polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dominik Strycharski Flauto Dolphy

Dominik Strycharski
Flauto Dolphy

Patronem pierwszego solowego albumu Dominika Strycharskiego jest Eric Dolphy, poza jego pięcioma kompozycjami znajdziemy jedną Malcolma Waldrona i dwie naszego flecisty, ale "kompozytorem" numer jeden będzie w kontekście całości sam Strycharski – bezkompromisowość i szczególny naturalizm jego muzyki nie prowadzą do wiernego odtwarzania oryginałów, ich rozpoznawalność, choć wyczuwalna,  może nie przychodzić automatycznie,  ale nie mamy do czynienia z całkowitą dekonstrukcją. Flauto Dolphy to przede wszystkim oryginalne odbicie własnej wizji, realizowanej w pełni samemu, bez zewnętrznych ograniczeń i bez ozdobników. Nie zaskoczy tych, którzy dorobek i styl muzyka znają z bliska, pozostałych jednak może odpychać, bo Strycharski tradycyjnie jeńców nie bierze i daje z siebie wszystko - gra mocno fizycznie, z zaangażowaniem i intensywnością, nie pozostawiając zbyt wiele miejsca na wytchnienie, a nawet tam, gdzie dźwięki sąsiadują z krótkimi pauzami, jest to wymowne. Z jednej strony to muzyka zagrana z wyobraźnią i polotem, z dbałością o komunikatywność przekazu, z drugiej bardzo surowa, bo wysiłek i zaangażowanie jej twórcy są tutaj aż namacalne, słychać je w oddechach, ruchach powietrza, nawet w mimowolnym nuceniu granych tematów. Podobnie jak słychać skupienie publiczności, która w warszawskim Pardon, To Tu była świadkiem rejestracji tego materiału. To bardzo rzadka (może nawet unikatowa) w obszarze jazzu/improwizacji płyta solowa na flety, ale i oryginalna sama w sobie, bo w sposób tak bezkompromisowy pewnie nikt z dorobkiem autora Out to lunch się dotąd nie mierzył. 

 

[Marcin Marchwiński]