropea", "Sabsylma" i "Seven", następnie ostała się jedna dama, wydając pięć lat temu album "A Ma Zone". Prawdziwe nazwisko naszej bohaterki brzmi Marie Daulne, jest ona córką Belga i Murzynki, urodziła się w Kongo. W dzieciństwie toczącą się tam wojna zmusiła jej rodzinę do ucieczki do Belgii, jednak Marie powróciła do Afryki w wieku dwudziestu lat, w celu poznania swoich korzeni. Nie dość, że do nich dotarła, to jeszcze nauczyła się pigmejskich technik śpiewu, więc gdy powróciła do Europy, założyła wspomniany już kwintet, który nagrywał muzykę afrykańską do szpiku kości. W ten sposób niejeden człowiek zachodu poznał estetykę tradycyjnej muzyki czarnego kontynentu. Jednak już w poprzedniej dekadzie niesamowite możliwości wokalne Marie zwróciły na nią uwagę szerszych grup odbiorców i przede wszystkim innych muzyków, wciągając ją powoli i stopniowo w objęcia najwyższej próby czarnej muzyki amerykańskiej. Więc na "A Ma Zone" znalazło się sporo elementów hip-hopu (udział Black Thought z The Roots), r'n'b, ciut soulu i nawet skrecze. Kolejne kilka lat przyniosło sporo udanych kooperacji, na przykład na ostatniej płycie Erykah Badu i albumie "Zen" DJ Krush'a. Na nowe dzieło studyjne trzeba było czekać aż pięć lat.

Warto jednak było, bowiem "Ancestry in Progress" kontynuuje we wspaniałym stylu kierunek wyznaczony przez wcześniejsze nagrania. Jak można się było spodziewać chociażby po tytule płyty, afrykańskie korzenie coraz głębiej wrastają w glebę nowoczesnej i ciekawej muzyki. Tak więc dziedzictwo poddane zostało fundamentalnemu przetworzeniu, w czym wydatnie pomogła czołówka amerykańskich artystów soulowych i hip-hopowych. Gości jest bowiem wielu, ale o nich za chwilę. Jak głosi notka na okładce, wszystkie utwory, dźwięki ust, teksty, muzyka i aranżacje wokalu są dziełem Marie Daulne. Zajęła się ona także produkcją, jednak w tym wydatnie wspomógł ją Richard Nichols z The Roots. Artystka posiada pełną kontrolę nad swoim procesem twórczym, a spore już doświadczenie sprawiło, że udało się jej połączyć unikatowe afrykańskie cechy jej śpiewu z najwyższej próby soulem i hip-hopem. Co prawda, w samej warstwie muzycznej Afryki jest niewiele, ale za to sposób śpiewu pozostaje kompletnie unikatowy. Zap Mama dysponuje głosem po prostu fantastycznym, pod względem oryginalności porównywalnym chyba z Eryką Badu. Jej pigmejskie zaśpiewy i wokalizy są absolutnie unikatowe, a charakterystyczny sposób przeciągania słów zapewnia jej kompletną rozpoznawalność. Poza tym potrafi ona cudnie śpiewać o angielsku, po francusku, zupełnie poprawnie radzi sobie z rymowaniem. Ta miękkość w głosie, jego urzekająca barwa, połączone z ukrytą w niej siłą sprawia, że Zap Mama należy według mnie do najciekawszych obecnie wokalistek wspomnianych wyżej stylów. To właśnie głos, co jeszcze raz podkreślę, od razu zapadający w pamięć, jest największym atutem artystki. Muzyka bowiem jest zupełnie sprawna i najwyższej próby, ale jednak porównywalna z innymi dokonaniami współczesnego r'n'b, korzystającymi z samplowanego rytmu i żywych instrumentów i ocierając się także o zagrywki jazzowe.

Przekraczanie granic stylistycznych stało się w sumie znakiem rozpoznawczym obecnych czasów i w efekcie sloganem, za którym nic nie stoi, jednak Zap Mama w pełni potrafi wpleść swe afrykańskie dziedzictwo i europejskie wychowanie w rytmy wywodzące się ze Stanów, więc eklektyzm jest autentyczny. Klasę artystki potwierdza chociażby to, jak znani muzycy wspomogli ją przy nagrywaniu "Ancestry in Progress". Pojawia się ?uestlove, Erykah Badu zadbała o chórki w cudownym Bandy Bandy, Talib Kweli i Common wrzucili rymy do tanecznego Yelling Away, słyszymy też Bahamadia, a ukoronowaniem płyty jest genialny Wadidyusay? z udziałem Scratcha. Na ten ostatni utwór składają się jedynie wokale, robi on potężne wrażenie wywołane masywnym beat-boxem i afrykańskimi specjałami. Płyta jest dość różnorodna rytmicznie, co pozwala uniknąć znudzenia, a wielość instrumentów jest zdecydowaną atrakcją. Co jednak bardzo istotne, nawet bogactwo gości nie zagłusza Zap Mamy, cały czas jesteśmy pewni, kto gra pierwsze skrzypce. Minęły już czasy, gdy grała ona tradycyjną muzykę afrykańską, będąc absolutnie nieporównywalną z resztą rynku, obecnie można ją postawić obok wielu innych wokalistek. Jednak w przypadku Zap Mamy deklaracje łączenia tradycji z nowoczesnością są o wiele bardziej autentyczne i poparte namacalnymi dowodami. Z jednej strony jest ta muzyka łatwa w odbiorze, z drugiej wiele w niej czai się schowane, jest i dynamiczna i delikatna. "Ancestry in Progress" jeździło ze mną przez całe lato, gdzie bym się nie ruszył, bowiem jest to według mnie najlepsza tego typu płyta od czasu ostatniego albumu Eryki Badu i chyba tylko sama Erykah będzie w stanie przebić tę pozycję.

[Piotr Lewandowski]